wtorek, 11 marca 2008

Prawdziwe życie fałszerza

Thorsten Schmitz/10.03.2008 07:00
Abraham Sonnenfeld przeżył pobyt w Sachsenhausen i Ebensee
Dla niego uhonorowany Oscarem film o żydowskich fałszerzach w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen jest późnym zadośćuczynieniem doznanych cierpień.
Smutkiem napawa go fakt, że przez wiele lat nawet wśród swoich bliskich nie potrafił wzbudzić zainteresowania tym, jak udało mu się tego dokonać. Dwóch dorosłych synów wiedziało tylko, że ojciec zdołał się uratować, bo za czasów Trzeciej Rzeszy parał się fałszowaniem pieniędzy. Również wnuki znały "w ogólnych zarysach" jego historię, ale nie okazywały zbytniej chęci do zgłębiania szczegółów. – Wszystko jest za bardzo skomplikowane – stwierdza Sonnenfeld, wstając z różowej kanapy. W ostatnim czasie ciągle dzwoni telefon.

Obóz koncentracyjny Sachsenhausen, fot. AFP


Nagle narzekania na brak zainteresowania jego życiem ustąpiły miejsca ogromnej ciekawości. Sonnenfeld żyje w Givataim, na przedmieściach Tel Awiwu. Teraz musi przywyknąć do sytuacji, że dzieci i wnuki zadają mu pytania, wydzwaniają obcy ludzie i zapraszają go do udziału w talk-show. Wszystkiemu winien film "Fałszerze". Austriacko-niemiecka koprodukcja pojawiła się w europejskich kinach w ubiegłym roku. Film zdobył Oscara w kategorii najlepszego obrazu nieanglojęzycznego i właśnie wchodzi na ekrany izraelskich kin.

Po raz pierwszy Sonnenfeld usłyszał o nim od swojej kuzynki z Londynu. Pewnego ranka zadzwoniła podekscytowana i opowiadała o "Fałszerzach" obejrzanych poprzedniego dnia. – Abraham, musisz koniecznie zobaczyć ten film – powiedziała. – Nareszcie ktoś opowiada historię twojego życia!

Jeszcze tego samego dnia Sonnenfeld surfował w internecie poszukując DVD z nagraniem filmu. Kiedy wreszcie, po dwóch tygodniach, na niego trafił, "był tak zdenerwowany, że aż cały dygotał". Wspólnie z synami i wnukami obejrzał dzieło i spotkało się ono z wielkim odzewem rodziny. Jedna z wnuczek stwierdziła: "Dziadku, teraz nareszcie rozumiem, jak ci się udało przeżyć!". – Cóż, film jest bardziej interesujący od moich suchych opowieści – komentuje Sonnenfeld.

Sonnenfeld jest dobrze zbudowanym mężczyzną, z burzą siwych włosów mimo 82 lat na karku. Przez czterdzieści lat pracował jako inżynier oprogramowania i trudno nie zauważyć jego fascynacji techniką. Na kanapie w salonie leżą dwa laptopy, w gabinecie stoi komputer. Sonnenfeld ma dwie komórki, dwa bezprzewodowe telefony i jeden tradycyjny. Na komodzie stoi ogromny telewizor plazmowy, obok wieża stereo, na ścianach tykają cyfrowe zegary ze wskaźnikiem temperatury. Od śmierci żony przed dziesięciu laty mężczyzna mieszka sam. Wolny czas poświęca technice i odbieraniu telefonu, od uroczystości rozdania Oscarów dzwoniącego bez przerwy. Jego numer wynajdują rozproszeni po świecie przyjaciele, którzy zobaczyli go w telewizji i w izraelskich gazetach.

"Fałszerze" pokazują absurdalną, lecz prawdziwą historię z obozu Sachsenhausen, w którym na zlecenie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy musiało pracować 144 żydowskich więźniów. Tym samym film opowiada również historię Abrahama Sonnenfelda. Żyje jeszcze trzech dawnych więźniów z grupy 144 Żydów zajmujących się w Sachsenhausen podrabianiem angielskich funtów szterlingów, amerykańskich dolarów, a także paszportów i innych dokumentów. Jeden z nich to Sonnenfeld, inny to Adolf Burger, uczestniczący w pisaniu filmowego scenariusza.

Abraham zawdzięcza przeżycie swemu ojcu, właścicielowi drukarni w ówczesnej Transylwanii. Młody chłopak w czasie letnich wakacji pracował w ojcowskim zakładzie – aż do wejścia niemieckiej armii, wywłaszczenia Żydów i deportowania ich do obozu koncentracyjnego. Latem 1944 roku całą rodzinę wysłano do Auschwitz. Sonnenfeld do dzisiaj pamięta, jak "doktor Mengele stał na rampie i przeprowadzał selekcję kierując się własnym kaprysem". Abrahama Sonnenfelda, jego ojca i wujka uzanano za zdolnych do pracy. Za dwa dni mieli zostać wysłani do kamieniołomów.

Wtedy wydarzył się jeden z wielu cudów. Obozowi komendanci wstrzymali transport i zapytali, czy wśród więźniów są drukarze lub graficy. Sonnenfeld zgłosił się i zdał egzamin obsługiwania maszyny drukarskiej. Następnego dnia wysłano ich do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. – Pozwolono nam podróżować w przedziałach pasażerskich, zamiast w bydlęcych wagonach – wspomina Abraham. W filmie wśród nowych przybyszów panuje konsternacja, kiedy esesmani prowadzą ich do baraków 18 i 19. Na łóżkach leżą czyste białe prześcieradła i poduszki, są prysznice, ciepła woda, jedzenie i schludne toalety. Sonnenfeld potwierdza: "Tak było naprawdę!".

Radość z uniknięcia pobytu w Auschwitz ustąpiła wkrótce przeświadczeniu, że naziści prowadzą perfidną grę, wykorzystując do niej 144 żydowskich więźniów. Baraki 18 i 19 były obozem w obozie, otoczone drutem kolczastym, strzeżone dzień i noc przez esesmańskich siepaczy. Sprawdzali, czy fałszerze nie kradną banknotów i nie rozmawiają ze zwykłymi więźniami. Fałszerski warsztat, ochrzczony imieniem majora SS Bernharda Krügera – "Operacja Bernhard" – był pilnie strzeżonym przedsięwzięciem. Tylko najwyżsi nazistowscy dygnitarze byli wtajemniczeni w największą akcję fałszerską wszechczasów. W latach 1943-1945 grupa Żydów podrobiła 136 milionów funtów szterlingów. Suma ta czterokrotnie przewyższała ówczesną wartość wszystkich rezerw walutowych Banku Anglii. Naziści chcieli zasypać Wielką Brytanię fałszywymi pieniędzmi i doprowadzić do załamania tamtejszej gospodarki. Później finansowali podróbkami machinę wojenną Trzeciej Rzeszy. Nie byli pierwszymi, którzy wymyślili wprowadzanie do obiegu podrabianych pieniędzy. Już w latach 1790-1796 Anglia przemycała sfałszowane banknoty do Francji w celu sabotowania Rewolucji Francuskiej.

Abraham Sonnenfeld często pracował nocami i sortował falsyfikaty według klasy A, B i C. Nominały o kategorii A "były banknotami akceptowanymi przez banki". Serię C przeznaczono do zrzucenia nad Anglią.

Najgorsza była niepewność. Grupa 144 więźniów doskonale zdawała sobie sprawę, że zostanie zamordowana, by świat nie dowiedział się o tajemnicy Trzeciej Rzeszy. – Wiedliśmy dostatnie życie, ale wisiał nad nami miecz Damoklesa – opowiada Sonnenfeld. Pod koniec wojny, kiedy radziecka armia zbliżała się od wschodu do Berlina, 144 fałszerzy musiało w ciągu nocy zdemontować urządzenia i zostało wysłanych do obozu koncentracyjnego Mauthausen, a potem do podobozu Ebensee. W podziemnych sztolniach położonych w Alpach i zbudowanych rękami żydowskich więźniów naziści planowali kontynuowanie prac badawczych nad budową rakiet.

– Z jednej strony mieliśmy nadzieję, bo zdawaliśmy sobie sprawę z naszego znaczenia dla nazistów, a z drugiej ...byliśmy przecież Żydami – mówi Sonnenfeld. Ostatecznie alianci oswobodzili 144 fałszerzy i pozostałych obozowych więźniów. W 1959 roku z austriackiego jeziora Toplitzsee nurkowie wydobyli część zatopionych banknotów i maszyn drukarskich.

– Początkowo nikt nie chciał wierzyć, że na zlecenie nazistów fałszowaliśmy pieniądze – dodaje Abraham Sonnenfeld. – Dobrze, że na ten temat powstał wreszcie film.

Brak komentarzy: