Michał Szadkowski
Słaby Celtic pokonał 2:1 słaby Milan dzięki błędom bramkarza Didy. Artur Boruc wiele pracy nie miał, gola puścił gola z karnego
Pierwsi dwa razy w ostatnich trzech latach dochodzili do finału LM, drudzy są mistrzami prowincjonalnej ligi szkockiej. Pierwsi mają w składzie murowanego faworyta do zdobycia Złotej Piłki - Kakę. Gwiazdą drugich jest Shunsuke Nakamura, który nie poradził sobie w słabej włoskiej Regginie. Ale w środę między Milanem i Celtikiem nie było widać wielkiej różnicy.Gdy po godzinie gry Paul Hartley zbierał się do wykonania rzutu rożnego wydawało się, że widzowie na Celtic Park posnęli już z nudów. Do tego momentu żadna drużyna nie stworzyła ani jednej sytuacji. Szkot dośrodkował, piłka minęła obrońców i lecącego Didę i trafiła w podbrzusze kapitana "The Bhoys" Stephena McManusa, odbiła się jeszcze od Yoanna Gourcuffa i wpadła do bramki.
Celtic bez siedzącego na ławce rezerwowych Nakamury i kontuzjowanego Jana Vennegoora of Hesselinka nawet nie próbował zagrażać bramce Didy. Mistrzowie Szkocji zajmowali się przeszkadzaniem, gol padł po stałym fragmencie gry i festiwalu błędów Milanu. Nakamura wszedł na boisko w ostatnich minutach i to po jego akcji drugiego gola zdobył Scott McDonald. Po podaniu Japończyka strzelał Massimo Donatti, Dida wypuścił piłkę i Szkot dobił piłkę z sześciu metrów.
Celtic Park oszalał. Jeden z widzów aż za bardzo. Wpadł na boisko i lekko uderzył Didę w szyję. Brazylijczyk próbował go gonić, zrobił trzy kroki i z niewiadomych przyczyn się przewrócił. Mecz przerwano na kilka minut, bramkarza Milanu zastąpił Zeljko Kalac.
Gwiazdy Milanu przez całą pierwszą połowę nie stworzyły ani jednej sytuacji, jedyny celny strzał Kaki Artur Boruc obronił z łatwością. W porównaniu ze spotkaniami z marca, kiedy w 1/8 finału LM polski bramkarz dokonywał cudów, by bronić uderzenia Clarence'a Seedorfa czy Alberto Gilardino, w środę miał niewiele więcej pracy niż w spotkaniach ligowych ze szkockimi słabeuszami.
Milan obudził się po stracie gola, z rzutu wolnego groźnie strzelał Pirlo, ale wyrównanie przyszło po rzucie karnym podyktowanym za popchnięcie Massimo Ambrosiniego. Powtórki pokazały, że sędzia Markus Merk nie musiał podjąć takiej decyzji. Jedenastkę pewnie wykorzystał Kaka i to było wszystko, na co stać było w środę Milan.
Nawet na ławce nie usiadł Maciej Żurawski. Wcześniej gazety plotkowały, że trener Gordon Strachan myśli nawet o wystawieniu Polaka w pierwszym składzie. Prawdopodobnie o tym, że jednak usiadł na trybunach zdecydowała lekka kontuzja kolana, której nabawił się na wtorkowym treningu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz