Wyrzutnie rakiet Patriot, o które stara się Polska. Zdjęcie z 2006 roku przedstawia ćwiczenia armii Tajwanu
Amerykanie są gotowi przekazać Polsce wyrzutnie rakiet Patriot. Ale nie w takiej liczbie, jak chciałaby tego Warszawa - dowiedziała się "Gazeta"
ZOBACZ TAKŻE
- Polska: z tarczą powoli (07-03-08, 11:29)
- Gry Patriotów (03-03-08, 01:00)
- Tusk twardy w sprawie tarczy (11-03-08, 00:00)
- Bush: USA włącza się w modernizację polskiej armii (10-03-08, 14:41)
- Tarcza: Chcemy konkretów od Amerykanów (28-02-08, 00:00)
- Tusk wstrzymuje tarczę (22-02-08, 00:00)
POSŁUCHAJ
- TOK FM: Premier w USA (10-03-08, 14:35)
SERWISY
Tarcza na pewno będzie jednym z tematów dzisiejszego spotkania premiera Donalda Tuska z prezydentem Bushem w Białym Domu. O żadnym przełomie nie ma jednak mowy, mimo że negocjacje posuwają się naprzód.
Według naszych informatorów przekazana przez Amerykanów w ubiegłym tygodniu propozycja pomocy w modernizacji polskiej armii nie spełnia polskich oczekiwań. Amerykanie w prywatnych rozmowach powtarzają jednak, że to propozycja ostateczna.
W amerykańskim dokumencie znalazła się propozycja przekazania Polakom wyrzutni Patriot, czego domagali się polscy politycy. Według jednego źródła "chodzi o więcej niż jedna wyrzutnia i o około 100 rakiet", według innego "chodzi nie więcej niż o kilka wyrzutni i sporo więcej niż sto rakiet".
Amerykanie zaproponowali również, że przeszkolą za darmo załogi owych wyrzutni. Koszt nie jest znany, ale niedawno Holendrzy za 128 rakiet Patriot, wyrzutnie i trening zapłacili 515 mln dolarów.
Polacy uznali też za mało wiarygodną amerykańską analizę zysków ekonomicznych, które miałyby płynąć z budowy tarczy. Pisaliśmy już wcześniej, że Amerykanie ocenili całość inwestycji w Polsce na 2 mld dolarów w ciągu 10 lat. Teraz wiemy, że według Amerykanów 600-700 mln dolarów z tej kwoty miałoby trafić w ciągu pięciu lat do firm polskich wykonujących rozmaite prace przy budowie bazy.
Tusk spotyka się z Bushem nie tylko znając te dane, ale mając świadomość, że koordynacja działań Polski i Czech w sprawie tarczy jest - jak twierdzą nasi rozmówcy - fikcją. Czesi zamknęli już polityczne negocjacje w sprawie budowy stanowiącego część tarczy radaru. - Ten radar powstanie tak czy inaczej - usłyszeliśmy w jednym z krajów NATO. - Albo będzie częścią tarczy amerykańskiej, ale będzie służyć członkom NATO, którzy chcą móc przyglądać się temu, co dzieje się w Iranie.
Czesi liczą, że z budową radaru poprawi się ich pozycja w Sojuszu. Są przekonani, że po raz pierwszy od wejścia do NATO będą mogli mówić, że Praga realnie zwiększa jego potencjał.
Amerykańscy negocjatorzy są podzieleni co do tego, jak dalej prowadzić rozmowy z Polską. Część z nich - tłumaczył nam wczoraj pracownik Kongresu USA, który śledzi przebieg negocjacji - uważa, że polski rząd już podjął decyzję o odrzuceniu tarczy, a teraz jedynie przeciąga rozmowy.
- Tusk wie, że odrzucając tarczę nabija sobie punkty w oczach niechętnej projektowi opinii publicznej w Polsce - tak myślenie tej grupy tłumaczy nasz rozmówca. - Premier zdaniem tej części negocjatorów zaufał argumentom znanego politologa prof. Romana Kuźniara, który jest najgłośniejszym w Polsce przeciwnikiem tarczy.
Zdaniem Kuźniara tarcza jest złym pomysłem i Polska nie powinna brać w niej udziału. Ponieważ jednak zależy nam na sojuszu z USA - uważa prof. Kuźniar - powinniśmy przeciągać negocjacje do czasu objęcia władzy przez nowego prezydenta USA, czyli do przyszłego roku. Kolejny prezydent albo bowiem przebije obecną ofertę amerykańską, albo zrezygnuje z budowy tarczy.
Spora część amerykańskich negocjatorów nie rozumie jednak, o co chodzi polskiemu rządowi. - Pamiętam taką sytuację, gdy po kolejnej dziwnej wypowiedzi polityka PO o tarczy eksperci z Pentagonu, Departamentu Stanu i Kongresu USA rozpaczliwie wymieniali się SMS-ami próbując ustalić, czy mówił on w imieniu własnym, partii czy rządu - opowiada nasz rozmówca. - Po kilku godzinach poddali się, bo z Warszawy dochodziły w tej sprawie kompletnie sprzeczne sygnały.
Zwłaszcza w Kongresie USA panuje przekonanie, że polski rząd jest podzielony w sprawie tarczy, a sprzeczne sygnały są tego dowodem. - Rano słyszę z Pentagonu, że sprawa jest w zasadzie załatwiona, a po południu, że tarczy w Polsce nie będzie - narzeka ekspert z Kapitolu.
Bez względu jednak na to, co naprawdę myśli premier, tarczy w Polsce może nie być, jeśli nasze negocjacje z USA przeciągną się poza kwietniowy szczyt Sojuszu. A tego właśnie spodziewają się już wszyscy i w Waszyngtonie, i w Warszawie.
- Jeśli negocjacje z Warszawą nie zakończą się do wiosny, Kongres zabierze pieniądze na budowę bazy w Polsce - usłyszeliśmy z dwóch źródeł. - To ma mniej wspólnego z samą tarczą, a więcej z naszym procesem budżetowym i z tym, że w USA toczy się kampania prezydencka, a każdy dolar w budżecie służy do walki wyborczej.
Następny prezydent USA, ktokolwiek nim będzie, nie zrezygnuje z budowy tarczy, a co najwyżej ją ograniczy - tego są pewni wszyscy nasi rozmówcy i republikańscy, i demokratyczni. Pentagon niemal na pewno zaproponuje nowemu prezydentowi rezygnację z budowy tarczy w Europie, a zamiast tego skoncentruje się na tańszej rozbudowie części tarczy w innych miejscach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Izraelu i Japonii, oraz na okrętach i - jeśli prezydentem zostanie republikanin - także w kosmosie.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz