wtorek, 25 września 2007

Świecący krzyż na wieży kościoła Mariackiego

Tomasz Malkowski
2007-09-24, ostatnia aktualizacja 2007-09-24 20:57

Od kilku dni kościół Mariacki w Katowicach ma lśniący, złoty krzyż wieńczący hełm wieży. Część mieszkańców jest oburzona, że znikł stary, czarny, z kutego żelaza. Jednak tak naprawdę to ten sam, tylko po pieczołowitej restauracji

Zobacz powiekszenie
Fot. Dawid Chalimoniuk / AG
Odnowiony krzyż na kościelnej wieży
Kościół Mariacki był w początkach miasta najokazalszą świątynią. Budowany przez cztery lata został ukończony w 1870 roku. Jego 71-metrowa wieża górowała nad Katowicami. Neogotycka świątynia przy placu Szramka do dziś wygląda imponująco. Kilka tygodni temu wieżę zakryła plątanina rusztowań. W poniedziałek zadzwonił do nas Czytelnik. - Znikł kuty krzyż z wieży! Zastąpił go nowy, świecący! - mówił zdenerwowany Rudolf Zimmer, emeryt z Katowic i pasjonat historii. Dodał, że krzyż był dziełem znanego podówczas kowala, ojca późniejszego marszałka sejmu Konstantego Wolnego.

Słowa pana Rudolfa potwierdziły się. Na szczycie kamiennej, ośmiobocznej wieży od kilku dni jaśnieje złoty krzyż. Jednak w biurze miejskiego konserwatora dostaliśmy zapewnienie, że to ten sam, tyle że po renowacji. Pan Zimmer nie dał się łatwo przekonać i na dowód poszukał archiwalnych zdjęć kościoła. - Zdumiony zobaczyłem, że tuż przed wojną krzyż istotnie błyszczał. Widocznie przez lata pokryła go sadza i stał się bardziej masywny. Takim go zapamiętałem - mówi Zimmer.

W najbliższych miesiącach wiele osób na widok odnowionego kościoła Mariackiego może reagować podobnie. Gdy spod rusztowań wyjrzy jego bryła, okaże się, że nie jest już czarna. Przez ponad sto lat wybudowana z dolomitu śląskiego świątynia zatraciła swój piaskowy kolor. Teraz go odzyskuje. Chemiczne preparaty mają usunąć nie tylko brud, ale i mchy, i porosty, które wykwitły na zawilgoconych partiach muru.

Największym wyzwaniem są prace przy wysokiej wieży. - Korzystamy ze specjalnej windy transportującej ładunek na wysokość 40 m, powyżej tego poziomu zmuszeni jesteśmy do korzystania z ręcznych wciągarek. Prace wymagające skupienia i wysokiej precyzji utrudnia porywisty wiatr - wyjaśnia Adrian Poloczek, wiceprezes firmy RECO zajmującej się pracami konserwacyjnymi przy kościele.

Elewacje w większości nigdy nie były remontowane, jedynie w latach 70. częściowo naprawiano ubytki w zaprawie. Stąd konserwatorzy odkrywają w kamiennych ścianach odpryski po ostrzale artyleryjskim. Na odnowionej elewacji pojawiają się sukcesywnie odtworzone detale, w tym charakterystyczne dla neogotyku: żabki, kwiatony i rzygacze.

Remont kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny trwa od 2001 roku. Najpierw odnowiono wnętrza. Prace zakończą się w 2008 roku. Ich koszt sięga kilku milionów zł.

Czy Francja może zbankrutować?

Konrad Niklewicz, Bruksela
2007-09-24, ostatnia aktualizacja 2007-09-24 20:47

Finanse publiczne Francji są na krawędzi bankructwa - alarmuje szef francuskiego rządu. - Sytuacja jest faktycznie krytyczna - wtóruje mu prezes Europejskiego Banku Centralnego

Zobacz powiekszenie
Fot. PETER DEJONG AP
Nicolas Sarkozy (z prawej) i Francois Fillon

Francuski premier François Fillon przyznał wczoraj otwarcie to, o czym eksperci mówili od dawna: francuskich deficyt budżetowy jest tak wielki, że ciągnie w dół całą francuska gospodarkę. Prognozy wzrostu PKB na 2007 r. będzie trzeba skorygować do z 2,25 do 2,2 proc. - Sytuacja jest krytyczna - ostrzegł premier Fillon - Potrzebne są radykalne działania.

Projekt budżetu na 2008 r. mówi o dziurze sięgającej 41,5 mld euro (2,3 proc. PKB). To oznacza, że zadłużenie sektora publicznego we Francji pobije nowy rekord, a przecież już dziś wynosi, bagatela, 1,15 bln euro. To dlatego, że - jak przypomniał premier - od 25 lat we Francji nie udało się uchwalić choćby jednego budżetu bez deficytu.

Koszt obsługi tak gigantycznego zadłużenia zjada już dwie trzecie wszystkich wpływów z podatku dochodowego - alarmuje dziennik "Les Echos".

- Tej sytuacji nie da się już dłużej utrzymać. Każdy zrozumie, że nie można ciągle zapożyczać się, żeby finansować bieżące potrzeby - stwierdził Fillon. - Francja jest bogatym krajem, który ma środki na to, żeby patrzeć w przyszłość. Ale finanse publiczne są w stanie krytycznym. Stoimy przed obliczem załamania się systemu.

Na alarm bije także szef Europejskiego Banku Centralnego. - Francuskie finanse publiczne sa w bardzo poważnych kłopotach - stwierdził w poniedziałek Jean-Claude Trichet.

Powołany przez prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego nowy rząd intensywnie forsuje reformy gospodarcze, ale na razie takie, które koncentrują się np. na zmianach w prawie pracy. Niektóre reformy - jak choćby przyjęta w lipcu znacząca obniżka opodatkowania popularnych we Francji godzin nadliczbowych - deficyt budżetowy wręcz zwiększą, o 11-16 mld euro rocznie. Oczywiście w perspektywie kilku lat taka reforma doprowadzi do przyspieszenia wzrostu gospodarczego (a co za tym idzie - także zmniejszenia deficytu). Sęk w tym, że Francja ma problem z deficytem tu i teraz.

Zdenerwowanie francuskich polityków ze spokojem obserwuje natomiast Bruksela. Komisja Europejska już od wielu lat ostrzegała francuski rząd, że deficyt budżetowy już dawno wymknął mu się spod kontroli. - Cieszymy się, że premier francuskiego rządu wreszcie zdał sobie z tego sprawę. Nasze stanowisko było znane już od dawna - komentowała Amelia Torres, rzeczniczka unijnego komisarza ds. monetranych Joaquina Almunii.

Komisja Europejska od dawna domaga się, by do 2010 r. deficyt budżetowy we Francji został zmniejszony do zera. Do tej pory Francja chciała przesunąć tę datę o dwa lata.

Nelly Rokita: Za komuchów to było lepiej

cheko
2007-09-25, ostatnia aktualizacja 2007-09-25 09:24
Zobacz powiększenie
Nelly Rokita
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Związany z LPR serwis Prawy.pl, publikuje fragment nagrania wideo z wykładu Nelly Rokity na Uniwersytecie Warszawskim. Nowa doradca do spraw kobiet Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przekonuje na nim, że sytuacja kobiet w czasach PRL-u wyglądała lepiej niż obecnie.

- Za komuchów to było lepiej, takie były głosy i możliwe, że dla kobiet to było za komuchów lepiej, bez wątpienia, nawet się zgodzę. W jakiś sposób tak: aborcja była dozwolona, pani mogła być traktorzystką i gwiazdą mogła być i ..... (słowo trudne do zrozumienia) mogła być, takie imiona też były, później zniknęły. Otóż oczywiście, że tak, zniknęła też kobiecość.

Wypowiedź Rokity była częścią debaty "Feminizm po polsku w XXI wieku" z 15 marca 2006 roku.

Telewizja TVN 24 poinformowała, że zaprezentowane nagranie już dziesięć miesięcy temu zostało opublikowane przez jednego z internautów na serwisie Youtube.