Benazir Bhutto była pierwszą kobietą, która przejęła rządy w kraju muzułmańskim. Kiedy dosięgły jej kule zamachowca, sposobiła się właśnie, by zdobyć władzę po raz trzeci. W Pakistanie nikt wcześniej tego przed nią nie dokonał
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Benazir Bhutto pochowana w rodzinnym mauzoleum (28-12-07, 11:05)
- Pożegnanie pani Bhutto (29-12-07, 00:00)
- Przechwycono gratulacje lidera Al-Kaidy dla zabójców Bhutto (28-12-07, 17:39)
- Zabili Benazir Bhutto (28-12-07, 02:00)
- Pakistan: Zwolennicy Bhutto starli się z policją (07-11-07, 14:21)
POSŁUCHAJ
Z dynastii Bhutto
Losy Benazir Bhutto przypominają scenariusz filmów, jakich mnóstwo kręci się w azjatyckiej fabryce snów w Bollywood, w Bombaju noszącym od niedawna nazwę Mumbaj. Pełno w nich pasji, dramatów, zdrad, krwi. W przeciwieństwie do tych filmów w opowieści o Benazir Bhutto nie ma jednak szczęśliwego zakończenia.
Przyszła na świat w politycznej dynastii. Polityką, gdy obecny Pakistan wchodził jeszcze w skład brytyjskich Indii kolonialnych, zajmował się jej dziadek, wielki posiadacz ziemski i południowego Sindhu. A jej ojciec Zulfikar Ali został premierem Pakistanu powstałego w 1947 r. z podziału brytyjskich Indii na dwa państwa - dla muzułmanów i hindusów.
Była ukochanym dzieckiem swojego ojca, który objął władzę w Pakistanie w 1971 r. Zapatrzony w socjalizm, a przede wszystkich zakochany bez reszty we władzy, do dziś jest wielbiony przez pakistańską biedotę. To on wybrał ją sobie na dziedziczkę, dbał o najlepszych nauczycieli, uczył rządzenia. - Jeśli córka Nehru może zostać premierem Indii, to dlaczego moja córka nie miałaby zostać premierem Pakistanu? - powiedział kiedyś.
Miała 24 lata, gdy w 1977 r. ojciec ściągnął ją z brytyjskiego Oksfordu, gdzie studiowała nauki polityczne, by pomogła mu w kampanii przed nowymi wyborami, a przy okazji przyjrzała się władzy z bliska. Do wyborów jednak nie doszło. Generałowie uważający rewolucjonistę Zulfikara za szaleńca dokonali zamachu stanu i odebrali mu władzę, wtrącili do więzienia, a następnie skazali na śmierć. Pakistańscy wojskowi pozostali głusi na prośby i groźby napływające z całego świata. W 1979 r. Zulfikar Ali Bhutti zawisł na szubienicy.
Wstrząśnięta Benazir, otrząsnąwszy się z żałoby, poprzysięgła generałom zemstę. Po latach więzienia i wygnania stała się sławną na cały świat, niekoronowaną królową pakistańskiej opozycji, dziedziczką legendy, młodą i piękną mścicielką, pakistańską Lady Dianą.
W 1986 r. wojskowy tyran Zia ul-Haq, jak dziś wojskowy prezydent Pervez Musharraf, naciskany przez zachodnich sojuszników zgodził się na wolne wybory. Pewny zwycięstwa pozwolił Benazir wrócić do kraju i stanąć do elekcji. Wygrała ją i w 1988 r. została pierwszą kobietą, która stanęła u władzy w muzułmańskim kraju. Smak zemsty zepsuła jej tylko śmierć generała, zabójcy ojca w katastrofie lotniczej. Zginął przed jej triumfem.
Jako premier okazała się jednak rozczarowaniem. Już w 1990 r. została zdymisjonowana pod zarzutami niekompetencji i korupcji. O tę ostatnią oskarżany był przede wszystkim jej mąż Ali Asif Zardari.
W 1993 r. po raz drugi wygrała wybory i wróciła do władzy. Jedynie po to, by w 1996 r. znów zostać zwolnioną, znów pod zarzutem korupcji. I znów głównym winowajcą okazał się jej mąż, który wykorzystując swoją uprzywilejowaną rolę, a potem także stanowiska w rządzie, pobierał prowizję od zamówień rządowych.
O ile za pierwszego panowania Benazir Bhutto przezywano go "Panem Dziesięć Procent", to podczas drugiej kadencji wołano już za nim "Pan Czterdzieści Procent". Po kolejnym wojskowym zamachu stanu w 1999 r., obawiając się uwięzienia, wyjechała z kraju. Za kratki trafił za to jej mąż.
Najważniejsza była władza
Gdyby nie kłopoty Amerykanów w Afganistanie oraz Amerykanów i Musharrafa w Pakistanie, zapewne nie wróciłaby już do polityki, władzy, a może nawet do Pakistanu. Szansą na powrót do wszystkich trzech rzeczy, które kochała ponad wszystko, stała się przedłużająca wojna w Afganistanie i polityczny kryzys, który wybuchł w Pakistanie. Powrót Benazir Bhutto i jej przymierze z Musharrafem miały wszystkiemu zaradzić.
Zginęła niedaleko wojskowego więzienia w Rawalpindi, gdzie przed laty został powieszony jej ojciec. Swoje ostatnie przemówienie wygłaszała z trybuny ozdobionej jego wielkim portretem. Wcześniej z powodu polityki zginęło także jej dwóch braci. Skłócony z nią Murtaza został zastrzelony w 1996 r. w Karaczi, gdy sprawowała rządy w Pakistanie. Rodzina do dziś oskarża o jego śmierć męża Benazir.
Drugi z braci Szahnawaz zginął na wygnaniu we Francji. Według jednych został zastrzelony, według innych - otruty. Jeszcze inni twierdzą, że sam odebrał sobie życie. Nawet indyjska dynastia Gandhich-Nehru, w której od kul zamachowców zginęli tylko Indira Gandhi i jej syn Radżiw, nie zapłaciła za przywilej pozostawania u władzy ceny wyższej niż Bhuttowie.
Niemal wszyscy, którzy ją znali, twierdzą, że władza była dla niej najważniejsza, nic więcej się nie liczyło. Uważała się za wybrankę. Jako córce Zulfikara Alego, ludowego bohatera, władza jej się po prostu należała. I gotowa była dla niej zrobić wszystko. Nawet oddać życie.
Odkąd w październiku wróciła z wygnania do Pakistanu, jej rodacy - i nie tylko - spodziewali się, że zginie. Prędzej czy później.
- Wszyscy się tego spodziewali - powiedziała Reutersowi Jennifer Harbison z londyńskiej firmy Control Risks. Ale jej śmierć nie oznacza, że w niebezpieczeństwie znalazł się cały Pakistan. To po prostu mord podczas kampanii wyborczej i tylko tak trzeba na to patrzeć.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz