czwartek, 13 września 2007

Osiem sekund, które wstrząsnęły Niemcami

Adam Romański
2007-09-13, ostatnia aktualizacja 2007-09-13 23:55

Zobacz powiększenie
Dirk Nowitzki zdaje się nie dowierzać w to, co dzieje się na parkiecie
Fot. IVAN MILUTINOVIC REUTERS

To się może zdarzyć nawet w ćwierćfinale mistrzostw Europy, nawet w reprezentacyjnej hali Madrytu. Ledwie w ćwierćfinale Hiszpania - Niemcy rozegrano dwie pierwsze akcje, a już trzeba było przerwać spotkanie na 10 minut, bo zegar 24 sekund uparcie wskazywał tylko 20. Do końca pierwszej połowy niemal wszystkim akcjom towarzyszył beznamiętny głos spikera, który oznajmiał: - Eight seconds.


Osiem sekund zabrało nowego znaczenia w końcówce trzeciej kwarty, kiedy tuż po zejściu z boiska Dirka Nowitzkiego Hiszpanie zaatakowali rywali na całym boisku. I Niemcy nie tylko nie potrafili przez przepisowe osiem sekund przeproadzić piłki przez połowę, ale nawet szybciej trzy razy z rzędu (!) oddawali ją rywalom w ręce. To jest właśnie to, co wniósł do reprezentacji Hiszpanii trener Pepu Hernandez. Nie tylko liczenie na gwiazdy, ale także rzetelne taktyczne pomysły.

Tamte akcje publika w ogromnej (16 tysięcy miejsc) hali Palacio de Deportes przyjęła owacją na stojąco. Ale był to tylko początek hiszpańskich dożynek. Kolejne przechwyty, wsady, rzuty za trzy, także w ykonaniu rezerwowych sprawiły, że początkowe lekko stronnicze gwizdki sędziów nie miały żadnego znaczenia. 20 punktów, 30, 35, kolejne bariery pękały łatwo. A Dirk Nowitzki coraz bardziej sfrustrowany z 11 zaledwie punktami na koncie usiadł na ławce.

Hiszpańskiej fali uderzeniowej trudno się będzie przeciwstawić. W sobotę w półfinale spróbuje ktoś z pary Słowenia - Grecja. Moim zdaniem bez szans.

Hiszpania w ćwierćfinale mistrzostw Europy wręcz zdemolowała Niemców 83:55 (18:14, 22:13, 26:16, 17:12) w Madrycie. Gospodarze imponowali grą zespołową, a ich rywale bez Dirka Nowitzkiego byli bezradni
Najwięcej emocji, nie tylko wśród koszykarzy ale i kibiców, wzbudziła w pierwszej kwarcie awaria zegara, która spowodowała blisko 20-minutową przerwę. Wybiła ona z rytmu koszykarzy, ale już po kilku minutach już tego nie było widać.

Hiszpanie mieli przewagę od pierwszych minut i mimo, że w 12. minucie był remis 20:20 to widać było, że rozpędzona hiszpańska maszyna za chwilę "rozjedzie" rywali. Po 20 minutach gospodarze prowadzili 43:35, a w trzeciej kwarcie uzyskali 25 pkt przewagę (66:41).

Doskonale w obronie grał najskuteczniejszy do tej pory w zespole Hiszpanii Pau Gasol, a efektownymi akcjami w ataku popisywał się Rudy Fernandez. W czwartej kwarcie dwukrotnie gospodarze prowadzili różnicą 37 punktów (80:43, 82:45) i blisko czternastotysięczna publiczność mogła już tylko oklaskiwać efektowne zagrania swoich ulubieńców.

Siatkarze dalej od igrzysk?

2007-09-13, ostatnia aktualizacja 2007-09-13 19:18

Zobacz powiększenie
Fot. Kuba Atys / AG

Porażką z broniącymi tytułu Włochami zakończyli polscy siatkarze mistrzostwa Europy. Zajęli 11. miejsce, najgorsze od blisko dekady


Podczas ubiegłorocznego mundialu w Japonii Andrea Zorzi, mistrz świata i legendarny zawodnik, opowiadał, jak bardzo on i jego rodacy nienawidzili grania o miejsca "piąte i tym podobne". Włoch miał na myśli wszelkie mecze, które następowały po utracie szans na medale. Jego reprezentacji, przez ponad dekadę utrzymującej bezwzględną supremację w świecie, zdarzały się one niezmiernie rzadko, ale tym bardziej bolały. - Wyrzucają cię gdzieś do bocznej salki, trybuny zieją pustką, wynik nikogo nie obchodzi, a grać trzeba - wspominał Zorzi. Miał dobrą okazję, bo Włosi na MŚ zawiedli, zajmując właśnie piąte miejsce.

W moskiewskiej Hali Olimpijskiej nikogo się do pomniejszych salek nie spycha, ale Włosi i tak zapewne z trudem ścierpieli środowy mecz, bo oni mimo wielomiesięcznego kryzysu wciąż do drugoplanowych ról nie przywykli. Co jednak w takim razie powiedzieć o Polakach, wicemistrzach świata, jeśli jeszcze trzy miesiące temu wierzyliśmy, że lepsi od nich są na naszej planecie tylko bajeczni Brazylijczycy?

Biało-czerwoni pokonali Turków, dali się pokonać Belgom, Rosjanom, Finom, Bułgarom i Włochom. Turniej każdego dnia stawał się dla nich coraz większą udręką, a w środę można było odnieść wrażenie, że jakieś tajemnicze siły uparły się, by na całe życie zniechęcić ich do siatkówki. W pierwszym secie prowadzili 23:18, co jest w siatkówce przewagą miażdżącą, na pewnym poziomie wręcz gwarantującą sukces. Wtedy jednak za końcową linią stanął Lorenzo Perazzolo - rezerwowy! - i jął odpalać serwisowe petardy, wprost zbijając z nóg polskich przyjmujących. Rywale zdobyli siedem punktów z rzędu, chwilami pomagało im nieprawdopodobne wprost szczęście, jak wtedy gdy piłka po zbiciu Bartosza Kurka trafiła w głowę Luigiego Mastrangelo. Polacy wpadli wtedy w dołek, nie mogą winą za niepowodzenie obarczać mocami nadprzyrodzonymi, ale sytuacja zdawała się zbyt kuriozalna, by oprzeć się refleksji, że zwalają się na nich wszystkie nieszczęścia tego świata.

To nie był zły mecz, biało-czerwoni nieźle blokowali i zdołali nawet - mimo przegrania dwóch pierwszych setów - doprowadzić do tie-breaka. Niestety, znów nie wystarczyło im wytrwałości, konsekwencji i precyzji, by wygrać, choć włoski trener zdrowo poeksperymentował sobie ze składem. Polacy bardzo chcieli, woli walki odmówić im nie sposób, sportowej złości i poświęcenia też, ale twarde fakty są bezlitosne - rozegrali najgorsze ME od 1999 roku, kiedy nie zakwalifikowali się do turnieju finałowego. Teraz będą musieli walczyć w eliminacjach o awans do następnej imprezy, od czego się ostatnio odzwyczaili.

Smutnych konsekwencji jest jednak więcej. Zmalały szanse na "dziką kartę" pozwalającą wystąpić w listopadowym Pucharze Świata, bo choć międzynarodowa federacja (FIVB) sporo zarobiłaby na polsatowskich transmisjach telewizyjnych z meczów Polski, to nawet ona - często zachłanna i łamiąca zasadę fair play - musi do pewnego stopnia liczyć się z względami sportowymi. Dlatego nie musi wystarczyć argument, że biało-czerwoni są wicemistrzami świata i wysoko plasują się w międzynarodowym rankingu. A gdyby nie wystarczył, to odpadłaby jedna z szans awansu na igrzyska olimpijskie. Co więcej, zanim drużyna Raula Lozano zagra w eliminacjach kontynentalnych, będzie musiała bić się o udział w nich w preeliminacjach. Słowem, nasz punkt widzenia radykalnie się zmienił. Polska miała (ma?) celować w olimpijski medal, a dziś drżymy, czy w ogóle do Pekinu poleci.

Źródło: Gazeta Wyborcza

środa, 12 września 2007

Rosja: dymisja rządu Michaiła Fradkowa

Michał Gwiazdowski, jas
2007-09-12, ostatnia aktualizacja 2007-09-12 17:27

Premier Federacji Rosyjskiej Michaił Fradkow oddał się dziś wraz z całym gabinetem do dyspozycji prezydenta. Michaił Fradkow był premierem Rosji od marca 2004r., zastąpił na tym stanowisku Michaiła Kasjanowa. Prezydent Putin proponuje na funkcję premiera Wiktora Zubkowa.

Zobacz powiekszenie
Fot. DENIS SINYAKOV REUTERS
Wiktor Zubkow - kandydat na nowego premiera
Zobacz powiekszenie
Fot. RIA NOVOSTI REUTERS


Dotychczasowy szef Rady Ministrów umotywował swoją decyzję "przybliżąjącymi się znaczącymi wydarzeniami politycznymi", w których chce zostawić prezydentowi wolną rękę także w sprawach kadrowych.

Kandydat musi być czysty

Władimir Putin przyjął dymisję Fradkowa i poprosił go jednocześnie o pozostanie na stanowisku do czasu uzyskania przez następcę votum zaufania w Dumie.

Prezydent Rosji Władir Putin zgłosił już kandydaturę Wiktora Zubkowa na premiera - poinformował przewodniczący Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, Borys Gryzłow. Zubkow kierował dotychczas Federalną Agencją ds. Nadzoru Finansowego. Podobnie jak Putin, pochodzi z Petersburga. Według Gryzłowa, Duma rozpatrzy kandydaturę Zubkowa już w piątek.

Wcześniej spekulowano, że następcą Fradkowa miał być Siergiej Iwanow, jeden z dwóch najpoważniejszych kandydatów na stanowisko prezydenta w wyborach 2008r.

Komentatorzy polityczni mówią, że takie personalne decyzje pokazują, iż nowy premier będzie jedynie figurantem i polityczną ofiarą złożoną w najbliższej kampanii wyborczej. Bowiem będzie on najbardziej krytykowaną osobą w państwie. Iwanow nie mógł zająć tego stanowiska, bowiem on jako główny kandydat na urząd prezydenta musi zostać czysty.

Odszedł z powodu wyborów

Wniosek o dymisję swojego rządu Fradkow uzasadnił zbliżaniem się doniosłych wydarzeń politycznych i pragnieniem zapewnienia prezydentowi pełnej swobody, w tym w sprawach personalnych. 2 grudnia w Rosji odbędą się wybory parlamentarne, a 2 marca 2008 roku - prezydenckie. Przyjmując dymisję gabinetu, Putin przyznał, że ma ona przygotować kraj do zbliżających się wyborów parlamentarnych i prezydenckich, a także do okresu, który nastąpi po wyborach. - Zbliżają się wybory parlamentarne, które następnie płynnie przejdą w prezydenckie. Może macie rację, może rzeczywiście winniśmy wspólnie pomyśleć o tym, jak powinny wyglądać struktury władzy i zarządzania, aby lepiej odpowiadały okresowi przedwyborczemu i przygotowały kraj do okresu, który nastąpi po wyborach parlamentarnych (w grudniu 2007 roku) i prezydenckich w marcu 2008 roku - powiedział prezydent.

Putin wysoko ocenił dokonania gabinetu Fradkowa. - Pod waszym kierunkiem wykonano ogromną pracę i osiągnięto znaczące rezultaty. W szybkim tempie rósł produkt krajowy brutto, zwiększał się potencjał gospodarki, spadała inflacja, wzrastały dochody naszych obywateli - wyliczył prezydent. Putin odznaczył Fradkowa najwyższym odznaczeniem państwowym Rosji - Orderem Zasługi wobec Ojczyzny I klasy.

"Duma zatwierdzi nawet Che Guevarę"

Lider opozycyjnej Republikańskiej Partii Rosji (RPR) Władimir Ryżkow oświadczył, że "Duma zatwierdzi każdego kandydata na premiera, którego zgłosi Putin, nawet Che Guevarę". Wcześniej Ryżkow powiedział PAP, że ten, którego prezydent desygnuje na szefa rządu, prawdopodobnie będzie również jego następcą na Kremlu. - Oznacza to, że Rosja nie jest krajem demokratycznym. Według reguł demokracji, premier powinien być wyłoniony w wyniku wyborów do Dumy, w oparciu o parlamentarną większość. To, że prezydent sam, jednoosobowo, decyduje, kto będzie premierem, oznacza, że wybory do Dumy będą farsą - ocenił opozycyjny polityk.

Ryżkow nie zgodził się również z wysoką oceną, wystawioną przez Putina gabinetowi Fradkowa. - Nadal żywiołowo rośnie korupcja. Rząd nawet nie kiwnął palcem, aby temu przeciwdziałać, wykorzenić korupcję we własnych szeregach. Pogarsza się też struktura gospodarki. Rośnie udział monopoli i korporacji państwowych. Z punktu widzenia reform strukturalnych, rząd pracował źle - powiedział lider RPR.

Wiktor Zubkow

Wiktor Zubkow, którego prezydent Rosji w środę desygnował na premiera, jest jedną z najważniejszych postaci w petersburskiej ekipie Władimira Putina.

O jego pozycji w otoczeniu obecnego gospodarza Kremla świadczy chociażby to, że był wśród zaledwie 20 przyjaciół, których Putin w 2000 roku zaprosił na swoje urodziny - pierwsze, jakie obchodził w randze szefa państwa.

Putin i Zubkow blisko współpracują ze sobą od 1992 roku, gdy ten pierwszy został przewodniczącym, a drugi - wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych w Urzędzie Miejskim w Petersburgu. Podobno to właśnie Zubkow uczył przyszłego prezydenta Rosji, a wtedy byłego pułkownika w rezydenturze KGB w Niemczech Wschodnich, trudnej profesji urzędnika państwowego.

O Zubkowie zrobiło się głośno w lutym 2007 roku, gdy jego zięć - w przeszłości dyrektor sklepu meblowego w Petersburgu - Anatolij Sierdiukow niespodziewanie awansował na ministra obrony.

Wiosną rosyjskie media zapowiadały, że obecny kandydat na premiera, a może również na prezydenta, zostanie przedstawicielem obwodu leningradzkiego w Radzie Federacji, wyższej izbie rosyjskiego parlamentu.

Wiktor Zubkow urodził się 15 września 1941 roku w miejscowości Arbat, w obwodzie swierdłowskim, na Uralu. Ukończył Instytut Rolniczy w Leningradzie ze specjalnością "agronom- ekonomista". Po studiach przez dwa lata służył w armii.

W latach 1967-85 pracował w państwowych gospodarstwach rolnych (sowchozach) w obwodzie leningradzkim. Doszedł do stanowiska dyrektora generalnego zjednoczenia sowchozów "Pierwomajskoje". Od 1985 do 1991 roku robił karierę w aparacie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w obwodzie leningradzkim.

W latach 1992-93 był wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych w Urzędzie Miejskim w Petersburgu.

Potem przeszedł do pracy w służbach fiskalnych, z którymi był związany do dzisiaj. Zaczynał od funkcji szefa inspekcji podatkowej w Petersburgu. W 1999 roku został wiceministrem ds. podatków. Od 2001 roku kieruje Federalną Służbą Monitoringu Finansowego, czyli wywiadem finansowym.

Jest żonaty. Ma jedną córkę.

Operacja Dziedzic

Dymisja rządu Michaiła Fradkowa, premiera technicznego i bezbarwnego, którego główną cechą była bezgraniczna lojalność wobec Kremla, jest znakiem, że w Rosji na dobre zaczyna się kampania wyborcza. Nie tylko przed grudniowymi wyborami do Dumy, ale przede wszystkim przed marcowymi wyborami prezydenckimi, które mają wyłonić następcę rządzącego od ośmiu lat Władimira Putina.


Na zdymisjonowanego Fradkowa można zrzucić wszelkie błędy ostatnich czterech lat. To bardzo wygodne na starcie każdej kampanii wyborczej. Jego następcą zostanie zaś najpewniej ten, kogo Putin upatrzył sobie na swego dziedzica. Rosyjski dziennik "Wiedomosti" spekuluje dziś, że będzie nim obecny wicepremier i minister obrony Siergiej Iwanow. Ale to wcale nie jest przesądzone.

Niezależnie od tego kto nim będzie, przyszły premier będzie murowanym pewniakiem marcowych wyborów prezydenckich. W ciągu kilku miesięcy pracy jako szef rządu zyska bezpłatny czas antenowy na wszystkich kanałach telewizji rosyjski. Na jego wynik będzie przez ten czas pracować cała administracja państwowa oraz prokremlowska partia Jedna Rosja. Niewykluczone zresztą, że przed samymi wyborami Putin powie wprost, kogo widzi jako swego następcę. A Rosjanie zagłosują tak, jak zechce obecny prezydent, popierany przez 70 proc. rodaków.

Osiem lat temu w ten sam sposób wylansowano mało znanego wówczas emerytowanego podpułkownika KGB Władimira Putina. Został najpierw premierem, potem p.o. ówczesnego prezydenta Borysa Jelcyna, który podał się do dymisji przed upływem kadencji. Naród przyklepał tylko wybór Putina w głosowaniu będącym w rzeczywistości formalnością. Po ośmiu latach ten sam scenariusz się powtarza.