niedziela, 4 maja 2008

Möller, ambasador RP

Piotr Jendroszczyk 04-05-2008, ostatnia aktualizacja 04-05-2008 00:15

Nieznany wcześniej po drugiej stronie Odry Sfeffen Möller wdarł się ostatnio przebojem na listy bestsellerów. Jego książka „Viva Polonia. Jako niemiecki gastarbeiter w Polsce”, stała się dla Niemców podręcznikiem, z którego czerpią wiadomości o współczesnej Polsce

Sfeffen Möller
autor zdjęcia: Maciej Zienkiewicz
źródło: Agencja Gazeta
Sfeffen Möller

Steffen Möller jeździ od tygodni po Niemczech, czyta fragmenty książki i udziela wywiadów. „Viva Polonia” jest na trzecim miejscu listy bestsellerów tygodnika „Spiegel” i znalazła już 90 tysięcy nabywców. Od czasów słynnej powieści Andrzeja Szczypiorskiego „Początek” (wydanej w Niemczech pod tytułem „Piękna pani Seidenmann”) żadna książka o Polsce i Polakach nie zdobyła w Niemczech większej popularności.

– Z „Viva Polonia” dowiedziałam się o Polsce więcej niż z wszystkich artykułów prasowych – mówi sprzedawczyni w berlińskiej księgarni Hugendubel. Wzięła ją do ręki, aby przewertować, i przeczytała od początku do końca. – Czy Polacy mają rzeczywiście takie poczucie humoru, jak pisze Möller? – pyta z niedowierzaniem.

Atmosfera na spotkaniach autorskich przypomina kabaret, salwy śmiechu i rozbawiona publiczność. Nie tylko polska, która rezerwuje miejsca na tego typu imprezach wiele dni wcześniej. Möllera słuchało niedawno dystyngowane grono niemieckich kobiet, żon polityków i dyplomatów, właścicielek firm i prominentnych przedstawicielek mediów.

Niemki miały w oczach łzy. Śmiały się zarówno z Polaków, jak i Niemców, bo tajemnica sukcesu Möllera polega na dowcipnej konfrontacji mentalnych postaw sąsiednich narodów.

– Przedstawia Polaków w taki sposób, jak sami siebie najchętniej widzą: z poczuciem humoru, gotowością do romantycznych wzlotów, utalentowanych improwizatorów o duszach anarchistów, ceniących życie rodzinne i przywiązanych do tradycji – tłumaczy Andreas Mix, historyk znający Polskę.

Niemcy w oczach Möllera to zupełne przeciwieństwo swych wschodnich sąsiadów. Uniformiści i państwowotwórczy idealiści, czujący respekt dla państwa, pochłonięci realizacją wytyczonych celów, segregujący z zapałem godnym lepszej sprawy domowe śmieci i studiujący z nabożeństwem wszelkie doniesienia o zdrowej żywności. Po prezentacji dowcipu trzeba im wyraźnie zaznaczyć, że był to dowcip. Inaczej nie odważą się śmiać. – Na suficie wisi krowa – powiedział kiedyś Möller kobiecie dbającej w Polsce o czystość dworcowej toalety. – To niech ją pan wydoi – brzmiała natychmiastowa odpowiedź. Niemka w podobnej sytuacji poszłaby sprawdzić, o co chodzi. Möller czerpie oczywiście z nieprzebranych zasobów niemiecko-polskich stereotypów, ale rozbraja je śmiechem. Nie zawsze mu się udaje. – Czy pan wie, co łączy pana z Adolfem Hitlerem? – zapytał niedawno Möllera „Der Tagesspiegel”. – Drang nach Osten? – odpowiada zaskoczony Möller. – Bynajmniej. Jest pan obok Adolfa Hitlera jedynym Niemcem, który zdobył Polskę – tłumaczy dwójka rozmawiających z Möllerem dziennikarzy. Miał to być dowcip wyrażający uznanie dla autora „Viva Polonia”, „zdobywcy” Polski, gdyż zdołał zaskarbić sobie uznanie naszych rodaków. Nawet Möller był w tej sytuacji bezradny. – To nie tylko typowy przykład ciężkiego niemieckiego dowcipu, ale i brak wrażliwości historycznej – tłumaczy politolog Cornelius Ochmann.

Książka Möllera cieszy się szczególnym powodzeniem wśród niemieckiej Polonii. – Nie miałem planów wydawniczych w Niemczech, ale gdy moja książka ukazała się w Polsce, otrzymałem ze trzy setki e-maili od mieszkających w Niemczech Polek. Prosiły o niemieckie wydanie, bo chciały dać książkę do przeczytania swym mężom w nadziei, że będą lepiej rozumiane – tłumaczył Möller na jednym ze spotkań z czytelnikami. Wydawcę znalazł bez trudu, gdy udowodnił, że w Niemczech mieszka 60 tysięcy Polek, które wyszły za Niemców.

Ale też Polska przestaje być dla Niemców krajem, który „wypędził” ich rodaków i gdzie grasują bandy złodziei i prostytutek, a rządy dusz sprawuje Radio Maryja. Niemcy dostrzegają rzeczywistą Polskę: ambitnej młodzieży, bogatego życia kulturalnego i ciekawej architektury Krakowa, Wrocławia, Gdańska czy centrum Warszawy. Ale dzieje się to powoli. Steffen Möller mówi tak: – Z Berlina na Syberię jest, jak sądzę, dwa tysiące kilometrów. W odczuciu przeciętnego Niemca odległość do Warszawy to tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt kilometrów. „Viva Polonia” skróciła znacznie ten dystans.

Źródło : Rzeczpospolita

Setki ofiar cyklonu w Birmie

tan, gazeta.pl
2008-05-04, ostatnia aktualizacja 2008-05-04 18:03
Zobacz powiększenie
Drogi są zablokowane
Fot. HO REUTERS

Do 351 wzrosła liczba ofiar cyklonu - poinformowała państwowa telewizja w Birmie. Cyklon Nargis zniszczył ogromną część kraju - w stolicy najbardziej dotkniętej żywiołem prowincji zniszczonych zostało 75 procent budynków. Oficjalnie ewakuacją zajmuje się całość sił policyjnych i wojskowych, jednak w rozmowach z zagranicznymi mediami mieszkańcy skarżą się na znikomą pomoc z ich strony.

Zobacz powiekszenie
Fot. AP
Cyklon Nargis, zdjęcie satelitarne
Zobacz powiekszenie
Fot. HO REUTERS
Zniszczenia spowodowane przez cyklon Nargis, Birma 02.05.2008 r.
ZOBACZ TAKŻE
Irrawady, Bago, Rangun, Karen i Mon to stany w których władze ogłosiły stan wyjątkowy. I nie wprowadziły go na wyrost - w Labuttcie, stolicy stanu Irrawady, zniszczonych zostało 75 procent zabudowy.

W wielu miejscach, w tym dawnej stolicy kraju - Rangunie, nie ma wody i prądu. Internet i linie telefoniczne są zaś poza zasięgiem w większości kraju.

W najgorszych miejscach wiatr wieje z prędkością 200 kilometrów na godzinę, dlatego na ulice wyszło wojsko i siły policyjne.

Jednak jak skarżą się zagranicznym mediom mieszkańcy - nie pomagają tak, jak informują oficjalnie władze. - Gdzie są ci wszyscy mundurowi, którzy zawsze tak chętnie biją cywilów? Powinni tu wszyscy być, pomagać nam sprzątać i przywracać elektryczność - powiedział rikszarz z Rangunu w rozmowie z BBC. Wolał pozostać anonimowy.

Krajobraz po wojnie

- Widzimy mnóstwo przewróconych drzew, zerwanych billboardów i dachów. Zatrważające jest to, jak musi wyglądać sytuacja na prowincji, bo tutaj zabudowa i tak jest o wiele stabilniejsza niż w reszcie kraju - powiedział Anthony Craig, dyplomata pracujący w Rangunie w rozmowie z BBC.

Z kolei inny, anonimowy dyplomata powiedział agencji Reutera, że Rangun (dawna stolica kraju) wygląda "jak po wojnie".

Cyklon przemierza się teraz w stronę Tajlandii, jednak meteorolodzy dostarczają szczyptę pozytywnej informacji - siła wiatru słabnie, a szerokość oka cyklonu zmniejsza się - co widać na satelitarnych zdjęciach.

Według oficjalnej telewizji burmańskiej zginęło w kraju już 351 osób, w tym 109 na wyspie Haing Gyi, położonej na południowym-zachodzie wybrzeża.

Rosyjski finał w stolicy, górą Kuzniecowa

Krzysztof Rawa, zyt 03-05-2008, ostatnia aktualizacja 04-05-2008 18:45

Mistrzynią Suzuki Warsaw Masters została Swietłana Kuzniecowa, pokonując Marię Kirilenko. Marta Domachowska przegrała w półfinale i ostatecznie zajęła czwarte miejsce, Agnieszka Radwańska odpadła po meczach grupowych.

Swietłana Kuzniecowa
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Swietłana Kuzniecowa
Maria Kirilenko
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Maria Kirilenko
Marta Domachowska
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Marta Domachowska

Turniej był pokazowy, ale gra poważna. Jelena Dementiewa, która przegrała półfinał z Kuzniecową 3:6, 2:6 powiedziała "Rz", że nie można inaczej, jeśli gra się z tak mocną rywalką.

– Swietłana serwuje ci trzy asy w gemie i co masz zrobić? Pożartować się nie da, zresztą taki mały turniej to przecież świetny sposób na przygotowanie się do gry na kortach ziemnych – wyjaśniła.

Marta Domachowska grała z Kirilenko i także nie wygrała seta, choć w pierwszym była blisko. Prowadziła 2:0, 3:1, i nie raz była taką tenisistką, o jakiej marzą kibice: szybką, mocną i efektowną. To prawda, że niemal każda wygrana przez nią piłka nadaje się do promocji agresywnego damskiego tenisa, ale też taka gra ma swoją cenę.

Najwięcej kosztuje ryzyko. Jest wpisane w obecny tenis Marty Domachowskiej, więc rywalki albo się przestraszą, albo nie. Maria Kirilenko nie bała się wcale, bo doskonale zna mocne i słabsze strony Polki, trenowały wspólnie nie raz, można mówić nawet o ich słowiańskiej przyjaźni.

Kirilenko przyjechała do Warszawy po zwycięstwie we Estoril i widać było, że radzi sobie na czerwonej mączce doskonale. Przetrwała husarskie ataki Polki, już w czwartym długim gemie pokazała, że umie kontratakować. Jeszcze nie dała sobie rady z serwisem Domachowskiej, ale po kilku minutach okazało się, że wszystkie znane prawdy o potrzebie cierpliwości w grze na kortach ziemnych wciąż obowiązują.

Zgrabna Maria, której dwa dni pomagał w stolicy chłopak, dobry rosyjski tenisista Igor Andrejew, nie tylko odrobiła gema straty, ale wyszła na prowadzenie 5:3. Jeszcze był zryw panny Marty, jeszcze remis, ale koniec seta pokazał prawdę: Kirilenko była lepsza. Umie już wykorzystywać małe przewagi sytuacyjne, umie przyspieszyć piłkę wtedy, gdy trzeba, jest mocną kandydatką do awansu w rankingu WTA powyżej obecnego 25. miejsca.

Polski tenis będzie miał ścisły związek z Marią Kirilenko co najmniej przez kolejne dwa tygodnie. Rosjanka zagra w turniejach deblowych w Berlinie i Rzymie z Agnieszką Radwańską.

Marta Domachowska przyjęła porażkę 5:7, 3:6 z godnością, ale zadeklarowała, że stylu gry nie zmieni, wręcz przeciwnie, będzie nadal atakować od pierwszej do ostatniej piłki. Plan wygląda prosto, lecz do końca taki nie jest. Trener Paweł Ostrowski przypomniał, że narzędziami ataku są także skróty, woleje, coraz mocniejszy serwis i zmienna rotacja piłki. Jeśli wierzyć tenisistce z Warszawy, uwzględni w treningach wskazówki trenerskie.

Na razie przed nią starty w Rzymie, Stambule i na kortach im. Rolanda Garrosa. Te trzy turnieje zadecydują, czy Polka pojedzie na igrzyska obok Agnieszki Radwańskiej. Musi w nich zdobyć ok. 100 punktów rankingowych i awansować o kilkanaście miejsc, w pobliże 65. pozycji. To nie jest niewykonalne.

Niedziela była ostatnim dniem Suzuki Warsaw Masters, można powiedzieć, że dniem rosyjskim. Regulamin rozgrywek dał szansę na powtórkę meczów grupowych w finale i w spotkaniu o trzecie miejsce. W południe Marta Domachowska znów zagrała z Jeleną Dementiewą, tym razem o 3. miejsce. Rosjanka zapowiadała, że powtórki (6:3, 6:4 dla Polki) nie będzie, nie tylko dlatego, że gra idzie o różnicę między 20 a 15 tys. dolarów nagrody. Powtórki rzeczywiście nie było: Domachowska przegrała 3:6, 3:6.

Wielkim finałem był mecz Kuzniecowej z Kirilenko. W czwartek Swietłana wygrała 5:7, 6:3, 6:1 i po jej sobotnim pokazie siły w półfinale, pozostawała murowaną kandydatką do zwycięstwa, pierwszego w Warszawie. Podczas konferencji prasowej mówiła wprawdzie, że wciąż czuje się dzieckiem, ale nikogo raczej nie zmyliła. I udowodniła swą wyższość, wygrywając w finale, który trwał godzinę i trzy minuty, 6:2, 6:3 z Marią Kirilenko.

Ostatnie mecze eliminacji

Grupa Czerwona: • J. Dementiewa (Rosja) – A. Radwańska (Polska) 5:7, 6:3, 6:2. Awans: M. Domachowska (Polska) i Dementiewa.

Grupa Niebieska: • S. Kuzniecowa (Rosja) – L. Davenport (USA) 6:4, 6:4. Awans: M. Kirilenko (Rosja) i Kuzniecowa.

Półfinały

• Kirilenko – Domachowska 7:5, 6:3 • Kuzniecowa – Dementiewa 6:3, 6:2.

Mecz o trzecie miejsce

Jelena Dementiewa (Rosja) - Marta Domachowska (Polska) 6:3, 6:3.

Mecz finałowy

Swietłana Kuzniecowa (Rosja) - Maria Kirilenko (Rosja) 6:2, 6:3

Źródło : PAP