Marek Radziwon
2007-09-04, ostatnia aktualizacja 2007-09-04 16:19
Traktat o łuskaniu fasoli
ZOBACZ TAKŻE
- Książkę można pisać bez końca (04-10-07, 18:36)
- Druga Nike Myśliwskiego (07-10-07, 21:06)
- Nike 2007 dla Myśliwskiego (07-10-07, 19:45)
- Nike 2007: nominowana dwudziestka (17-05-07, 20:12)
Sytuacja jest najprostsza z możliwych: do starszego człowieka, który pilnuje domków letniskowych nad jakimś malowniczym zalewem zagląda przypadkowy miastowy przyjezdny. Chce kupić we wsi trochę fasoli, ale zostaje na dłużej, żeby wysłuchać kilku wspomnień gadatliwego stróża. Sezon się skończył, domki stoją puste, nie ma z kim pogadać. Tymczasem niewinna gawęda samotnika szybko zmienia się w niezwykłą opowieść o całym jego życiu. "Traktat o łuskaniu fasoli", książka obszerna, z poważnym epickim rozmachem, jest jednym wielkim monologiem bohatera. W tak pomyślanej formie dokonuje się najważniejsze powołanie literatury - opowiadanie historii.
U Myśliwskiego nie ma nagłych zwrotów akcji, ani zaskakujących puent. Młodość w latach 50. bohater powieści spędził na budowach, był elektrykiem, później wyjechał na Zachód i przez lata grał w rozmaitych zespołach na saksofonie. Na starość wrócił do kraju i osiadł na tej spokojnej prowincji. Jednak bohater "Traktatu" powoli odkrywa przed nami tajemnice - okazuje się, że na letnisku nie znalazł się przypadkowo.
W "Traktacie o łuskaniu fasoli" jest kilka wspaniałych opowieści - niektóre krótkie, na kilka akapitów, jak ta o psach, które służą bohaterowi - jednego znalazł w lesie uwiązanego do drzewa, drugiego odebrał jednemu z wczasowiczów, kiedy ten wsadził szczeniaka do worka pełnego kamieni i przyjechał nad brzeg zalewu. Inne historie są obszerne, np. ta o wojennych losach bohatera, który, kiedy mordowano jego rodzinę, skrył się w ziemiance koło chałupy, później został przygarnięty przez partyzantów, w opiekę wzięła go młoda sanitariuszka i była dla niego siostrą i matką jednocześnie. Jednak najbardziej poruszająca jest opowieść o przypadkowym spotkaniu kilkadziesiąt lat po wojnie z jakimś obcym przechodniem w jednym z zachodnich miast. Wydają się sobie znajomi, chociaż ani jeden ani drugi nie umie powiedzieć, czy i kiedy się poznali. Siadają w kawiarni i starszy nieznajomy zaczyna wspominać ojca, który po powrocie z wojny nie chciał dłużej żyć. Ojciec o powiedział synowi o pewnym wojennym zdarzeniu, którego nie umiał wymazać z pamięci. Krótko potem popełnił samobójstwo.
Można by powiedzieć, że zbyt wiele tu przypadków i podejrzanych zbiegów okoliczności. Ale przecież nie jest ważne, czy zdarzenia opowiedziane przez Myśliwskiego wydarzyły się naprawdę. Ważne, że mogły się wydarzyć. I sama ta możliwość ma wielkie znaczenie.
Bo przypadek nie jest u Myśliwskiego ślepy. Przypadek, powiada narrator, to porządek, którego nie umiemy rozpoznać. Ta kluczowa myśl wraca w różnych miejscach powieści i jest chyba najważniejszym tematem "Traktatu". Przekonanie, że nie tkwimy w chaosie, ale jesteśmy poddani działaniu jakiejś wielkiej siły, której nie umiemy zrozumieć i opisać czyni z realistycznej powieści Myśliwskiego tekst tajemniczy i metafizyczny. Powieść Myśliwskiego z ładnej, malowniczej i mądrej historii o jednym życiu typowym dla pokolenia wojennego, staje się wielką, natchnioną i symboliczną opowieścią o życiu w ogóle. To tu udaje się uchwycić najważniejsze egzystencjalne pytania, wspiąć się na poziom wielkich spraw i zasadniczych wartości - śmierci, miłości, dobra, zła. Takich pytań zwykle wprost się nie stawia.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz