Strona: 1
Witaj mój aresztancie
„Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą” cd.
W wydaniu „NIE” z 29 stycznia opisaliśmy skandal niezwykły nawet jak na Europę Wschodnią. Długotrwały areszt opuszcza za 3-milionową kaucją biznesmen Henryk Stokłosa, były senator. Czeka go proces za poważne przestępstwa na szkodę państwa. Jest oskarżany m.in. o korumpowanie ministerialnych urzędników. W 23 dni po opuszczeniu aresztu Stokłosę odwiedza z pękiem róż minister sprawiedliwości – prokurator generalny, profesor prawa Zbigniew Ćwiąkalski. Świętuje z doniedawnym aresztantem jego imieniny, konferuje z nim i odjeżdża samochodem BOR prowadzonym przez oficera ochrony. Auto ma wyładowane wędlinami, które wyrabia firma Stokłosy.
W tym czasie, czyli w końcu stycznia, media, a co za tym idzie opinia publiczna, fascynują się dwoma wydarzeniami: że były premier ma kochankę i chce się rozwodzić, i że w więzieniu powiesił się skazany na dożywocie zabójca Olewnika. To drugie uchodzi za przyczynę złożenia dymisji przez ministra Ćwiąkalskiego.
1.
W artykule „Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą” „NIE” wskazywało na to, że premier i politycy Platformy wykluczali dymisję ministra sprawiedliwości i bronili go, póki chodziło o jego odpowiedzialność polityczną za niedopatrzenie podległej mu służby więziennej i o zbagatelizowanie zdarzenia w publicznych wypowiedziach. Twierdziliśmy, że prof. Ćwiąkalski przestał być ministrem dopiero wówczas, gdy premier dowiedział się o jego wizycie u Stokłosy.
Telewizji ani prasy nie zainteresował w ogóle ujawniony w „NIE” skandal. Ani Ćwiąkalski, ani kancelaria Tuska nie zaprzeczyły głoszonym w „NIE” rewelacjom kompromitującym głównego strażnika sprawiedliwości w Polsce.
Ponieważ zaprzeczeń nie ogłoszono, trudno ciszę, jaką otoczono wyprawę Ćwiąkalskiego, wytłumaczyć tylko nieufnością do „NIE” jako źródła informacji. Zamiłowanie mediów do ignorowania „NIE”, a co za tym idzie ujawnianego przez nas zła, także nie mogło być dostatecznym powodem przemilczenia samego faktu i jego wymowy. Oto bowiem prokurator generalny i minister w ogóle nie rozumie swojej roli, skoro brata się niemal publicznie z osobą, którą jego podwładni – prokuratorzy – obwiniają o poważne przestępstwa. Róże dla Stokłosy są przecież sygnałem dla podporządkowanego mu aparatu ścigania, że oskarżony cieszy się wysoką protekcją. Główny w rządzie strażnik prawa bagatelizuje przestępczość.
Telewizje i prasa mogły przeprowadzić własne dziennikarskie śledztwo, a przynajmniej zapytać kancelarię premiera i samego Ćwiąkalskiego, czy to prawda, że składał wizytę z kwiatami u swego niedawnego aresztanta oczekującego na proces. Nic takiego nie odzwierciedliła żadna publikacja. Nie proszono także redakcji „NIE” o dowody, że prokurator generalny składał imieninową wizytę człowiekowi ściganemu przez prokuratorów niższej rangi. Oparliśmy się zaś na oświadczeniach dostatecznej liczby naocznych świadków szokującego wydarzenia. Są wśród nich pisemne.
Wskazuje to na znaczną dowolność w dobieraniu zdarzeń, które mają zajmować opinię publiczną i na stronniczość mediów. Nielubianych polityków postawią pod pręgierz za byle co, szanowanemu ministrowi lubianego rządu nie wywleką rzeczywistego skandalu. Niby wszystkim chodzi o jakość państwa, ale objawy gnilne dobierane bywają do krytycznych publikacji według kryteriów stronniczych, nieuczciwych. „NIE” także wolałoby nie pomagać PiS-owi w walce z Tuskiem, jednakże bardziej szkodliwe politycznie jest przemilczanie tego, że członek rządu nie rozumie swojej roli i do niej się nie nadaje. Przy tym minister wzmacnia mniemania ludowe, że świat polityki i świat przestępczy w ogóle są w czułych stosunkach towarzyskich.
2.
Wizyta w pałacu Stokłosy ministra sprawiedliwości i wywózka wędlin wywołały w Śmiłowie i okolicy dalej idące pogłoski i podejrzenia. Prof. Ćwiąkalski, zanim został ministrem, był obrońcą Henryka Stokłosy. Ktoś opowiada, że rzekomo widział rachunek, który Ćwiąkalski w trzy tygodnie po tym, jak został ministrem, wystawił Stokłosie za swoje minione adwokackie usługi dla eks-senatora.
Miał opiewać a 1 200 000 zł kwotę niebywałą jak na honorarium obrońcy, mającą więc korupcyjny posmak.
Plotkuje się także, że żona Stokłosy 13 grudnia widziała się z min. Ćwiąklaskim i dała mu 200 000 zł za wypuszczenie męża z aresztu. Dwa dni później sąd okręgowy nie zgodził się co prawda na uchylenie aresztu, ale – jak ludzie bajają – po interwencji Stokłosowej u ministra sąd apelacyjny szybko wypuścił go za kaucją. Są to oczywiście pogłoski nieprawdopodobne, a siłami naszej redakcji nie do sprawdzenia. Natomiast odwiedziny ministra z pękiem róż w domu osoby podejrzanej o korupcję są rzeczą sprawdzoną, która nadaje prawdopodobieństwo plotkom i zapewnia im rezonans. Gruntuje to społeczne przekonanie, że każdym rządem rządzi pieniądz.
Na długo przed naszą publikacją o Ćwiąkalskim ta wredna pogłoska o pieniądzach, które miał on dostać od Stokłosów (powtarzają się kwoty 1 200 000, a potem 200 000 zł), dotarła do sfer politycznych Warszawy. Przy tym plotka głosi, że źródłem plotek w Warszawie jest żona pana Stokłosy. Zapewne jednak Człowiek Roku „Wprost” ozłocony na okładce tego tygodnika nie poleci sprawdzać absurdalnych pomówień swoich ministrów o przestępstwa. W każdym razie Ćwiąkalski jako minister sprawiedliwości nie umocnił w narodzie poczucia, że żyją w praworządnym państwie, a rząd Tuska jest uczciwy.
3.
Relację ze styczniowych uroczystości u Henryka Stokłosy zawartą w artykule „Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą” musimy doprecyzować. Były senator, potem aresztant 4 stycznia obchodził 60-lecie urodzin. Przyjęcie urodzinowe wydane zostało w restauracji Pasibrzuch położonej ok. 3 km od rezydencji Stokłosy. Miało więc charakter publiczny. Natomiast z okazji imienin Henryk Stokłosa podejmował gości w swoim domu. To już nie była jedna duża impreza. Przyjęcie typu bufetowego (tzw. szwedzki stół) urządzano od południa w sobotę 17 stycznia (wtedy był tam Ćwiąkalski) do poniedziałku 19 stycznia wieczorem. Goście się zmieniali.
Restauracja jest miejscem ogólnie dostępnym i dygnitarze tam się nie pokazali. Rezydencja Henryka Stokłosy, zwana przez miejscowych pałacem, leży w głębi posiadłości. Jest strzeżona przez ochronę byłego senatora. Znamy wiele szczegółów z pobytu w niej gości 17–19 stycznia. Np. wiemy, że szef powiatu przyjechał czarnym renault z kierowcą i znamy cyfrową część numeru wozu. Albo że telefony z życzeniami wpierw podejmował asystent Stokłosy Andrzej Krojec.
Autorzy artykułu „Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą” niektórym z gości imieninowych u Stokłosy błędnie przypisali bytność na wcześniejszych urodzinach. Przepraszamy ich za tę nieścisłość wynikłą z pomylenia obu przyjęć.
Przedstawiciele władz powiatowych, których wymieniliśmy jako gości, nadesłali więc sprostowania podkreślając, że 4 stycznia nie byli na urodzinach, nie odwiedzali też Stokłosy w przeszłości. Imieniny odbyły się zaś później niż urodziny. Drukujemy poniżej należne sprostowania.
Redakcja
W artykule napisanym przez Bożenę Dunat oraz Marka Paprykarza znalazła się nieprawdziwa informacja o moim uczestnictwie w uroczystości 60. urodzin Stokłosy.
Uprzejmie informuję, że nie uczestniczyłem w tym spotkaniu, nie otrzymałem zaproszenia, mało tego, w tym okresie zmagałem się z dokuczliwą infekcją, która wymagała posłuszeństwa i pobytu w domowym zaciszu (leżenia w łóżku), do której się pod przymusem rodziny dostosowałem, zatem moje uczestnictwo było niemożliwe.
Znając Pana szczególną wrażliwość na rzetelność dziennikarską proszę na podstawie art. 31 pkt. 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r – Prawo prasowe (Dz.U. Nr 5 poz. 25 ze zm.) o umieszczenie stosownego sprostowania na tej samej stronie, na której zamieszczony jest w/w artykuł w najbliższym wydaniu gazety.
Z wyrazami szacunku
Poseł na Sejm RP
Stanisław Stec
Oborniki, 2009-01-27
Oświadczam, iż informacja zawarta w artykule autorstwa Bożeny Dunat i Marka Paprykarza: „Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą” opublikowanym w Nr 5 (957) tygodnika „NIE” z 29 stycznia 2009 r., iż rzekomo 4 stycznia 2009 r. wziąłem udział w 60. urodzinach p. Henryka Stokłosy, jest w całości nieprawdziwa. Ani tego dnia, ani w przeszłości nie uczestniczyłem w imprezach, spotkaniach, uroczystościach, itp. organizowanych przez p. Henryka Stokłosę. Jestem szczerze zdziwiony sugerowaniem obecności mojej skromnej osoby na tak znakomitych uroczystościach i wśród ludzi tegoż autoramentu.
Starosta Pilski
Tomasz Bugajski
Piła, 27 stycznia 2009 r
Oświadczam, iż informacja zawarta w artykule autorstwa Bożeny Dunat i marka Paprykarza: „Ćwiąkalski zatruł się kiełbasą” opublikowanym w Nr 5 (957) tygodnika „NIE” z 29 stycznia 2009 r., iż rzekomo 4 stycznia 2009 r. wziąłem udział w 60. urodzinach p. Henryka Stokłosy, jest w całości nieprawdziwa. Ani tego dnia, ani w przeszłości nie uczestniczyłem w imprezach, spotkaniach, uroczystościach, itp. organizowanych przez p. Henryka Stokłosę.
Przewodniczący Rady Powiatu w Pile
Mirosław Mantaj
Piła, 27 stycznia 2009 roku


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz