czwartek, 10 stycznia 2008

Wyroki sądów pod kontrolę Trybunału Konstytucyjnego

Skargi konstytucyjne  (Rozmiar: 44009 bajtów)
Skargi konstytucyjne
Profesor Andrzej Zoll chce, aby zakres     skargi konstytucyjnej był szerszy Fot. Wojciech Górski (Rozmiar: 31009 bajtów)
Fot. Wojciech Górski
Profesor Andrzej Zoll chce, aby zakres skargi konstytucyjnej był szerszy
  • Podstawy wnoszenia skargi konstytucyjnej są zbyt wąskie, twierdzą eksperci
  • Trybunał powinien badać zgodność wyroków sądowych z ustawą zasadniczą
  • Sąd Najwyższy nie chce podporządkować orzecznictwa sądów Trybunałowi

Trzy czwarte skarg konstytucyjnych nie trafia na wokandę. Większości z nich Trybunał nie nadaje nawet biegu, o czym świadczą statystyki. Dla przykładu - w 2005 roku wpłynęło 220 skarg, z czego tylko w 51 przypadkach Trybunał nadał sprawie dalszy bieg. Wynika to ze zbyt wąskiego zakresu skargi. Eksperci uważają, że w ten sposób powstaje w praktyce luka w ochronie praw człowieka.

Przyczyny ograniczenia

Eksperci zwracają uwagę na dwie przyczyny ograniczenia podstaw wnoszenia skargi. Pierwsza z nich to obawa przed zalaniem Trybunału bezpodstawnymi skargami na orzeczenia.

- Powstanie wówczas niebezpieczeństwo, że Trybunał zostanie zablokowany zbyt wielką liczbą wniosków - uważa prof. Marek Chmaj z Wyższej Szkoły Prawa i Handlu.

Drugą przyczyną jest stanowisko Sądu Najwyższego, który jest zwolennikiem stabilności orzeczeń sądowych.

- Trudno to stanowisko kwestionować, ponieważ taka stabilność stanowi wartość, którą należy chronić, ale nie należy tego robić za wszelką cenę. Dlatego uważam, że w pewnych sytuacjach należy wycofać się z zajmowania stanowiska, zwłaszcza gdy jest ono stanowiskiem niekonstytucyjnym - mówił prof. Andrzej Zoll z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Jeszcze z czasów, gdy sam orzekałem w TK, pamiętam, że od samego początku działalności Trybunału Konstytucyjnego występowały napięcia między nim a Sądem Najwyższym - dodaje ekspert.

Ponadto Sąd Najwyższy nie chce podporządkować orzecznictwa Trybunałowi Konstytucyjnemu.

- Nie dopuszcza się myśli, aby Trybunał Konstytucyjny mógł swoim orzeczeniem obalić orzeczenie jakiegokolwiek sądu - uważa Andrzej Zoll.

Potrzeba poszerzenia

Eksperci podkreślają, że ze względu na skutki, jakie wywołuje orzeczenie Trybunału, obywatel doznaje utrudnień w egzekwowaniu swoich konstytucyjnych praw.

- W przypadku stwierdzenia przez Trybunał niezgodności z ustawą zasadniczą badanego przepisu prawa, skutki orzeczenia dotyczyć będą bezpośrednio tylko tego przepisu, który zostaje pozbawiony mocy obowiązującej, a nie wpłyną bezpośrednio na prawa skarżącego. Uchylenie orzeczenia, na tle którego wniesiono skargę konstytucyjną, nie następuje automatycznie, ale na żądanie skarżącego - mówi Justyna Metelska, adwokat z kancelarii DLA Piper Wiater.

Tak więc skarżący, którego konstytucyjne prawa zostały naruszone, a Trybunał to naruszenie stwierdził, musi na drodze odrębnego postępowania sądowego dochodzić swoich praw.

- Warto zastanowić się, czy polski model skargi konstytucyjnej nie został ujęty zbyt wąsko - dodaje Justyna Metelska.

Nie wszyscy są jednak tego samego zdania.

- Jeżeli w naszym postępowaniu sądowym mamy wątpliwości co do zgodności z konstytucją określonych przepisów, możemy zwrócić się z wnioskiem do sądu, żeby sąd już na tym etapie zapytał Trybunał. I to stanowi ten wentyl, dzięki któremu obywatele mogą bronić swoich konstytucyjnych praw i wolności - mówi Marek Chmaj.

Propozycje zmian

Eksperci podkreślają, że poszerzenie zakresu skargi konstytucyjnej nie może doprowadzić do tego, że TK stanie się kolejną instancją.

- Poszerzenia zakresu stosowania skargi nie należy mylić ze stworzeniem dodatkowego instrumentu zaskarżenia wyroku, na zasadzie kolejnej instancji, przed którą skarżący dochodziłby swoich praw - podkreśla adwokat Justyna Metelska.

Eksperci podkreślają także, że trzeba wprowadzić takie mechanizmy, które nie doprowadziłyby do zablokowania prac Trybunału napływem dużej liczby bezpodstawnych wniosków o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą orzeczeń sądowych.

- Warto byłoby na przykład w przyszłości umożliwić generalnemu prokuratorowi i rzecznikowi praw obywatelskich wnoszenie skargi konstytucyjnej do TK wówczas, gdyby wyrok sądu rzeczywiście naruszył konstytucję - proponuje Andrzej Zoll.

Niektórzy znawcy prawa proponują inne rozwiązanie.

- Trybunał mógłby na przykład uzyskać prawo do wydawania rozstrzygnięcia w tej sprawie, w której na podstawie skargi konstytucyjnej stwierdzi, że akty normatywne są niezgodne z konstytucją. Dzięki temu sprawa skarżącego byłaby zakończona od razu, bez konieczności kierowania jej na odrębną drogę wznawiania postępowania - proponuje doktor Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Podkreśla jednak, że w gestii Trybunału powinno pozostać, czy wypowie się co do meritum sprawy i wyda w niej ostateczne orzeczenie. To nie może bowiem stanowić jego obowiązku.

SZERSZA PERSPEKTYWA

W Niemczech rozstrzygnięcie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, uznające racje skarżącego, prowadzi bezpośrednio do likwidacji naruszenia poprzez uchylenie orzeczenia bez potrzeby wszczynania odrębnego postępowania.

Fiskus nie płaci odsetek od zwrotu akcyzy


Jak odzyskać podatek  (Rozmiar: 102552 bajtów)
Jak odzyskać podatek
  • Urzędy odmawiają zwrotu akcyzy zapłaconej od wyrobów dostarczanych w UE, przyznają go dopiero organy odwoławcze
  • Od nieterminowych zwrotów podatku fiskus nie wypłaca przedsiębiorcom odsetek, bo nie traktuje ich jak nadpłat
  • Sądy administracyjne wskazują natomiast, że nieterminowe zwroty akcyzy powinny być oprocentowane

ANALIZA

Przedsiębiorcy, który dostarczył wyroby akcyzowe zharmonizowane na terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej, od których akcyza została zapłacona na terytorium kraju, przysługuje zwrot tego podatku. Zwrot akcyzy następuje na wniosek podatnika. Fiskus na wypłatę pieniędzy ma 30 lub 90 dni. Jednak terminy ustawowe nijak się mają do stosowanych praktyk. W większości przypadków naczelnik urzędu celnego odmawia zwrotu, a podatnik uzyskuje go dopiero po decyzji organu odwoławczego, czyli dyrektora izby celnej lub wyroku sądu administracyjnego, jeśli zdecyduje się na drogę sądową. W konsekwencji zwroty są wypłacane nawet po upływie dwóch lat od złożenia wniosku. Co więcej, organy podatkowe zwracają po dwóch latach kwotę nominalną akcyzy bez żadnego oprocentowania. Dzieje się tak dlatego, że fiskus zwrotu akcyzy nie traktuje jako wypłaty nadpłaty podatku.

Jest jednak nadzieja na zmianę tych niekorzystnych praktyk. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w jednym z ostatnich wyroków stwierdził, że jeśli organ podatkowy nie dokonał w terminie zwrotu akcyzy, będzie musiał zwrócić podatek wraz z oprocentowaniem, licząc od dnia upływu terminu do zwrotu.

Fiskus odmawia...

Eksperci wskazują, że faktem jest, że organy podatkowe często odmawiają zwrotu akcyzy i następuje on dopiero po decyzji organu odwoławczego lub wyroku WSA, przy czym dostawcy otrzymują wyłącznie nominalną kwotę zwrotu. Ewa Socha, konsultant w TPA Horwath Sztuba Kaczmarek, wyjaśniła nam, że wynika to stąd, że organy nie przewidują możliwości wypłaty odsetek za zwłokę, gdyż nie traktują zwrotu akcyzy jako nadpłaty. Nadpłatą jest natomiast stosownie do art. 72 par. 1 pkt 1 Ordynacji podatkowej kwota nadpłaconego lub nienależnie zapłaconego podatku. Należałoby zastanowić się zatem, czy w sytuacji gdy mamy do czynienia ze zwrotem podatku akcyzowego zapłaconego w wysokości zgodnej z przepisami, możemy mówić o kwocie nadpłaconego podatku.

- Nie ma wątpliwości, że nie jest to kwota nienależnie zapłaconego podatku, gdyż obowiązek jej zapłaty wynika bezpośrednio z przepisów ustawy o podatku akcyzowym. Wątpliwości są tym większe, że w przypadku zwrotu akcyzy ustawa nie odwołuje się do odpowiedniego stosowania przepisów Ordynacji podatkowej, tak jak to jest w przypadku importu wyrobów akcyzowych - tłumaczyła Ewa Socha.

Według niej z pomocą przychodzi tu jednak WSA w Warszawie, który w wyroku z 27 listopada 2007 r. (sygn. akt III SA/Wa 1143/07; niepublikowany) stwierdził, że jeśli organ podatkowy nie dokonał w terminie zwrotu akcyzy zapłaconej z tytułu dokonania eksportu wyrobów akcyzowych zharmonizowanych (analogiczne przepisy odnoszą się do wewnątrzwspólnotowej dostawy wyrobów akcyzowych zharmonizowanych), będzie musiał zwrócić podatek wraz z oprocentowaniem, licząc od dnia upływu terminu do zwrotu.

...nie przestrzega terminów...

Zwrot podatku akcyzowego, zapłaconego w kraju od wyrobów akcyzowych zharmonizowanych, które następnie są przedmiotem dostawy do innego państwa członkowskiego UE lub eksportu, powinien nastąpić w terminie 30 dni (lub 90 dni, jeśli zasadność zwrotu wymaga sprawdzenia) od złożenia kompletnego wniosku. W praktyce terminy te są nagminnie przekraczane, a opóźnienia sięgają wielu miesięcy. Na ten aspekt zwrócił uwagę Krzysztof Flis, doradca podatkowy w MDDP Doradztwo Podatkowe, który wyjaśnił, że brak precyzyjnego przepisu przewidującego oprocentowanie opóźnionego zwrotu podatku powoduje, że w praktyce organy celne nie czują się związane żadnym terminem.

- Trudno poważnie traktować potencjalną możliwość zaskarżenia bezczynności organów celnych przedłużających postępowanie w sprawie zwrotu podatku. Odnośnie do oprocentowania zwracanego podatku dominuje przekonanie, że nie ma ku temu żadnych podstaw - argumentował Krzysztof Flis.

Jego zdaniem taka interpretacja jest wątpliwa, bo jest ona sprzeczna z wykładnią celowościową przepisów ogólnego prawa podatkowego. Zgodnie z art. 72 Ordynacji podatkowej za nadpłatę uważa się m.in. kwotę nienależnie zapłaconego podatku.

- Wprawdzie podatek akcyzowy w momencie jego zapłaty nie był podatkiem nienależnym, ale w momencie upływu terminu do jego zwrotu (w sytuacji kiedy zwrot jest zasadny) z perspektywy podatnika staje się on podatkiem zapłaconym nienależnie, ponieważ termin ten, niezależnie od przyczyn, nie podlega przedłużeniu. Tym samym niezwrócony w terminie podatek należy traktować jako nadpłatę, która podlega oprocentowaniu od dnia upływu terminu do zwrotu - podkreślił Krzysztof Flis.

...i nie wypłaca odsetek

Marcin Zimny, prawnik z CMS Cameron McKenna, uważa, że w omawianej sytuacji faktycznie ani przepisy ustawy o podatku akcyzowym, ani przepisy rozporządzenia ministra finansów w sprawie zwrotu akcyzy od wyrobów akcyzowych zharmonizowanych nie przewidują odsetek od nieterminowego zwrotu. W przepisach o podatku akcyzowym nie ma regulacji analogicznych do tych przewidzianych w ustawie o VAT, zgodnie z którymi różnicę podatku niezwróconą przez urząd skarbowy w terminach określonych w ustawie o VAT traktuje się jako nadpłatę podatku podlegającą oprocentowaniu w rozumieniu przepisów Ordynacji podatkowej. W rozporządzeniu wskazano jedynie, że naczelnik urzędu celnego dokonuje zwrotu akcyzy w terminie 30 dni od dnia przedstawienia właściwych dokumentów, a jeżeli zasadność zwrotu akcyzy wymaga dodatkowego sprawdzenia, zwrot następuje w terminie 90 dni.

- Z uwagi zatem na brak obowiązku naliczania odsetek na rzecz podatnika, czyli brak po stronie Skarbu Państwa negatywnych konsekwencji przedłużania zwrotu akcyzy, istnieje po stronie organów celnych pokusa przedłużania terminu, jak i odmowy tego zwrotu. Przepisy Ordynacji podatkowej nie przewidują też możliwości oprocentowania niezwróconych w terminie kwot akcyzy. Stąd też nie ma szans w praktyce na uzyskanie tego oprocentowania w postępowaniu przed organami celnymi - argumentował Marcin Zimny.

Dodał, że mimo to sytuacja podatników nie jest beznadziejna. Mają oni szansę na uzyskanie oprocentowania niezwróconych w terminie kwot akcyzy, powołując się przed sądami administracyjnymi na zasady konstytucyjne.

Brak przepisów o oprocentowaniu niezwróconych w terminie kwot akcyzy stanowi lukę spowodowaną błędem ustawodawcy, która narusza zasadę demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji RP), zasadę ochrony własności (art. 21) oraz zasadę równości podatników wobec prawa (art. 32).

- W konsekwencji, powołując się na te zasady konstytucyjne, można rozważyć wypełnienie tej luki na zasadzie wyjątku, w drodze analogi stosując przepisy Ordynacji podatkowej o nadpłacie, które przewidują oprocentowanie - radził nasz rozmówca z CMS Cameron McKenna.

13 proc. wynosi obecnie oprocentowanie zwrotu nadpłat podatku w skali roku wynikające z Ordynacji podatkowej

Co prezydent wiedział o sprawie Barbary Blidy

Marcin Pietraszewski, Katowice
2008-01-10, ostatnia aktualizacja 2008-01-10 15:22

Zobacz powiększenie
Janusz Kaczmarek
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Janusz Kaczmarek zeznał w prokuraturze, że o śmierci Blidy rozmawiał z Lechem Kaczyńskim. I że prezydent wiedział wtedy o słynnej naradzie u swego brata premiera

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kaminski / AG
Leszek Miller
Były szef MSWiA zeznał we wtorek w łódzkiej prokuraturze, że po samobójstwie Barbary Blidy w kwietniu 2006 r. podczas akcji ABW udał się z koordynatorem służb specjalnych Zbigniewem Wassermannem do Lecha Kaczyńskiego. I że ostrzegali prezydenta, iż minister Ziobro przejmuje rolę drugiego premiera.

Kaczmarek zeznał: "Prezydent był zdenerwowany na pana Zbigniewa Ziobro, co więcej, użył słów, które według mnie świadczą o tym, iż wiedział o naradzie, która miała miejsce u premiera Kaczyńskiego. (...) Powiedział coś w rodzaju, że brat mówił wam, że w tej sprawie miały być mocne dowody. (...) Rozmowa nie kleiła się z uwagi na fakt podenerwowania prezydenta, który z jednej strony był przejęty śmiercią kobiety, myślę, że autentycznie, ale z drugiej strony mówił też o reperkusjach politycznych, bo opozycja będzie obciążała premiera za to, co się stało".

Przed próbą zatrzymania Blidy naradzali się u premiera: Kaczmarek, szef policji Konrad Kornatowski, szef ABW Bogdan Święczkowski, szef CBA Mariusz Kamiński, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz Tomasz Szałek, p.o. prokuratora krajowego.

Ustalenie, jak narada przebiegała, będzie kluczowe dla komisji śledczej ws. Blidy. Ziobro twierdził bowiem w Sejmie w dniu jej śmierci, że miał tylko ogólne pojęcie o sprawie. O naradzie nie wspomniał. Ale Jarosław Kaczyński przyznał potem, że na tej naradzie omawiano sprawę Blidy i że prosił, by podczas zatrzymania nie zakładano b. posłance SLD kajdanek.

Poseł SLD Janusz Zemke potwierdza, że zeznania Kaczmarka w prokuraturze pokrywają się w większości z jego sierpniową relacją przed sejmową speckomisją. Ale wtedy Kaczmarek nie powiedział o spotkaniu u prezydenta. Zemke: - Koncentrowaliśmy się na naradzie u premiera i nikt go chyba nie zapytał, czy były spotkania z innymi politykami.

Przez Blidę dopaść SLD i Millera

"Kiedy pojawiła się możliwość wyjścia na układ lewicy, Jarosław Kaczyński stwierdził, że pokazanie tego układu wystarczy za wszystkie inne" - zeznał Janusz Kaczmarek

We wtorek łódzka prokuratura przesłuchała Kaczmarka, b. szefa MSWiA Janusza; w środę zaś Konrada Kornatowskiego, byłego szefa policji. Obaj funkcjonariusze rządu Jarosława Kaczyńskiego zeznawali w sprawie śmierci Barbary Blidy, która 25 kwietnia 2006 r. zastrzeliła się podczas próby zatrzymania przez ABW.

Uprzedzono ich o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Przesłuchania nagrano kamerą wideo. Zeznania Kaczmarka cytujemy z 22-stronicowego protokołu z przesłuchania.

B. szef MSWIA potwierdził, że na 10-14 dni przed zatrzymaniem Blidy premier Kaczyński wezwał na naradę jego, Kornatowskiego, szefa ABW Bogdana Święczkowskiego, szefa CBA Mariusza Kamińskiego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i Tomasza Szałka, p.o. prokuratora krajowego.

Nie było Zbigniewa Wassermanna, koordynatora specsłużb. "Tego typu fakt był podyktowany silną pozycją Zbigniewa Ziobry, który zdyskredytował w oczach premiera Wassermanna jako osobę, która wszystko przekazuje mediom i nie umie trzymać języka za zębami" - czytamy w zeznaniu Kaczmarka.

Dyskrecja była konieczna, bo u premiera Święczkowski i Ziobro referowali sprawę rozbicia eseldowskiego układu.

Kaczmarek zeznaje tak: „Mówili, że przez Blidę można by, mówiąc żargonem prokuratorskim, » wyjść «na osoby z wierchuszki SLD, a konkretnie z tego, co pamiętam, na Leszka Millera. (...) Mówiło się o pani Kmiecik [główny świadek przeciw Blidzie], o panu Zającu [również świadek], Blidzie i o czołowych politykach SLD. Dopiero potem na poczet różnych wywiadów udzielanych przez Zbigniewa Ziobrę i polityków PiS przeniesiono punkt ciężkości na mafię węglową. Moim zdaniem ma to charakter socjotechniczny i ma na celu przeniesienie punktu ciężkości z konkretnych osób na pojęcie ogólne, pejoratywne » mafia węglowa «, co miało przerazić społeczeństwo”.

Kaczmarek twierdzi, że sprzeciwiał się stawianiu zarzutów Blidzie, bo materiał dowodowy był słaby. A prokurator Szałek podważył wiarygodność Zająca, który o łapówkach w branży węglowej słyszał tylko od Kmiecik.

Wtedy premier wyraził niezadowolenie, że prokuratura nieudolnie realizuje wyborczą obietnicę PiS walki z układami. "Kiedy pojawiła się możliwość wyjścia na układ lewicy, Jarosław Kaczyński stwierdził, że pokazanie tego układu wystarczy za wszystkie inne" - zeznał Kaczmarek. Premier miał też ostrzec Ziobrę, by dowody były mocne, bo inaczej SLD zrobi z tego sprawę polityczną.

Według Kaczmarka tuż po naradzie Kornatowski powiedział Święczkowskiemu, że z takimi dowodami żaden sąd nie zgodzi się na tymczasowe aresztowanie Blidy. Szef ABW odparł, że w Katowicach wszystko jest już ustalone.

Kaczmarek zeznaje: "W swoim czasie Święczkowski zabiegał, aby prezesem Sądu Okręgowego w Katowicach została wskazana przez niego osoba [Monika Śliwińska, żona szefa delegatury ABW]. W mojej obecności odbyła się rozmowa Święczkowskiego z ministrem Ziobro, gdzie Święczkowski jako argument do wymiany prezesa sądu wymieniał to, że jego żona też jest sędzią i jest szykanowana przez ówczesnego prezesa. Jednocześnie utyskiwał, że minister Kryże [zastępca Ziobry] nie chce dokonać takiej zmiany. Wiem jednak, że taka zmiana nastąpiła".

Dalej Kaczmarek potwierdził, że Ziobro planował konferencję prasową w dniu zatrzymania Blidy.

Zeznał też, że tuż po jej samobójstwie Ziobro poprosił Kornatowskiego, by policja przejrzała wszystkie dochodzenia w sprawie mafii węglowej. Miało to "pomóc Bogusiowi" [Święczkowskiemu]: "Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że chodziło o dostarczenie materiału dowodowego, którego wcześniej nie było - zeznał Kaczmarek. - Skierowane do jednostek polecenie o kwerendę na pewno jest udokumentowane i do sprawdzenia".

Kaczmarek opowiedział też śledczym, że przed samobójstwem Blidy lub po nim szef ABW zaprosił do ośrodka w Magdalence szefów służb i prokuratorów: "Święczkowski był podenerwowany, że w Katowicach jest jakaś obstrukcja ze strony prokuratorów [nie wszyscy śledczy od mafii węglowej zgadzali się na zatrzymanie Blidy] i w niepochlebnych słowach wyrażał się na temat ówczesnego prokuratora apelacyjnego Tomasza Janeczka, że nawet on ma jakieś odmienne zdanie w zakresie stawiania zarzutów w sprawie mafii węglowej" - zeznał Kaczmarek. Podkreślił jednak, że większość prokuratorów funkcyjnych była kolegami Święczkowskiego i to jemu zawdzięczali stanowiska: "Mógł więc oddziaływać na nich w sposób nieformalny".

Według naszych informacji Kornatowski potwierdził wczoraj prokuratorom zeznania Kaczmarka. W przyszłym tygodniu łódzcy śledczy chcą przesłuchać szefa CBA Kamińskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza