wtorek, 8 kwietnia 2008

Polski żołnierz zginął w Afganistanie

Marcin Górka
2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 08:29

Starszy szeregowy Grzegorz Politowski ze Szczecina został śmiertelnie ranny, gdy pod jego hummerem wybuchła mina-pułapka

Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG
W Afganistanie służy 1,2 tys. polskich żołnierzy. W sierpniu 2007 r., także w wybuchu miny-pułapki, zginął por. Łukasz Kurowski. Na zdjęciu: 15 sierpnia 2007 r. Żołnierze w bazie Szaran żegnają por. Kurowskiego
ZOBACZ TAKŻE
Politkowski miał 26 lat, służył w armii od 2002 r. jako kierowca. Niedługo miał wracać do domu, bo w maju kończy się służba drugiej zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

Wczorajszy wypadek to niemal kalka poniedziałkowego zdarzenia w tej samej prowincji Ghazni. Wtedy polski hummer wjechał na minę 12 km od bazy Ghazni, jadąc na spotkanie ze starszyzną powiatu Wazhab. Żołnierze mieli szczęście - mina wybuchła pod przednim kołem, dwaj Polacy zostali ranni w nogi.

Wczoraj polski patrol wyjechał z Ghazni do sąsiedniego powiatu Waghez. Celem było spotkanie ze starszyzną plemienną i omówienie sprawy inwestycji wojska w infrastrukturę w tym rejonie. O godz. 10.45 lokalnego czasu, 14 km od bazy, hummer wjechał na minę-pułapkę. Stało się to w odległości półtora kilometra od miejsca, gdzie w poniedziałek wybuchł ładunek pod innym polskim hummerem.

St. szereg. Grzegorz Politowski z 5. pułku inżynieryjnego w Szczecinie został śmiertelnie ranny. Zmarł w szpitalu wojskowym w Orgun-E, gdzie zabrał go amerykański śmigłowiec.

Mina wybuchła tym razem z tyłu, po lewej stronie pojazdu. Politkowski jechał w hummerze jako pasażer, siedział tuż przed kanistrami z benzyną. Najprawdopodobniej w wyniku eksplozji paliwo wybuchło, ciężko raniąc żołnierza.

Kierowca hummera st. szer. Przemysław C. miał więcej szczęścia - jest tylko bardzo potłuczony. Śmigłowcem z Orgun-E został przewieziony już do głównej bazy w Bagram pod Kabulem.

Polskie dowództwo odwołało wszystkie operacje w prowincji Ghazni. W najbliższych dniach na rozmowy ze starszyznami innych leżących na tym terenie powiatów miały wyjeżdżać kolejne patrole.

Żołnierze uważają, że poniedziałkowe i wtorkowe wypadki nie są przypadkowe. - To sygnał, że talibowie wiedzą, gdzie można spodziewać się naszych patroli - stwierdził jeden z wojskowych, który spędził pół roku w Ghazni. - I "informują" nas, byśmy nie czuli się pewnie.

- Spodziewaliśmy się tego. Zaczęła się wiosna, a wtedy nasilają się ataki talibów - powiedział nam wysokiej rangi wojskowy w polskiej armii.

Polacy jechali wczoraj hummerem z opancerzeniem tzw. kit 5, czyli najlepszym dla tego typu pojazdu. W lutym w takim samym hummerze w wybuchu miny-pułapki zginęło dwóch innych polskich żołnierzy w okolicy bazy Szaran w prowincji Paktika. MON zapowiedział, że zapewni naszej armii w Afganistanie bezpieczniejsze pojazdy do patroli. Ale procedura zakupu 120 nowych samochodów dopiero ruszyła i wojsko może się ich spodziewać dopiero za rok.

Od początku polskiej misji w Afganistanie, czyli od maja ubiegłego roku, zginęło tam czterech Polaków.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: