środa, 21 listopada 2007

Ofiary nowej lustracji pozwą Sejm?

Ewa Siedlecka
2007-11-21, ostatnia aktualizacja 31 minut temu

Zobacz powiększenie
Archiwa IPN

Wygląda na to, że osoby, o których IPN poinformował, że byli zarejestrowani jako tajni współpracownicy czy jako kontakty operacyjne, nie mogą wystąpić o ustalenie prawdy do sądu.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Marek Siwiec
Zobacz powiekszenie
Fot. Tomasz Wawer / AG
Dariusz Rosati
Zobacz powiekszenie
Fot. Tomasz Kamiński / AG
Marcin Libicki
W poniedziałek IPN opublikował - wykonując art. 23 ustawy lustracyjnej - kolejne "informacje o osobach" pełniących funkcje publiczne, czyli podał, co jest w ich teczkach prowadzonych przez tajne służby PRL. I okazało się, że są tam materiały m.in. na europosłów.

(Marek Siwiec (SLD) był zarejestrowany jako tajny współpracownik "Jerzy" przez krakowską SB w 1986 r. - zachował się jeden meldunek na podstawie jego relacji ze spotkania z przedstawicielem wywiadu australijskiego;

(Dariusz Rosati (SLD) był w 1968r. zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika, potem, w 1978 r., zarejestrowano go jako "kontakt operacyjny" pseud. "Buyer", a w 1985 r. kontrwywiad zarejestrował go jako "kandydata";

• Marcin Libicki (PiS) miał być w 1966 r. „operacyjnie wykorzystywany” przez wywiad PRL „z uwagi na posiadane kontakty w Radiu Wolna Europa”.

Wszyscy oni składali w przeszłości oświadczenia lustracyjne, że nie współpracowali z tajnymi służbami PRL. Te oświadczenia nigdy nie były kwestionowane. Po publikacji IPN ponownie zaprzeczyli współpracy.

Jak w tej sytuacji traktować to, co opublikował IPN?

Zdaniem sędziego Włodzimierza Olszewskiego, b. rzecznika interesu publicznego (do marca 2007 roku, czyli do wejścia w życie nowej ustawy lustracyjnej, badał prawdziwość oświadczeń lustracyjnych), świadczy to głównie o niedoskonałości nowej ustawy lustracyjnej. Każe ona publikować niesprawdzone informacje z archiwów IPN, które w dodatku są niezrozumiałe dla opinii publicznej.

- Sam fakt rejestracji w jakimkolwiek charakterze, np. tajnego współpracownika, kontaktu operacyjnego czy kandydata, na pewno nie wystarczy do stwierdzenia współpracy - mówi sędzia Olszewski. - Taka rejestracja mogła nastąpić bez wiedzy rejestrowanego. Mimo że procedury rejestracji były rygorystyczne, to praktyka była różna. Takie jest moje przekonanie wyniesione z przesłuchań funkcjonariuszy w sprawach, które prowadziliśmy. Były takie placówki, w których procedury nie były przestrzegane, a i funkcjonariusze różnili się poziomem rzetelności.

Po poniedziałkowej publikacji IPN-u Marek Siwiec napisał: "Wyrażam protest w związku z publikowaniem sygnatur, dat i skrótów, które mają mnie zdyskredytować w oczach opinii publicznej, przeciw czemu nie mam szans się bronić".

Skoro jego oświadczenie lustracyjne nie zostało zakwestionowane, to sam nie może wszcząć procesu lustracyjnego.

Ustawa przewiduje taką możliwość tylko w dwóch przypadkach: gdy chce się, by sąd uznał, że było się do współpracy zmuszonym szantażem, lub gdy osoba, która niegdyś pełniła funkcje publiczną, zostanie pomówiona o współpracę.

Ale Siwiec i inne osoby, których zawartość teczek ujawnił IPN, nadal sprawują swoje funkcje.

Pozostaje więc sąd cywilny. - Mam wątpliwość, czy takie postępowanie może być skuteczne. No bo przecież IPN działał na mocy prawa i ujawnił to, co rzeczywiście ma - mówi sędzia Olszewski.

- Sytuacja jest rzeczywiście trudna - uważa prof. Zbigniew Hołda, adwokat i działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Nie może to być proces o ochronę dóbr osobistych, jeśli IPN ujawnił to, co ma, i nic nie zataił. Można spróbować kwestionować autentyczność dokumentów z IPN, ale jeśli są to po prostu zapiski funkcjonariuszy, to zapewne są autentyczne. Logicznie byłoby wszcząć postępowanie o ustalenie stanu faktycznego, ale to możliwe, tylko gdy dąży się do ustalenia prawa do czegoś, np. do spadku.

- Ja bym jednak próbował pozwu o ochronę dóbr osobistych - mówi sędzia Waldemar Żurek z wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Krakowie. - Ale nie przeciw IPN, bo działa zgodnie z prawem. Myślę, że można by pozwać Sejm za wydanie prawa, które uniemożliwia skorzystanie z prawa do obrony dobrego imienia. Pozew musiałby być przeciw skarbowi państwa, w tym przypadku reprezentowanemu przez Kancelarię Sejmu - mówi sędzia Żurek.

Zamknięcie drogi do sądu jest sprzeczne z konstytucją. Ale po to, żeby pokrzywdzeni mogli złożyć do Trybunału Konstytucyjnego skargę, muszą mieć najpierw w swojej sprawie prawomocne rozstrzygnięcie, np. decyzję.

A publikacja w Biuletynie IPN-u nie jest decyzją czy rozstrzygnięciem, więc trzeba by zaskarżyć sam przepis. To może zrobić rzecznik praw obywatelskich czy grupa posłów.

Brak komentarzy: