sobota, 24 maja 2008

Polska na kablu


Jan Złotorowicz/27.03.2007 11:04
Uwaga! Władza słucha!
Były prezydent Aleksander Kwaśniewski w TVN 24: - To, że jestem podsłuchiwany, to jestem nawet gotów założyć się, że tak. Były premier Kazimierz Marcinkiewicz niedawno na blogu internetowym: - Niestety. Ciekawe, że wielu boi się o tym rozmawiać.
Odkładają telefon, piszą na kartkach. Panowie, od 1984 r. żyjemy w Orwellowskim świecie. Andrzej Lepper też miał taki okres, kiedy lubił opowiadać, że jego partia jest inwigilowana. Takie rzeczy opowiadają w polityce wszyscy. Z prawa, z lewa, ze środka - wszędzie boją się podsłuchów. Powariowali?

Niekoniecznie. Oficjalnych danych nie ma, ale nieoficjalnie wiadomo, że z roku na rok coraz więcej ludzi w Polsce, nie tylko polityków, jest podsłuchiwanych. Szacuje się, że w 2005 r. podsłuchiwano w Polsce nawet 20 tys. ludzi. W 2006 r. ta liczba mogła już wzrosnąć o połowę, a w obecnym o kolejne tysiące. Co ciekawe, dokładne informacje, ile stosuje się podsłuchów, są praktycznie niedostępne. Pytaliśmy w policji, w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wszędzie każą wysyłać pytania na piśmie. Zrobiliśmy to, tylko po co, skoro w resorcie Zbigniewa Ziobry zadaliśmy to pytanie już ponad miesiąc temu (23 lutego), przy okazji afery z inwigilowaniem ekologów broniących Doliny Rospudy. I nic, ani widu, ani słychu.

Aleksander Kwaśniewski, fot. AFP


Nawet sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych nie ma wiedzy, ile stosuje się podsłuchów w Polsce. - Konkretnych danych nie znam, ale podobno z roku na rok liczna podsłuchów w Polsce rośnie lawinowo - mówi poseł Platformy Obywatelskiej Paweł Graś z Komisji ds. Służb Specjalnych. - Teraz to mamy prawdziwą psychozę. Ludzie boją się rozmawiać przez telefon. Życie w tym kraju robi się nieznośne - uważa. Janusz Zemke z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, szef tej komisji, dodaje: - Takich czasów dożyliśmy, że jak polityk nie ma postawionych zarzutów prokuratorskich, to znaczy, że się nie liczy. A jak są zarzuty, to łatwo jest stosować podsłuchy. Trzeba dziś stosować zasadę, że rozmowa przez telefon nie musi być koniecznie tylko między dwójką rozmówców.

Kwaśniewski dopytywany, kto go podsłuchuje, stwierdził od razu: - IV RP. Kto konkretnie - tego już nie był w stanie powiedzieć. I nie ma się co dziwić. Bo skąd ma wiedzieć, kto akurat się podłączył: policja, CBŚ, straż graniczna, policja skarbowa itd. Jest tego teraz bardzo dużo i nikt nad tym do końca nie panuje.- Może dlatego Zbigniew Ziobro porozstawiał wszędzie prokuratorów. Żeby mieć dostęp do wszystkich materiałów operacyjnych, które nie zawsze przekładają się na materiały procesowe - zastanawia się Graś.

Znany krakowski adwokat prof. Jan Widacki ostatnio w rozmowie z ,,TRYBUNĄ'' przyznał, że pewnie też jest podsłuchiwany. Teraz podkreśla: - W Polsce nie ma problemów, żeby każdego legalnie podsłuchiwać. - Nie ma zahamowań moralnych i prawnych. Od 1990 r. dopuszczalność podsłuchów stale rosła. Wtedy można było stosować podsłuchy tylko w przypadku najpoważniejszych zbrodni. Dziś podsłuchiwać można praktycznie każdego, kto jest podejrzany w jakiejś sprawie. Można założyć podsłuch nawet osobie podejrzanej o wyłudzenie 100 zł. Czyli praktycznie każdy może być potencjalnym celem, bo postawić kogoś w stan oskarżenia jest dziś bardzo łatwo - wyjaśnia prof. Widacki.

Uprawnień dla służb ma być jeszcze więcej. W Sejmie na rozstrzygnięcie czeka pomysł, aby z dwóch do pięciu lat przedłużyć okres, w jakim operatorzy telefonii komórkowych mają przetrzymywać billingi z naszych rozmów. - To jest bardzo niebezpieczne. Naruszają prawo ludzi do prywatności. Już teraz nawet senaty uczelni wyższych czy Naczelna Rada Adwokacka - organy bardzo ostrożne w formułowaniu ocen - krytykują działania tej władzy. Coś się więc dzieje w Polsce złego. To już nie są jakieś abstrakcyjne zagrożenia dla państwa prawa. To państwo coraz mniej jest już państwem prawa. Niedobrze jest, jak obywatele boją się przestępców. Ale co będzie, jak bardziej zaczną bać się swojego państwa? - pyta prof. Widacki.

IV RP się tłumaczy

- Służby specjalne nie prowadzą żadnej tego typu działalności wobec pana Aleksandra Kwaśniewskiego - twierdzi Zbigniew Wassermann, minister koordynator ds. służb specjalnych. IV RP w jego osobie broniła się przez atak: - Statystyki pokazują, że obecnie służby specjalne podsłuchują mniej niż za czasów rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej - ogłosił. Nie podał jednak żadnych konkretnych danych. Z kolei premier Jarosław Kaczyński na słowa Kwaśniewskiego reagował ironicznie. - Współczuję mu, bo takie poczucie, że jest się ciągle inwigilowanym, to jest poczucie związane często z nienajlepszym stanem ogólnym. Ale rozumiem, że pan prezydent może być w takim stanie w tej chwili - szydził.

Premier o akcji ABW: Biorę na siebie odpowiedzialność

mm, PAP
2008-05-23, ostatnia aktualizacja 2008-05-23 19:52

- Chcemy obniżać deficyt budżetowy, ale nie kosztem tych osób, które zarabiają niewielkie pieniądze - podkreślał w piątek premier Donald Tusk. Premier mówił także o administracji, polityce energetycznej, armii i budowie dróg i akcji ABW w domu członka komisji weryfikacyjnej WSI. - Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za funkcjonowanie służb - powiedział premier.

Zobacz powiekszenie
fot. AG
Donald Tusk
ZOBACZ TAKŻE
O akcji ABW: Biorę na siebie odpowiedzialność

Dziennikarze pytali także o akcję ABW w domu członka komisji weryfikacyjnej WSI Piotra Bączka.

- Fakt, że ABW uniemożliwiło filmowanie czynności śledczych, w niczym nie dyskwalifikuje ABW. Nie będzie tak w państwie polskim, że ktokolwiek nawet najbardziej wpływowy - czy to jest funkcjonariusz państwowy, dziennikarz czy biznesmen - będzie ponad prawem" - powiedział premier w piątek na konferencji prasowej przy okazji podsumowania pół roku pracy rządu.

Premier podkreślił, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za całość funkcjonowania służb specjalnych. - W sensie politycznym biorę pełną odpowiedzialność za tę bardzo wrażliwą dziedzinę życia jaką jest działalność służb wojskowych i cywilnych, które mają dbać o bezpieczeństwo państwa - podkreślił.

Budżet: Szukamy oszczędności

Premier zapewnił, że jego gabinet cały czas szuka możliwości oszczędności, m.in. w administracji. - Gdy dziedziczyliśmy budżet podjęliśmy dwie decyzje wymagające wygospodarowania 4 mld zł - 2,5 mld zł na podwyżki dla nauczycieli i 1,5 mld na obniżenie deficytu budżetowego - zaznaczył.

Sukcesem określił także zdjęcie z Polski przez UE procedury nadmiernego deficytu. - Oznacza to, że Unia Europejska uznała, iż Polska weszła na drogę przystosowania finansów, gospodarki do wejścia do strefy euro - mówił premier.

Jak zaznaczył, jego rząd skoncentrował się także na decyzjach, które mogą ułatwić pracodawcom prowadzenia działalności i przyjmowanie pracowników. Wymienił m.in. pakiet osiem ustaw, które dają przedsiębiorcom m.in. możliwość czasowego zawieszenia działalności gospodarczej, uzupełniania dokumentacji w późniejszym terminie czy uproszczonej rachunkowości.

- Zakończyliśmy też pracę nad ustawą o ordynacji podatkowej, nowelizacją Kodeksu pracy, ustawą o stażu absolwenckim - dodał Tusk. Zaznaczył jednocześnie, że celem jego gabinetu nie jest zasypywanie Sejmu i Polaków kolejnymi ustawami, z którym ma wynikać wzrost liczby przepisów i w efekcie biurokracji. - Staramy się kierować do Sejmu tylko takie projekty, które mają odciążyć obywateli - dodał.

Drogi: Nie możemy się pochwalić

Premier przyznał, że jeśli chodzi o inwestycje, rząd "nie może się pochwalić przesadną ilością kilometrów oddanych dróg". - Te 6 miesięcy poświęciliśmy na bardzo precyzyjny audyt: co naprawdę jest przeszkód, że w Polsce nie powstają autostrady i drogi - podkreślił.

- Jeszcze latem osiągniemy pierwsze efekty - zapowiedział Tusk. Jego zdaniem, latem zostaną podpisane umowy, "które odblokują budowę autostrad". - Jestem bliski 100 proc. pewności - dodał.

Zdaniem premiera, głównym mankamentem w systemie budowy autostrad w Polsce są "urzędnicze blokady". Według Tuska, rząd kończy prace nad utworzeniem "zespołów zadaniowych", które będą w stanie przeprowadzać procedury związane z inwestycjami drogowymi "10-krotnie szybciej".



Emigracja: Abolicja ułatwi decyzję o powrocie

Tusk zaznaczył, że jego rząd starał się szybko zrealizować zobowiązania dotyczące projektu "Powrót do kraju z emigracji zarobkowej". - W tych sprawach udało się przyjąć projekt tzw. abolicji, a więc sprawiedliwego opodatkowywania tych, którzy pracują za granicą, wpadli nie ze swojej winy w pułapkę podwójnego opodatkowania, lub niesprawiedliwie zawyżonego opodatkowania, w porównaniu do innych grup zawodowych - stwierdził szef rządu.

Podkreślił, że nie przecenia tego czekającego na uchwalenie w Sejmie dokumentu. Jednak - w jego ocenie - wielu imigrantom zapowiedź? abolicji ułatwia decyzję o powrocie.

Administracja: Szukamy oszczędności

Premier oświadczył, że rząd stara się też realizować projekty oszczędnościowe, ograniczające administrację. - Szukamy tych oszczędności tam gdzie wydatki wydają się zbędne, albo niekonieczne i tam, gdzie ilość urzędników wydaje się przesadzona, biorąc pod uwagę zadania jakie przed nimi stoją - mówił Tusk.

Redukcje personelu - dodał - dotyczą np. urzędów wojewódzkich czy placówek dyplomatycznych. Oszczędności - według zapowiedzi premiera - będą też szukane przez pozbycie się przez rząd ośrodków wczasowych będących w jego dyspozycji. Tusk poinformował, że pierwsze ośrodki wczasowe już poszły pod młotek lub zostały skomunalizowane.

Mówiąc o przenoszeniu kompetencji z administracji centralnej na samorządową zaznaczył, że rząd przygotowuje pakiet decentralizacyjny.

Polityka energetyczna: Wykorzystamy węgiel

Tusk zaznaczył, że rząd "będzie szukał zgodnych z wymogami ekologicznymi" sposobów wykorzystania "takich surowców jak węgiel kamienny i brunatny".

Według premiera, negocjacje. - Nasza ekipa w ostatniej chwili, a było to w pierwszych dniach naszego rządzenia, zapobiegła nieszczęściu, jakim byłyby decyzje UE, które nie uwzględniałyby interesów Polaków, jeśli chodzi o cały pakiet energetyczno-klimatyczny - zaznaczył.

Armia: Skończy się era poboru powszechnego

- Intensywnie pracujemy nad profesjonalizacją armii - powiedział premier. Według niego, od czasu objęcia władzy przez jego gabinet, prace nad wcieleniem w życie tego pomysłu bardzo przyspieszyły. Tłumaczył, że profesjonalizacja wojska jest kluczowa "z punktu widzenia zwykłych obywateli" i "skutecznej obronności kraju".

- Skończy się era poboru powszechnego, uciążliwego, kosztownego i w niewielkim stopniu dającego gwarancję sprawności na wypadek (...) jakiego? konfliktu - powiedział premier


Marcinkiewicz: Lech Kaczyński kazał założyć mi podsłuch

jg, mm
2008-05-23, ostatnia aktualizacja 23 minuty temu

- Prezydent Lech Kaczyński polecił założyć mi podsłuch - mówi w rozmowie, która ma się ukazać w jutrzejszym "Dzienniku", były premier desygnowany przez PiS Kazimierz Marcinkieiwcz.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
9 czerwca 2006 - premier Kazimierz Marcinkiewicz i prezydent Lech Kaczyński po obradach Rady Gabinetowej
SONDAŻ
Wierzysz w rewelacje byłego premiera?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Marcinkiewicz: Prezydent zlecił szefowi ABW zbieranie informacji

W rozmowie z "Dziennikiem" Marcinkieicz powiedział, że w grudniu 2005 roku prezydent Kaczyński zlecił szefowi ABW Witoldowi Marczukowi zbieranie informacji na jego temat. Marczuk miał się nie zgodzić.

- Słyszałem to w trzech niezależnych źródłach - mówi Marcinkiewicz. Marczuk sporządził notatkę, w której miał napisać, że prezydent kazał zbierać informacje o byłym premierze - informuje "Dziennik". Zdaniem Marcinkiewicza, Lech Kaczyński chciał także, by szef ABW go podsłuchiwał.

Dlaczego prezydent miałby podsłuchiwać byłego premiera? - zapytali dziennikarze. - Mogę powiedzieć tylko tyle: Lech Kaczyński nigdy nie ukrywał, również w wielu rozmowach ze mną, że marzył by premierem był jego brat. Mówił na przykład: "Kazimierzu, wiesz, że to Jarosław powinien stanąć na czele rządu choćby na pół roku. Byłoby dobrze, żeby miał tak prestiżową funkcję w życiorysie" - opowiadał były premier "Dziennikowi".

Brudziński: Marcinkiewicz chce zastąpić Palikota

Rewelacje gazety komentowali wieczorem w TVN24 politycy. Sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński twierdził, że nie wierzy w rewelacje byłego premiera. - Nie ma nic bardziej śmiesznego i żałosnego, niż żale byłego kuratora z Gorzowa Wielkopolskiego - powiedział w TVN24 Brudziński. - Marcinkiewicz próbuje dezawuować prezydenta mimo, że tak wiele mu zawdzięcza.

- Dziś były premier próbuje zastąpić w Platformie Janusza Palikota. Ale jeżeli mam wybierać, to wybieram ekscentrycznego milionera z Lublina, niż byłego, żałosnego - chociaż zgolił wąsa - kuratora oświaty - mówił Brudziński. - Buty Palikota są dla niego za duże i człapie w nich. Tyle głupot słyszałem już z ust pana Marcinkiewicza - dodał.

Graś: Coś musi być na rzeczy

Z kolei Paweł Graś z PO powiedział: - Pojawiały się już informacje o podsłuchach wobec premiera poprzedniego rządu. Widocznie Marcinkiewicz postanowił teraz ujawnić, kto był źródłem nacisków. Nie sądzę, żeby były premier konfabulował. Coś musi być na rzeczy.

- Prezydent nie ma prawa zlecania szefowi żadnej ze służb stosowania technik operacyjnych - podkreślił Graś. - Komisja ds. służb specjalnych zetknęła się z tą sprawą, ale bez tych konkretów, o których wiemy dzisiaj. To ewidentnie sprawa, którą powinna się zająć komisja ds. nacisków - dodał.