piątek, 11 lipca 2008

Proces gen. Kiszczaka umorzony

Chybiony zarzut


Wczoraj sąd umorzył sprawę generała Czesława Kiszczaka, byłego ministra SW, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników w kopalni Wujek w 1981 r. Sąd uznał, iż karalność nieumyślnego czynu przedawniła się w 1986 r. Górnicy i ich adwokaci zapowiadają apelację od tego wyroku.
11 VII 2008

To było trzecie orzeczenie sądu I instancji w trwającym od 1994 r. procesie gen. Kiszczaka. W 1996 r. uniewinniono go. W 2004 r. - skazano na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Oba wyroki uchylił Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Czesław Kiszczak. Fot. Tomasz Gzel/PAP
Akt oskarżenia zarzucał Czesławowi Kiszczakowi, iż umyślnie sprowadził powszechne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi, bo wysłał 13 grudnia 1981 r. tajny szyfrogram do jednostek milicji, mających pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego. Zdaniem prokuratury, bez podstawy prawnej Kiszczak przekazał w nim dowódcom poszczególnych oddziałów MO swe uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni, co było podstawą działań plutonu specjalnego ZOMO, który 15 i 16 grudnia strzelał w kopalniach Manifest Lipcowy i Wujek.

Sąd uznał, że gen. Kiszczak, choć był jako minister MSW zobowiązany dekretem Rady Państwa z 12 grudnia 1981 r. do określenia prawnych zasad użycia broni przez oddziały MO, nie wypełnił tego obowiązku, poprzestając na wydaniu szyfrogramu, przez co nieumyślnie sprowadził niebezpieczeństwo powszechne dla życia i zdrowia górników.

Sędzia Ireneusz Szulewicz w ustnym uzasadnieniu wyroku powiedział, że zarzut o wydaniu szyfrogramu bez podstawy prawnej jest chybiony. Podzielił opinię Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który ocenił, że dekret o stanie wojennym stanowił prawo obowiązujące od chwili jego uchwalenia, a nie zaś - ogłoszenia. Zdaniem sądu, szyfrogram nie był rozkazem, tylko powieleniem dekretu. Z jednym wyjątkiem. Generał dopisał na szyfrogramie, że strzelanie jest możliwe jedynie wobec zagrożenia życia milicjantów.

Sąd podkreślił, że Kiszczak zabronił użycia broni w Wujku, gdy 16 grudnia zwracał się o to do niego szef katowickiej milicji płk Jerzy Gruba - mimo to funkcjonariusze ZOMO użyli broni. Według sądu, mogli mieć przekonanie, że ich działanie było prawidłowe i akceptowane przez przełożonych.

Zdaniem sądu nie da się wykluczyć, iż to ówczesny szef MO, doktor prawa, gen. Józef Bejm przekonał Kiszczaka, że wydanie szyfrogramu wystarcza, by uregulować prawnie zasady użycia broni przez oddziały MO. Najważniejszy jednak - w ocenie sądu - był zakaz użycia broni w Wujku, który generał Kiszczak przekazał pułkownikowi Grubie. - Oznacza to, że nie chciał, by padły ofiary śmiertelne - uznał sędzia Szulewicz.

Górnicy obecni na sali przyjęli wyrok z oburzeniem. Stanisław Płatek - w rozmowie z PAP - nazwał wyrok "piłatowym'' i "nijakim''. Pełnomocnik oskarżycieli mecenas Maciej Bednarkiewicz zapowiedział złożenie apelacji. Marzena Matysik-Folga zapowiedziała, że Prokuratura Okręgowa w Katowicach zwróci się do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku i dopiero wtedy zapadnie decyzja w sprawie ewentualnego złożenia apelacji. Generał Kiszczak nie będzie podejmował żadnych kroków.

* * *

Analizuję tamte dni

Generał Czesław Kiszczak dla "TRYBUNY'':

- Od samego początku prokuratura nie miała dowodów przeciwko mnie. Przeciwnie: sto procent dowodów, które były, tzn. zeznania świadków, dokumenty, ekspertyza profesora Wawrzyniaka - wszystko świadczyło na moją korzyść. Zrobiłem w tej sprawie wszystko, co mogłem zrobić, żeby nie doszło do rozlewu krwi.

Oskarżyciele posiłkowi bez przerwy wmawiali społeczeństwu, że ja wysłałem tajny szyfrogram, który zezwalał na użycie broni wobec strajkujących górników. To kompletna bzdura. Ten szyfrogram przewidywał użycie broni tylko w przypadkach nadzwyczajnych, kiedy nie można było inaczej uchronić życia ludzkiego.

Doskonale pamiętam, jak rano 16 grudnia 1981 r. pojechałem na posiedzenie kierownictwa partii. W trakcie obrad, około godz. 12.00, zadzwonił do mnie z Katowic pułkownik Gruba. Od niego dowiedziałem się, że jest odblokowywana kopalnia Wujek. Pułkownik mówił, że milicjanci są atakowani pikami, złomem, że kilkudziesięciu milicjantów jest rannych, że dowódcy pododdziałów proszą o zgodę na użycie broni do strzelania w górę, na postrach. Podjąłem momentalnie decyzję: nie wyrażam zgody. Powiedziałem: przerwać akcję, wycofać milicję i wojsko poza teren kopalni.

I ja, i mój adwokat prosiliśmy na wszystkich trzech procesach, żeby wezwać na rozprawę w Warszawie, albo przynajmniej ściągnąć protokoły zeznań 23 milicjantów, którzy przez 27 lat przyznawali się, że użyli broni i zeznali, na czyje polecenie to zrobili. Za każdym razem sąd ten wniosek odrzucał, choć wiedział, że ci milicjanci nie odwołują się do mojego szyfrogramu, ale do rozporządzenia ministra SW z 21 grudnia 1955 r., które ustanawiało zasady użycia broni palnej. Nie ma żadnych dowodów, że popełniłem błąd. Choć jeden popełniłem...

Parę dni przed stanem wojennym wezwałem komendanta głównego milicji gen. Bejma. Zapytałem go o zasady użycia broni. Okazało się, że nie ma takich zasad; że od 1955 roku żaden minister nie uregulował tych spraw, że wszyscy uciekali od tego. Poleciłem napisanie projektu rozporządzenia, uzgodnienie go z biurami prawnymi MSW, MON i Radą Państwa oraz ogłoszenie w Dzienniku Ustaw. Bejm zaczął mnie przekonywać, że nie ma takiej potrzeby, bo jest przygotowany projekt dekretu Rady Państwa, który te sprawy konsumuje. To mnie przekonało, niesłusznie.

W nocy z 12 na 13 grudnia generał Bejm przyniósł szyfrogram i prosił o podpisanie. Spytałem, czy Rada Państwa przyjęła uchwałę o wprowadzeniu stanu wojennego. Generał potwierdził. Czy Rada Państwa uchwaliła cztery dekrety o wprowadzeniu stanu wojennego? Znowu potwierdzenie. Zacząłem wnikliwie analizować ten szyfrogram i porównywać z treścią dekretu. Stwierdziłam, że nie ma merytorycznych rozbieżności. I z boku podpisałem się. Do szyfrogramu dopisałem sformułowanie, że broni palnej można użyć tylko w przypadku zagrożenia życia. Ten dokument się zachował.

Często analizuję tamte dni. Autentycznie ubolewam nad tym, co się stało w kopalni Wujek. Ja wiem, że robiliśmy wszystko, aby stan wojenny obył się bez ofiar.

Brak komentarzy: