tan, gazeta.pl
2008-05-04, ostatnia aktualizacja 2008-05-04 18:03
Do 351 wzrosła liczba ofiar cyklonu - poinformowała państwowa telewizja w Birmie. Cyklon Nargis zniszczył ogromną część kraju - w stolicy najbardziej dotkniętej żywiołem prowincji zniszczonych zostało 75 procent budynków. Oficjalnie ewakuacją zajmuje się całość sił policyjnych i wojskowych, jednak w rozmowach z zagranicznymi mediami mieszkańcy skarżą się na znikomą pomoc z ich strony.
ZOBACZ TAKŻE
- Atak cyklonu w Birmie: "miasta zrównane z ziemią" (04-05-08, 13:49)
W wielu miejscach, w tym dawnej stolicy kraju - Rangunie, nie ma wody i prądu. Internet i linie telefoniczne są zaś poza zasięgiem w większości kraju.
W najgorszych miejscach wiatr wieje z prędkością 200 kilometrów na godzinę, dlatego na ulice wyszło wojsko i siły policyjne.
Jednak jak skarżą się zagranicznym mediom mieszkańcy - nie pomagają tak, jak informują oficjalnie władze. - Gdzie są ci wszyscy mundurowi, którzy zawsze tak chętnie biją cywilów? Powinni tu wszyscy być, pomagać nam sprzątać i przywracać elektryczność - powiedział rikszarz z Rangunu w rozmowie z BBC. Wolał pozostać anonimowy.
Krajobraz po wojnie
- Widzimy mnóstwo przewróconych drzew, zerwanych billboardów i dachów. Zatrważające jest to, jak musi wyglądać sytuacja na prowincji, bo tutaj zabudowa i tak jest o wiele stabilniejsza niż w reszcie kraju - powiedział Anthony Craig, dyplomata pracujący w Rangunie w rozmowie z BBC.
Z kolei inny, anonimowy dyplomata powiedział agencji Reutera, że Rangun (dawna stolica kraju) wygląda "jak po wojnie".
Cyklon przemierza się teraz w stronę Tajlandii, jednak meteorolodzy dostarczają szczyptę pozytywnej informacji - siła wiatru słabnie, a szerokość oka cyklonu zmniejsza się - co widać na satelitarnych zdjęciach.
Według oficjalnej telewizji burmańskiej zginęło w kraju już 351 osób, w tym 109 na wyspie Haing Gyi, położonej na południowym-zachodzie wybrzeża.




więcej zdjęć

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz