sobota, 29 grudnia 2007

Sąd nad złym urodzeniem

Wojciech Więcko, Łomża
2007-12-29, ostatnia aktualizacja 2007-12-28 20:21

Po pięciu latach walki sąd przyznał wczoraj państwu Wojnarowskim z Łomży rentę dla córki, która urodziła się chora, bo szpital wbrew prawu odmówił aborcji.

Zobacz powiekszenie
Fot.WOJCIECH WIECKO / AG
Państwo Wojnarowscy. W sądzie w Łomży. 2007.12.28
ZOBACZ TAKŻE
Sąd Okręgowy w Łomży zasądził też zadośćuczynienie dla każdego z rodziców za naruszenie ich prawa do planowania rodziny.

W sumie Szpital Wojewódzki w Łomży ma więc zapłacić poszkodowanym blisko 200 tys. zł zadośćuczynienia z odsetkami od 2002 r. (wtedy proces się rozpoczął). A także dwie miesięczne renty po 1,1 tys. zł za zwiększone koszty utrzymania i leczenia chorego dziecka oraz za niemożność zarobkowania przez matkę z powodu opieki nad córką.

Zasądzenie pieniędzy nakazał dwa lata temu Sąd Najwyższy, rozpatrując kasację Wojnarowskich od wyroku odrzucającego ich roszczenia. W precedensowym wyroku SN orzekł, że nie jest to odszkodowanie za urodzenie chorego dziecka, bo dziecko nigdy nie jest "szkodą". Jest to wyrównanie zwiększonych kosztów opieki.

Koszty te w przypadku ośmioletniej dziś Moniki są wyjątkowo wysokie, bo dziecko wymaga drogich leków (sam hormon wzrostu kosztuje 60 tys. zł rocznie), rehabilitacji i operacji. I tak będzie już zawsze.

Barbara Wojnarowska nie chciała Moniki urodzić, bo pierwsze dziecko (syn) urodziło się z rzadką wadą genetyczną - hypochondroplazją powodującą degenerację stawów i kości. Nie rosną ręce i nogi, deformuje się kręgosłup i klatka piersiowa, w której nie mieszczą się normalnie rosnące narządy wewnętrzne.

Gdy w 1999 r. Wojnarowska ponownie zaszła w ciążę, zażądała aborcji, bo prawdopodobieństwo wady genetycznej było wysokie. Prawo w takim przypadku aborcję dopuszcza. Ale lekarze z Łomży odmówili aborcji i skierowania na badania prenatalne.

W 2002 r. Wojnarowscy pozwali szpital. Był to drugi w Polsce pozew o zmuszenie do urodzenia dziecka wbrew prawu do aborcji. Na świecie takie procesy nazywa się procesami o "złe urodzenie". U nas pierwszy wytoczyła zgwałcona mieszkanka Dąbrowy Górniczej. W kwietniu zeszłego roku Sąd Najwyższy nakazał gminie wypłacać jej rodzaj alimentów do czasu, aż syn dorośnie.

Wojnarowscy domagali się w sumie 1,7 mln zł (renty i zadośćuczynienia). Procesują się przed różnymi instancjami pięć lat. Nie ponosili kosztów, bo Helsińska Fundacja Praw Człowieka objęła ich Programem Spraw Precedensowych. Wojnarowskich reprezentowali pro bono prawnicy: Zbigniew Hołda, Małgorzata Klapczyńska i Anna Niżankowska.

- Obowiązkiem lekarzy było udzielić Barbarze Wojnarowskiej stosownej informacji i skierować na badania specjalistyczne - uzasadniała wczoraj wyrok sędzia Anna Kacprzyk. Lekarze nie dopełnili staranności, ale nie działali umyślnie, dlatego sąd orzekł, że cały ciężar zobowiązań wobec Wojnarowskich poniesie pracodawca lekarzy, czyli Szpital Wojewódzki w Łomży. Szpital zapowiedział apelację.

- Na razie to pieniądze wirtualne, bo wyrok jest nieprawomocny - powiedziała Barbara Wojnarowska. Od urodzenia córki zajmuje się z mężem zdobywaniem od różnych instytucji charytatywnych i ludzi dobrej woli pieniędzy na leczenie dzieci. Niedawno za wyjazd na rehabilitację zapłaciła fundacja TVN. Było to podziękowanie za udział rodziny w jednym z programów stacji.

Wojnarowscy będą chodzić po prośbie do czasu, aż wyrok stanie się prawomocny. Mieszkają w 36-metrowym mieszkaniu, bo miasto od lat odmawia im przydzielenia większego. Remontowali je dzięki sponsorom.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Numer jeden po 31 latach

qbi
2007-12-28, ostatnia aktualizacja 2007-12-28 21:06

Zobacz powiększenie
Evonne Goolagong
Fot. Roger Cawley AP

Niezwykła historia w kobiecym tenisie. Okazało się, że Australijka Evonne Goolagong 31 lat temu była numerem jeden na świecie, ale ktoś pomylił się w rachunkach i dopiero teraz to zauważono.

SERWISY
Bycie numerem jeden to wielki zaszczyt. Od wprowadzenia rankingów zawodowych tenisistek w 1975 r. wyróżnienia tego dostąpiło zaledwie 15 kobiet, m.in. Steffi Graf, Martina Navratilova, Martina Hingis czy ostatnio Justine Henin.

Kilka tygodni temu pracownicy kobiecej federacji tenisowej WTA, szperając w archiwach, dokonali niezwykłego odkrycia - na początku istnienia rankingu, gdy w 1976 r. dane zapisywane ręcznie przenoszono do komputera, ktoś popełnił błąd i źle zsumował punkty. Nie zauważono wówczas, że Australijka Evonne Goolagong wyprzedziła na pierwszym miejscu w rankingu WTA Amerykankę Chris Evert o 0,8 pkt!

Oznacza to, że tuż po zwycięstwie w kwietniowym turnieju Virginia Slims w Los Angeles 56-letnia dziś Goolagong przez dwa tygodnie powinna być numerem jeden. Evert ponownie wyprzedziła ją dopiero na początku maja.

- Niestety, w tamtych pionierskich czasach zdarzały się błędy, ale na ich naprawienie nigdy nie jest za późno - powiedział Larry Scott, szef WTA. Goolagong na specjalnie zorganizowanej uroczystości otrzymała więc niedawno należny jej honorowy puchar, a jej nazwisko na zawsze zostanie teraz wpisane do wszelkich kronik tenisowych. - To miłe usłyszeć coś takiego po tylu latach. Rok 1976 był w moim wykonaniu naprawdę dobry - mówiła wzruszona Evonne, która m.in. czterokrotnie w karierze wygrała Australian Open.

Dziś pani Goolagong wiedzie spokojny żywot w okolicach Brisbane. Razem z mężem organizuje obozy tenisowe dla dzieci z aborygeńskich rodzin.

Józef Jędruch jest wolny po wpłacie 3 mln zł

piet
2007-12-29, ostatnia aktualizacja 2007-12-29 00:00

Uważany za bankruta Józef Jędruch, szef KFI Colloseum, wyszedł w piątek na wolność, bo nieoczekiwanie wpłacił 3 mln zł kaucji. To najwyższe poręczenie majątkowe w historii śląskiego wymiaru sprawiedliwości.

Zobacz powiekszenie
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
Józef Jędruch podczas rozprawy w katowickim sądzie okregowym w styczniu 2006 roku
Podejrzany o wyłudzenie prawie pół miliarda złotych Jędruch wyszedł na wolność po czterech latach pobytu za kratkami. Areszt w Katowicach opuścił zaraz po tym, jak sąd potwierdził, że na jego konto wpłynęły 3 mln zł kaucji. Jeżeli biznesmen nie będzie się stawiał na rozprawy lub ucieknie z Polski, pieniądze przepadną.

Nikt nie wie, skąd biznesmen wziął pieniądze na kaucję, gdyż powszechnie uchodzi za bankruta, a w kilku postępowaniach został nawet zwolniony z kosztów sądowych. Prokuratura na poczet przyszłej kary zabezpieczyła bowiem należące do niego nieruchomości, samochody, samoloty, konto w banku oraz rachunek w domu maklerskim. KFI Colloseum upadło.

Jeszcze kilka lat temu Jędruch uchodził za złote dziecko śląskiego biznesu. Plakaty z jego podobizną wisiały we wszystkich dużych miastach kraju. Konsorcjum, które stworzył chciało przejąć wszystkie polskie huty. W 2002 r. podejrzany o oszustwa biznesmen uciekł jednak z Polski. Centralne Biuro Śledcze zatrzymało go w Izraelu, gdzie bezskutecznie starał się o pozyskanie obywatelstwa. Interpol do dzisiaj poszukuje jego brata Adama oraz Piotra Wolnickiego, wiceprezesa KFI Colloseum. Za obu mężczyznami wysłano międzynarodowe listy gończe.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice