dżek
2009-03-14, ostatnia aktualizacja 2009-03-14 13:44
Tygodnik "Nie" i jego naczelny - Jerzy Urban - zapłacili ponad 100 tys. zł za wykupienie ogłoszenia, w którym dementują nieprawdziwe informacje o Zbigniewie Ćwiąkalskim i jego rzekomym udziale w imprezie imieninowej Henryka Stokłosy, a także powiązaniach finansowych z tym biznesmenem.
- Jerzy Urban i tygodnik satyryczny "Nie" przepraszają Pana Zbigniewa Ćwiąkalskiego za dwa opublikowane w tygodniku teksty - tymi słowy zaczyna się ogromne ogłoszenie opublikowano dziś na trzeciej stronie "Gazety Wyborczej". Wykupienie całej kolumny w wydaniu ogólnopolskim kosztuje 120 tys.
"Nie" dostało rabat i zapłaciło "tylko" 100 tys. zł netto.
"Nie" dostało rabat i zapłaciło "tylko" 100 tys. zł netto.
Dementi dotyczy dwóch artykułów, które ukazały się na przełomie stycznia i lutego na łamach tygodnika. Teksty "Za co naprawdę wyleciał minister sprawiedliwości. Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą" oraz "Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą. Witaj mój aresztancie" dotyczyły wizyty ówczesnego ministra sprawiedliwości (i jednocześnie Prokuratora Generalnego) 17 stycznia br. w domu Stokłosy. Minister miał się tam pojawić z bukietem róż i podarunkiem. Na pożegnanie miał otrzymać pięć kartonów wędlin.
Zbigniew Ćwiąkalski zaprzeczał, jakoby był gościem na imieninach byłego senatora, obecnie oskarżonego w korupcyjnym procesie. Ćwiąkalski poszedł do sądu. Sprawę wygrał.
Artykuły zostały określone jako "nieprawdziwe, naruszające jego godność, dobre imię oraz narażające go na utratę zaufania publicznego niezbędnego do wykonywania zawodu". Gazeta przyznała, że opisane w artykułach zdarzenia "nie miały miejsca".
Gazeta zdementowała też informacje, że Zbigniew Ćwiąkalski wystawił Stokłosie rachunek na 1,2 mln zł za "usługi adwokackie" i że żona Stokłosy zapłaciła byłemu ministrowi sprawiedliwości 200 tys. zł za zwolnienie jej męża z aresztu.
Zbigniew Ćwiąkalski zaprzeczał, jakoby był gościem na imieninach byłego senatora, obecnie oskarżonego w korupcyjnym procesie. Ćwiąkalski poszedł do sądu. Sprawę wygrał.
Artykuły zostały określone jako "nieprawdziwe, naruszające jego godność, dobre imię oraz narażające go na utratę zaufania publicznego niezbędnego do wykonywania zawodu". Gazeta przyznała, że opisane w artykułach zdarzenia "nie miały miejsca".
Gazeta zdementowała też informacje, że Zbigniew Ćwiąkalski wystawił Stokłosie rachunek na 1,2 mln zł za "usługi adwokackie" i że żona Stokłosy zapłaciła byłemu ministrowi sprawiedliwości 200 tys. zł za zwolnienie jej męża z aresztu.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz