wtorek, 30 października 2007

Jak Wojciech (Olejniczak) został strażakiem

Dominika Olszewska, Grzegorz Lisicki
2007-10-29, ostatnia aktualizacja 2007-10-30 09:38

Zobacz powiększenie
Na miejsce pożaru przy Czerniakowskiej 178a błyskawicznie przyjechała straż pożarna
fot. Robert Kowalewski / AG

Brawurowym skokiem z okna na piątym piętrze lider lewicy pomógł w poniedziałek wieczorem uratować kobietę zamkniętą w płonącym mieszkaniu na Powiślu

Zobacz powiekszenie
Fot. Piotr Bernaś / AG
Wojciech Olejniczak
O zdarzeniu poinformowali nas mieszkańcy apartamentowca przy ul. Czerniakowskiej 178a. To szczególne miejsce. Tutaj po powrocie ze Stanów Zjednoczonych zamieszkał Jan Nowak-Jeziorański. Wczoraj wieczorem w budynku mieszczącym Bibliotekę i Centrum Informacji jego imienia o mało nie doszło do tragedii.

Tuż po godz. 20 w kuchni jednego z mieszkań na czwartym piętrze wybuchł pożar. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, odciął drogę ucieczki starszej kobiecie. W tym samym czasie w mieszkaniu położonym piętro wyżej trwało spotkanie towarzyskie. Brał w nim udział m.in. Wojciech Olejniczak, lider SLD. Nagle goście usłyszeli alarm pożarowy. Było też czuć dym. Polityk otworzył okno, wychylił się i zeskoczył na mieszczący się piętro niżej balkon tuż obok płonącego mieszkania. Słyszał krzyk i jęki zamkniętej kobiety. W oknie była krata, wybił więc szybę. Po chwili do mieszkania wpadli też strażacy, którym udało się pokonać opancerzone drzwi. Wynieśli lokatorkę, pogotowie zabrało ją do szpitala.

Po zakończeniu akcji polityk opowiadał "Gazecie". - To był odruch. Trochę się bałem, to nie jest nisko. Widziałem zadymione mieszkanie i leżącą bez ruchu na podłodze staruszkę. Złapałem leżący na balkonie kawał drewna i wybiłem okno. A świeże powietrze ocuciło tę panią - relacjonował, prosząc, by nie robić z niego bohatera. - To naprawdę nic takiego - mówił skromnie po zakończeniu akcji.

Brak komentarzy: