sobota, 8 grudnia 2007

Seks w wielkich miastach 2

Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
2007-11-27, ostatnia aktualizacja 2007-11-23 19:43

Cześć, jestem miłym facetem, który lubi gwatemalskie garncarstwo, kręgle i fińskie filmy bez napisów

Zobacz powiekszenie
Fot. SIPA/East News
Reklama Meetic.com na paryskich autobusach w walentynki
Zobacz powiekszenie
Fot. Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
Leslie Halioua. Notebook zajmuje centralne miejsce w jej salonie
Zobacz powiekszenie
Fot. Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
Jérémie Kopaniak. Na jednym z serwisów jego profil pojawił się na pierwszej stronie i jako pierwszy w wyszukiwaniach
Widzisz - Jérémie uśmiecha się z udawanym zakłopotaniem - mam już pewną reputację. Ostatnio kolega podesłał mi swojego przyjaciela, który rozstał się z żoną. Osiem lat byli razem i on mi mówi, że nie ma pojęcia, jak się podrywa dziewczyny. Facet był załamany. Po ośmiu latach wszystkiego musi się uczyć od nowa. A wiesz, ile się zmieniło przez osiem lat? Nie ma już tańców-przytulańców, nie ma pretekstu, żeby podejść do dziewczyny, bo każdy tańczy sam, nie ma zaczepiania dziewczyn na ulicy. Niby dalej życie jest podobne: w piątek impreza, w sobotę kolejna, w niedzielę ślub przyjaciela, codziennie po pracy spotkania ze znajomymi. Ale jak przy stoliku siedzą trzy dziewczyny, to naprawdę trzeba mieć jaja, żeby podejść, zaczepić i podać dziewczynie swój numer telefonu. Takich rzeczy już się nie robi. Teraz wszyscy paryscy single są w internecie. Więc mówię facetowi: "Dziesięć lat temu musiałbyś się przemóc, pójść do knajpy, wymyślić coś ciekawego, żeby zaczepić dziewczynę. Teraz siadasz przed monitorem i nie musisz się nawet wysilać". "Mam wejść na meetic?" - nie dowierza, że każę mu się zarejestrować w serwisie randkowym, bo osiem lat temu niewielu było na meeticu. "Tak. Ale nie po to, żeby znaleźć kolejną żonę".

Jérémie

29-letni Jérémie Kopaniak, brunet z wypielęgnowanym kilkudniowym zarostem, zaprasza mnie do kawiarni przy rue Vieille du Temple w IV dzielnicy, gdzie gejowskie bary sąsiadują ze sklepami koszernymi. Wąskie uliczki, kilkupiętrowe kamienice, zapełnione stoliki kawiarniane, przy których ludzie wygrzewają się w słońcu, ktoś przygrywa na pianinie, pachnie kawą i rogalikami.

Jérémie zamawia margaritę, bo jest promocja na koktajle i serwują je też w wersji bezalkoholowej. Kawa dzisiaj jest droższa. Przychodzi tu ze swoim laptopem i pisze książkę. Przez sześć lat stał się specjalistą od wyrywania dziewczyn w internetowych serwisach randkowych. - Miałem po dwie-trzy dziewczyny w tygodniu. Wcale się nie popisuję!

Zaczął od małych serwisów, które już splajtowały, próbował na badoo.com, gdzie wstawia się zdjęcia, w serwisie dla frankofońskich Żydów feujworld.com i na meetic.com, który przez sześć lat stał się największym europejskim serwisem randkowym - ma 5 mln profili w samej Francji i 22 mln na całym świecie.

Z 12-milionowej aglomeracji paryskiej na mee-ticu można znaleźć ponad milion profili, połowa ich właścicieli ma 25-34 lata. Wszyscy znajomi Jérémiego, którzy nie mają żony, męża czy partnera, mają na meeticu swoje profile.

- Moja książka będzie bestsellerem - Jérémie nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. - Zacznie się jakoś tak: "Jak znaleźć tę jedyną? Jak już ją znajdziesz, jak jej nie stracić? Jak chcesz ją stracić, to jak to zrobić? To nie podręcznik, ale parę dobrych rad z mojego doświadczenia".

Lekcja pierwsza: przedstaw się

- W Paryżu trzeba znać zasady gry. I trzeba umieć się przedstawić.

Nick: Jérémie.

Narodowość: wpisał Francuz, ale to bardziej skomplikowane.

Wyznanie: judaizm.

Jérémie jest "francuskim Żydem polskiego pochodzenia". Obie babcie pochodzą z Łodzi, dziadek ze strony ojca z Warszawy, ze strony mamy - z krakowskiego Kazimierza. Jego ojcu Polska nie kojarzy się najlepiej. W ogóle jego znajomi, słysząc "Polska", raczej mają skojarzenia ze sprzedawaniem Żydów nazistom, ale Jérémie nie podziela tego poglądu.

Na meeticu możesz napisać o sobie, co tylko chcesz. Dokładne wypełnienie profilu może zająć i godzinę. A więc do dzieła.

Po pierwsze, zdjęcie. Jérémie nie przegląda ofert bez zdjęć: albo brzydkie, albo mężatki - nie warto tracić czasu. Swoje zdjęcie wybierał dość długo: opalony, w białej koszuli, siedzi z gitarą we włoskim kurorcie.

Dalej.

Stan cywilny: kawaler (żonatych Francuzów na meeticu jest 5 proc.), stosunek do małżeństwa: "wolę nie odpowiadać" (chociaż pewnie, że chciałby się ożenić), i dalej: Czy mam romantyczną naturę? Czy mam dzieci? Czy chcę mieć dzieci? Ile?

Wykształcenie: wyższe.

Zawód: tu znowu pojawia się problem. Pisarz, dziennikarz, piosenkarz francuskich miłosnych chansons przy gitarze, ale potrzeba chwili sprawiła, że obecnie agent nieruchomości.

Dochody sobie odpuszcza. Czy palę papierosy? Wszyscy palą.

Uff, to dopiero drugi etap, a jest ich jeszcze cztery.

Wygląd: Jérémie wybiera "atrakcyjny" zamiast "superatrakcyjny": - Wiem, że jestem słodki, ale bez przesady. Mam inne zalety.

Wzrost, waga, kolor oczu, włosów, długość włosów, pochodzenie etniczne... Ulubiona kuchnia, sporty, gatunki filmowe - po trzy do wyboru z gotowych list Wreszcie: ideał dziewczyny. - Możesz wybrać, kogo chcesz, to raczej supermarket kochanków niż miejsce łączenia się w pary - Jérémie ma zadumany wyraz twarzy. - Chciałbym dziewczynę ważącą mniej niż 50 kg, pochodzenia afrykańskiego, ale nie czarną, 150-160 cm wzrostu, najlepiej Żydówkę - wybucha śmiechem, żeby dodać już poważnie: - Na meeticu możesz wstawić takie kryteria i jest spora szansa, że znajdziesz pasującą do nich dziewczynę. Do tego w Paryżu.

Na koniec jeszcze 50 do 2 tysięcy znaków autoprezentacji. Jérémie uważnie dobiera słowa: "Cześć, jestem miłym facetem, który lubi gwatemalskie garncarstwo, kręgle i fińskie filmy bez napisów".

Lekcja druga: selekcja

Leslie Halioua, 29 lat, promienny uśmiech i urocze piegi, na meeticu od trzech lat. Kiedy loguje się do serwisu, co parę minut wyskakuje okienko z informacją, że ktoś przegląda jej profil. Dziennie dostaje ze 20 e-maili zachęcających do rozmowy. - Wystarczy, że wejdę na czat, a faceci już się zbierają. Jeśli w ciągu dziesięciu minut pojawiają się sami brzydcy, rozłączam się.

Leslie właśnie wprowadziła się do nowego mieszkania w kamienicy, parę kroków od Trocadéro. Jeszcze pachnie świeżą farbą. Notebook zajmuje centralne miejsce w salonie na szklanym stoliku. Leslie pracuje w domu.

Rano przyniosła bukiet świeżych kwiatów - lubi mieć w domu świeże kwiaty. Mówi, że to trochę oldskulowe, staromodne, ale taka jest i nic na to nie poradzi. Tak samo - to już przyznaje trochę ze wstydem - staromodnie zachowuje się w sieci. Zawsze czeka, aż to facet zrobi pierwszy krok - napisze e-maila albo zagai na czacie. Sama ewentualnie mrugnie - kliknie w ikonkę, która chłopakowi mówi: "Leslie właśnie do ciebie mrugnęła".

- Tak, wiem, jestem staromodna i pasywna. To trochę hipokryzja. Lubię sprawdzać, co nowego pojawiło się w supermarkecie - Leslie się śmieje z tej sklepowej terminologii. - Nowi dostają ponad sto mrugnięć dziennie. Potem trochę się uspokaja. Ale i tak trzeba to odsiewać. Nie miałabym czasu pracować, gdybym odpowiadała na wszystkie zaczepki. Nie reaguję na zaczepki w stylu: "Cześć", bo to oznacza, że facet wysłał tę samą wiadomość do 50 dziewczyn naraz i nawet nie pofatygował się, żeby przeczytać mój profil. Czasami faceci próbują trików i piszą na przykład: "Jak się masz po wczorajszym?". Z rozpędu pytam wtedy, po jakim wczorajszym, i zaczynamy rozmowę. Daję się złapać. Tak.

Najbardziej lubię facetów z humorem. Jak ten: "Leslie to imię psa?". "Tak, hau, hau:-)" - odpowiedziałam i już wiedziałam, że to będzie miła pogawędka. Nienawidzę pytań w stylu: "Czego szukasz na meeticu?". Bo nie wiem, co to ma oznaczać. Czy chcę znaleźć męża? - to brzmi głupio. Czy chcę chłopaka na jedną noc - nie. Spotkamy się, to zobaczymy, co z tego wyniknie. W kawiarni czy swojej ulubionej restauracji ciągle jesteś skazana na spotykanie tych samych ludzi. W internecie możesz spotkać każdego, ale nie musisz się spotykać z każdym. Ze śmieciarzem czy z gliniarzem się nie umówię. Jakoś tak wyszło, że spotykałam się z programistami, finansistami i grafikami.

Lekcja obrażania

Jérémie odkrywa, jak podejść takie dziewczyny jak Leslie. - Ma być krótko i zabawnie. Kiedyś byłem milutki, kupowałem kwiaty, podawałem śniadanie do łóżka. Byłem za miły.

Zmieniłem taktykę.

Zaczynam tak: "Zdjęcie masz nie najlepsze, ale profil jest fajny. Może nie jesteś fotogeniczna. Albo w realu jesteś ładniejsza".

Jak wstawiła zdjęcie pomiędzy dwiema grubszymi dziewczynami, piszę: "Nie wiem, która jesteś na tym zdjęciu, ale jeśli tą w środku, to pozwól, że zapytam: kupiłaś sobie przyjaciółki, żeby przy nich dobrze wyglądać?".

Dziewczyna się albo wkurza: "Jak śmiesz! One nie są grube!", albo wchodzi do gry: "To moja siostra i najlepsza przyjaciółka, matole!".

Wysyłałem po dwie-trzy wiadomości dziennie, odpowiadałem na kilka. Zdarzały się wpadki. Na przykład napisałem do dziewczyny, która mi odpisała: "Dwa dni temu starałeś się o względy mojej przyjaciółki. Napisz do mnie, jak ci z nią ewentualnie nie wyjdzie. Na razie".

Sprawdzian

Na jednym z serwisów randkowych Jérémie dostał status VIP-a, jego profil pokazywał się na pierwszej stronie i jako pierwszy w wyszukiwaniach. Prawdziwy sprawdzian jego umiejętności był przed kamerami: talk-show. Siedział z boku przy komputerze i miał przez dwie godziny zaczepić i umówić się z jak największą liczbą dziewczyn.

Zaczynał tak:

"Cześć, podoba mi się twój profil. Pogadamy?".

"Czemu nie" - odpowiadała któraś i przystępował do ataku.

"Wiesz co, jednak nie jesteś taka fajna".

"Jak to?".

"No fajna, ale chyba nie do końca. Udowodnij, że jesteś fajna".

"Jak?".

"Opowiedz kawał".

"Eee".

"Dobry! Dwaj następny!".

"Eeeee".

"Super! No, rozwalasz mnie normalnie!".

- Odezwałem się do dziewięciu dziewczyn, z dziewięcioma się umówiłem. Prowadzący mi pogratulował, a ja po wszystkim napisałem do dziewczyn: "Sorry, dziewczyny, ale byłyście dla mnie wyzwaniem. Dziękuję wam bardzo za zaproszenia, ale żadnego spotkania nie będzie". I wtedy jedna odpisała: "Ale to fajne! Koniecznie spotkajmy się jutro".

No i się spotkaliśmy. Piękna czarna dziewczyna w kawiarni głośno mówiła o swoim życiu seksualnym i o tym, że nie ma żadnego problemu ze swoją biseksualnością. Z reguły unikam dziewczyn, które bardzo prą do przodu, i nie chciałem iść za daleko. Ona pyta: "Może spotkamy się wieczorem, o 19?".

Ja: "Niestety, mam artykuł do napisania. Nie dam rady".

Ona: "Szkoda, bo znam dobry hotel".

Dzwoni następnego dnia, a ja znowu szukam wymówki. "Mecz jest bardzo ważny. Arsenal gra przeciwko Chelsea".

"Spokojnie, nie będę ci przeszkadzać".

Więc siedzimy i oglądamy mecz, a ona w pewnym momencie na mnie wskakuje i mówi, żebym nic nie robił, tylko dalej oglądał. Rano podeszła do drzwi windy, odwróciła się i powiedziała: "Było fajnie. Powinniśmy to powtórzyć". Żadnego buziaka na do widzenia, żadnego dziękuję. A seks uprawialiśmy całą noc.

Lekcja bezpieczeństwa

- Nigdy się nie całuję na pierwszej randce - Leslie, o której znajomi mówią, że jest uzależniona od meetica (ona temu stanowczo zaprzecza), ma zbiór zasad, których się trzyma. - Pierwsze spotkanie jest zawsze w kawiarni, jak się sobie spodobamy, umawiamy się na kolację. Nigdy nie daję chłopakowi swojego numeru telefonu - i chłopaki to wiedzą, dają swój numer telefonu, a ja dzwonię z zastrzeżonego. Są tacy, którzy się wzbraniają przed podaniem swojego telefonu, i tych naprawdę nie rozumiem - jakie dziewczyna ma dla nich stanowić zagrożenie? Albo kręcą, że pracują w marketingu, ale nie chcą powiedzieć gdzie. A co ja im mogę zrobić? Przecież ich nie zgwałcę?

Do spotkania trzeba się przygotować, żeby uniknąć wpadek: - Ze zdjęcia patrzył na ciebie Tom Cruise, a do kawiarni przychodzi Quasimodo! Trzeba poprosić, żeby przysłał kilka różnych zdjęć. Kiedyś mi jeden facet coś takiego zrobił. Tygodniami rozmawialiśmy przez internet na MSN, świetnie nam się gadało, a kiedy się spotkaliśmy, okazało się, że on się jąka. Dlaczego mi tego wcześniej nie powiedział? Albo ten: też miły chłopak, ale 2,10 m. A ja nie lubię dużych facetów. Jak się ma jakąś cechę szczególną, to trzeba o tym powiedzieć. Po spotkaniu zablokowałam faceta na MSN i więcej się do niego nie odezwałam.

Leslie trochę zmieniła zasady. - Kiedyś spotykałam się z facetem po dziesięciu dniach rozmowy na MSN. Teraz wolę spotykać się wcześniej, żeby potem nie było rozczarowania. Nie ma co marnować czasu, jak nic z tego może nie być. Nie chcesz, odkładasz na półkę. Jak w sklepie. I przeglądasz inne półki.

Lekcja na jedną noc

- Nigdy nie miałem problemu, żeby znaleźć dziewczynę na jedną noc - wyznaje Jérémie bez ogródek. - To nieprawda, że dziewczyny nie chcą seksu na pierwszej randce, że chcą seksu mniej niż faceci. Chcą. Tylko trzeba wiedzieć, kiedy szukać. Do seksu w internecie najłatwiej znaleźć dziewczynę po godz. 21. W zależności od pory dnia spotykasz różne dziewczyny: w ciągu dnia to albo studentki, albo bezrobotne, albo bardzo leniwe w pracy.

Piszę tak: "Słuchaj, przeżyłem tsunami, teraz każdy dzień się dla mnie liczy" albo: "Jeżdżę skuterem, nigdy nie wiadomo, czy nie wyląduję pod ciężarówką".

Albo zalewam ją listą pytań: "1. twój ulubiony film, 2. jakiej słuchasz muzyki?, 3. wolisz czerwony czy niebieski?, 4. twoja ulubiona pozycja?, 5. co robią twoi rodzice?, 6. czy lubisz psy?". Dziewięć razy cię odrzucą, za dziesiątym będziesz miał seks. I o to chodzi. W internecie odrzucenie nie boli. Nie dostaniesz w twarz. Najpewniej po prostu nie dostaniesz odpowiedzi. To jest tak jak z orzechami w czekoladzie. Chcesz dotrzeć do orzecha, ale dziewczyna lubi czekoladę, lubi coś słodkiego. Trzeba się postarać. I nawet sobie nie wyobrażasz, do czego są zdolne. Kiedy dzielą nas dwa monitory, znikają wszelkie tabu. Nie ma zakazanych tematów. A co potrafią robić z kamerą...

Lekcja zrywania

Leslie przez serwis w internecie znalazła kilku chłopaków, z którymi była przez jakiś czas. - Był Ciril, Stefan, Mathiew - on był słodki, Adrian. Z jednym zerwałam, bo już po miesiącu nalegał, żebym poznała jego rodziców. Przeraziło mnie, że się aż tak zakochał w miesiąc. Mnie się też zdarza szybko zakochać, ale raczej tego nie pokazuję.

Innego przyłapałam, jak na meeticu gadał z inną dziewczyną. Chciałam przyjaciółce pokazać jego zdjęcie, a on w tym czasie czatował z jakąś dziewczyną. Niektóre dziewczyny specjalnie sobie pseudonimy dobierają, żeby sprawdzić, co robi ich chłopak. Ja tego nie robię. Ale nie-którzy faceci po prostu nie potrafią przestać.

Z ostatnim chłopakiem byłam przez pięć miesięcy. To już był poważny związek. W sobotę wieczorem mieliśmy się spotkać z jego mamą, a on mi rano przesłał e-maila, że ze mną zrywa. Zostawił mnie e-mailem! Wtedy doszłam do wniosku, że nie zrobiłby tego w taki sposób, jeśli poznalibyśmy się nie w internecie, ale np. w kawiarni.

Ale Leslie znów promienieje. Od dwóch dni jest z François. - Spotkaliśmy się trzy tygodnie temu. Trochę się rozczarowałam, bo na zdjęciu wyglądał lepiej. I jest też o rok młodszy ode mnie, a chciałam faceta rok do pięciu lat starszego. Pokażę ci jego zdjęcie - Leslie loguje się do meetica. - Jak jestem z kimś, nie wchodzę na meetic. Takie mam zasady.

I nagle marszczy brwi: - Ostatnie połączenie dziś? - na profilu jej nowego chłopaka pojawia się informacja, że też się dziś logował. Po chwili Leslie macha lekceważąco ręką. - Tylko połączenie. Nie ma żadnych kontaktów. Ja mu pokażę! - śmieje się zawadiacko i wystukuje na klawiaturze wiadomość: "Jestem tu z dziennikarką i chciałam jej pokazać twoje zdjęcie. Wchodzę i co widzę??????? Że dzisiaj łączyłeś się z meetic!!!!!!!!!! Po co?:-)".

Lekcja realu

Jérémie ostentacyjnie ogląda się za przechodzącymi dziewczynami, które udają, że go nie zauważyły: - Chciałbym już teraz znaleźć kogoś na stałe. Zmienianie dziewczyn po jakimś czasie robi się męczące.

Idealna dziewczyna? - 1,60 m wzrostu - nie może być wyższa niż ja. Inteligentna, ale nie może być inteligentniejsza niż ja.

Szczupła. Piersi raczej nieduże, żeby w ciągu dziesięciu lat nie musiały zacząć walczyć z grawitacją. Nie może być za ładna, bo ładne dziewczyny wiedzą, że się podobają, i nie będą o ciebie walczyć. I dobrze, żeby była Żydówką, bo żydowskość dziedziczy się po matce. Ale jak się zakocham w nie-Żydówce, to też będzie dobrze. Byłem już kiedyś długo z Hinduską. W ogóle jak się zakocham, to wszystko inne nie będzie miało znaczenia. Jak wezmę ślub, to zwiążę się na wieczność. A to całkiem długo. I wcale mnie to nie przeraża.

Brak komentarzy: