Złoty i forint mogą stracić kolejne 10 proc., "jeśli nie więcej". Banki centralne regionu muszą dać sygnał końca obniżek stóp - ocenia niemiecki dziennik Die Welt
- Sytuacja rozwija się w kierunku najgorszym z możliwych- mówi gazecie Urlich Leuchtmann, analityk Commerzbanku.
Według dziennika trzy państwa, mające znaczne zadłużenie zagraniczne, mogą wpaść w "spiralę spadkową". Osłabienie walut powoduje wzrost wartości zadłużenia oraz wzmacnia ucieczkę kapitału, co zaostrza jeszcze krytyczną sytuację gospodarczą. Cytowany analityk obwinia za to banki centralne, które nie zatrzymują deprecjacji.
W przypadku Węgier, które już w październiku zmuszone były poprosić Międzynarodowy Fundusz Walutowy o pomoc, zignorowano zalecenia, by ostrożnie obniżać stopy. – Rząd i bank centralny miały jednak nadzieję, że zdoła to utrzymać stabilność waluty - przypomina Leuchtmann.
- Z kolei w Polsce rząd próbuje wyrównać mniejsze przychody z podatków poprzez cięcia w wydatkach. Chce wszelkimi siłami spełnić kryteria z Maastricht, by przystąpić do strefy euro. Ryzykuje jednak w ten sposób, że kryzys gospodarczy się zaostrzy i ostatecznie Polska nie zostanie przyjęta do klubu euro. Program oszczędnościowy może zaostrzyć kryzys.
Według analityka, sytuacja w Czechach nie jest jeszcze tak dramatyczna, bo w mniejszym stopniu zależą one od obcego kapitału. Leuchtmann prognozuje, że wartość czeskiej korony spaść może w przeciwieństwie do złotego i forinta, jedynie o dalsze 5 proc.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz