Szef Samoobrony Andrzej Lepper piątym podejrzanym w aferze praca za "seks". W czwartek łódzcy prokuratorzy postawili mu dwa zarzuty: korupcji i usiłowania molestowania seksualnego. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- GW ujawnia: dwa zarzuty wobec Leppera ws. pracy za seks! (12-10-07, 16:56)
Lepper przyjechał do łódzkiej prokuratury kilka minut po godz. 10. Czekało na niego kilkudziesięciu dziennikarzy i sympatyków Samoobrony. Był też Jacek Popecki, były asystent posła Samoobrony Stanisława Łyżwińskiego. Obaj mają już zarzuty w związku z aferą "praca za seks". - Lepper, Łyżwiński i ja jesteśmy niewinni - zapewniał Popecki.
Przewodniczący Samoobrony przed przesłuchaniem z nikim nie rozmawiał. Czerwony seat cordoba, którym kierował wiceszef tej partii Janusz Maksymiuk, wjechał wprost na dziedziniec prokuratury.
- Ale wyrolował wszystkich! Jeśli jest niewinny, to dlaczego się wykręca od rozmowy? - szumiała grupka gapiów.
Maksymiuk zapewniał potem, że lider Samoobrony nie zamierzał unikać dziennikarzy. - To przez korki - tłumaczył. - Spóźniliśmy się trzy minuty na spotkanie z prokuratorem, dlatego zabrakło czasu na rozmowę z mediami.
Podczas przesłuchania Lepperowi towarzyszył adwokat Wiesław Żurawski. Potem dołączył drugi obrońca Robert Dzięciołowicz. Wszyscy wyszli z prokuratury po niemal trzech godzinach. - Forma przesłuchania była bardzo kulturalna
i uprzejma - mówił mecenas Dzięciołowicz. - Pan Lepper może być dobrej myśli.
Potwierdziły się nieoficjalne informacje "Gazety". Andrzejowi Lepperowi postawiono dwa zarzuty: czerpania korzyści osobistych od Anety Krawczyk w postaci usług seksualnych oraz usiłowania obcowania płciowego z szefową młodzieżówki partyjnej w Lublinie. Według śledczych, obu kobietom Lepper miał obiecywać karierę w partii w zamian za seks. Od uległości Anety Krawczyk uzależniał też zgodę na jej zatrudnienie w biurze poselskim Stanisława Łyżwińskiego. Prokuratura uznała, że obaj - szef Samoobrony i były poseł - działali "wspólnie i w porozumieniu".
Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury, poinformował, że Lepper złożył jedynie krótkie wyjaśnienia. Nie chciał odpowiadać na pytania prokuratora i swoich obrońców.
Lepper był rozgoryczony tym, że prokuratura dała wiarę Anecie Krawczyk, a nie jemu: - Osoba, która nie wie, kto jest ojcem jej dziecka, wychodzi z prokuratury jako wiarygodny świadek, a ja jako podejrzany - mówił.
Polityk musi wpłacić poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł. Obrońcy zapowiedzieli, że odwołają się od tej decyzji.
- Nie zachodzi żadne podejrzenie, że będę mataczył czy ukrywał się. Przecież ja sam na piśmie w niedzielę zgłosiłem się, żeby prokurator zakończył ten chocholi taniec, żeby przesłuchał mnie i żeby proces rozpoczął się jak najszybciej - mówił Lepper.
Krzysztof Kopania przyznał, że prokuratura nie planowała wnioskować o areszt dla przewodniczącego Samoobrony: - Taki scenariusz w ogóle nie był brany pod uwagę. Najlepszy dowód, że pan Lepper nie został zatrzymany, a jedynie wezwany na przesłuchanie w charakterze podejrzanego.
Śledztwo w sprawie wykorzystywania kobiet przez polityków Samoobrony wszczęto w grudniu po publikacji "Gazety". Do tej pory przesłuchano ponad 220 osób . Zarzuty przedstawiono wcześniej czterem osobom: Łyżwińskiemu, Popeckiemu, byłemu działaczowi Samoobrony z Myślenic Franciszkowi I. oraz Pawłowi G., działaczowi tej partii z Tomaszowa Mazowieckiego.




więcej zdjęć





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz