wtorek, 8 kwietnia 2008

Szczecin przeżył ciemność

Andrzej Kraśnicki, kul, mpr, Szczecin
2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 00:32

Ciemno, zimno, bez wody, szkół, banków, z wojskiem na ulicach. To była największa awaria elektryczna w Polsce od II wojny światowej

Zobacz powiekszenie
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Połamany i powykręcany maszt jednej z dwóch głównych linii energetycznych zasilających Szczecin. Na zachód od Goleniowa runęło dziewięć takich słupów
Zobacz powiekszenie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
W sklepach zabrakło pieczywa
Zobacz powiekszenie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Śnieg utrudnił ruch drogowy
Wtorkowy, nareszcie pogodny wieczór, zmrok. Szczere pole na zachód od Goleniowa, 15 km od Szczecina. Asfaltową ścieżkę przecina sześć kabli grubych jak ręka dziecka. Prowadzą w głąb pola, do tego, co zostało z gigantycznych słupów. Część leży na ziemi, inne są jakby ukręcone, dolna część jeszcze sterczy, górna zwisa bezładnie.

To tutaj doszło do nieszczęścia. Dziewięć megasłupów runęło dwie minuty po północy z poniedziałku na wtorek pod naporem lepkiego śniegu, który sypał od wieczora non stop przez kilkanaście godzin. Osiadał na kablach, zamieniał się w lód. Na to spadały kolejne porcje płatków.

Odbudowa zachodniej linii potrwa tygodnie, może miesiące. Na szczęście druga główna linia doprowadzająca prąd od południa ucierpiała mniej. Śnieg zerwał tylko kable. To się udało naprawić i wczorajszej nocy większość miasta miała już to, czego brakowało przez dobę - prąd.

Szczęście w nieszczęściu, że do katastrofy doszło w nocy. Nikt nie został uwięziony w windzie, nie stanęły kolejki czy tramwaje.

Szczecinianie budzili się w chłodnych mieszkaniach. Nie działał telewizor, telefon, komórka, nie było wody w kranie. Dopiero z samochodowego radia dowiadywali się, że awaria jest tak potężna.

Większość firm, w tym największe - stocznia i port - ogłosiły dzień wolny od pracy. Centra handlowe były zamknięte, za to małe sklepiki przeżywały wielkie chwile.

Przez cały dzień miasto wyglądało jak opuszczone. Mały ruch, martwe światła sygnalizacyjne. Sporo policji i żandarmerii.

Ludzie spokojni. Wielu nawet rozbawionych z powodu dnia wolnego od pracy i - zwłaszcza - szkoły.

Tylko raz widziałem prawdziwą złość - kobiety, która wdrapała się na XVII piętro, by dowiedzieć się, że jej biuro nie pracuje.

Pojawił się problem, co jeść. - Ludzie kupują chleb, mleko i wodę. Załatwiłam dodatkową dostawę chleba - mówiła w południe Joanna Pałyga, kierowniczka sklepu w centrum. - Woda się kończy, innych napojów wystarczy.

20-metrowa kolejka ustawiła się przy punkcie sprzedaży hot dogów na pl. Rodła. - Nie nadążam! - krzyczał sprzedawca Tomasz Rogulski. - Stoję po hot doga, to może być jedyny ciepły posiłek - mówiła Katarzyna Piórkowska.

Inny problem - martwe kasy fiskalne. Ale dyrektor Izby Skarbowej zdecydował, że towary pierwszej potrzeby, napoje można sprzedawać bez kas.

Po południu sytuacja zaczęła się powolutku poprawiać. Najpierw światła zapaliły się w okolicach Dworca Głównego PKP.

Powrót prądu oznaczał spadek napięcia w szczecińskim oddziale Enea Operator.

- Z niczym takim się jeszcze nie spotkaliśmy - mówi Jarosław Dobrzyński, doradca dyrektora. Byliśmy bezsilni.

- Ile osób zostało bez prądu?

- Kilkaset tysięcy.

Według szacunków urzędu prezydenta ok. godz. 20 prąd wrócił do 80 proc. mieszkań.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: