czwartek, 8 listopada 2007

Lepper z zarzutami korupcji i molestowania

Anna Kołakowska
2007-11-08, ostatnia aktualizacja 29 minut temu

Zobacz powiększenie
Andrzej Lepper po przesłuchaniu
Fot. Sergiusz Pęczek / AG

Szef Samoobrony Andrzej Lepper piątym podejrzanym w aferze praca za "seks". W czwartek łódzcy prokuratorzy postawili mu dwa zarzuty: korupcji i usiłowania molestowania seksualnego. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Zobacz powiekszenie
Fot. Sergiusz Pęczek / AG
Leppera do Łodzi przywiózł Janusz Maksymiuk
Pierwsza strona ''Gazety Wyborczej'', gdzie ujawniona została afera ''praca za seks w Samoobronie''
Pierwsza strona ''Gazety Wyborczej'', gdzie ujawniona została afera ''praca za seks w Samoobronie''
- Nie przyznałem się do winy, bo takie fakty nie miały miejsca. Nie ma nikogo, kto by to potwierdził - mówił szef Samoobrony po przesłuchaniu.

Lepper przyjechał do łódzkiej prokuratury kilka minut po godz. 10. Czekało na niego kilkudziesięciu dziennikarzy i sympatyków Samoobrony. Był też Jacek Popecki, były asystent posła Samoobrony Stanisława Łyżwińskiego. Obaj mają już zarzuty w związku z aferą "praca za seks". - Lepper, Łyżwiński i ja jesteśmy niewinni - zapewniał Popecki.

Przewodniczący Samoobrony przed przesłuchaniem z nikim nie rozmawiał. Czerwony seat cordoba, którym kierował wiceszef tej partii Janusz Maksymiuk, wjechał wprost na dziedziniec prokuratury.

- Ale wyrolował wszystkich! Jeśli jest niewinny, to dlaczego się wykręca od rozmowy? - szumiała grupka gapiów.

Maksymiuk zapewniał potem, że lider Samoobrony nie zamierzał unikać dziennikarzy. - To przez korki - tłumaczył. - Spóźniliśmy się trzy minuty na spotkanie z prokuratorem, dlatego zabrakło czasu na rozmowę z mediami.

Podczas przesłuchania Lepperowi towarzyszył adwokat Wiesław Żurawski. Potem dołączył drugi obrońca Robert Dzięciołowicz. Wszyscy wyszli z prokuratury po niemal trzech godzinach. - Forma przesłuchania była bardzo kulturalna

i uprzejma - mówił mecenas Dzięciołowicz. - Pan Lepper może być dobrej myśli.

Potwierdziły się nieoficjalne informacje "Gazety". Andrzejowi Lepperowi postawiono dwa zarzuty: czerpania korzyści osobistych od Anety Krawczyk w postaci usług seksualnych oraz usiłowania obcowania płciowego z szefową młodzieżówki partyjnej w Lublinie. Według śledczych, obu kobietom Lepper miał obiecywać karierę w partii w zamian za seks. Od uległości Anety Krawczyk uzależniał też zgodę na jej zatrudnienie w biurze poselskim Stanisława Łyżwińskiego. Prokuratura uznała, że obaj - szef Samoobrony i były poseł - działali "wspólnie i w porozumieniu".

Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury, poinformował, że Lepper złożył jedynie krótkie wyjaśnienia. Nie chciał odpowiadać na pytania prokuratora i swoich obrońców.

Lepper był rozgoryczony tym, że prokuratura dała wiarę Anecie Krawczyk, a nie jemu: - Osoba, która nie wie, kto jest ojcem jej dziecka, wychodzi z prokuratury jako wiarygodny świadek, a ja jako podejrzany - mówił.

Polityk musi wpłacić poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł. Obrońcy zapowiedzieli, że odwołają się od tej decyzji.

- Nie zachodzi żadne podejrzenie, że będę mataczył czy ukrywał się. Przecież ja sam na piśmie w niedzielę zgłosiłem się, żeby prokurator zakończył ten chocholi taniec, żeby przesłuchał mnie i żeby proces rozpoczął się jak najszybciej - mówił Lepper.

Krzysztof Kopania przyznał, że prokuratura nie planowała wnioskować o areszt dla przewodniczącego Samoobrony: - Taki scenariusz w ogóle nie był brany pod uwagę. Najlepszy dowód, że pan Lepper nie został zatrzymany, a jedynie wezwany na przesłuchanie w charakterze podejrzanego.

Śledztwo w sprawie wykorzystywania kobiet przez polityków Samoobrony wszczęto w grudniu po publikacji "Gazety". Do tej pory przesłuchano ponad 220 osób . Zarzuty przedstawiono wcześniej czterem osobom: Łyżwińskiemu, Popeckiemu, byłemu działaczowi Samoobrony z Myślenic Franciszkowi I. oraz Pawłowi G., działaczowi tej partii z Tomaszowa Mazowieckiego.

Brak komentarzy: