awe
2008-05-05, ostatnia aktualizacja 2008-05-05 14:09
- Mam osobistą satysfakcję, że można wypowiedzieć więcej niż jedno zdanie i nikogo nie obrazić - tak premier Donald Tusk ocenił w TVN24 swoje pierwsze telewizyjne orędzie. Dodał, że spodziewał się krytycznych uwag opozycji i "nie oczekuje od niej pochwał".
ZOBACZ TAKŻE
- Tusk do uczniów i emerytów (05-05-08, 01:00)
- Make love not PiS, czyli weekend z premierem (05-05-08, 01:00)
- Klich: Oszczędności nie kosztem zdolności operacyjnych (03-05-08, 19:14)
- Komentarze po orędziu premiera Tuska (02-05-08, 21:45)
- Premier w TV o solidarności pokoleń (02-05-08, 20:19)
Premier podkreślił, że PiS był w trudnej sytuacji, bo musiał porównywać orędzia prezydenta i premiera. Odrzucił też zarzuty o jałowość wystąpienia i brak konkretów. - Co się porobiło z uczestnikami debaty publicznej, że uważają za pierwszą cnotę awanturę - pytał Tusk. Zaznaczył, że w wystąpieniu mówił o głodnych dzieciach. - Nie wiem, czy to jest słodki temat - stwierdził. Nie zgodził się, że orędzie nie niosło treści, bo nie używał "rekwizytów typu gej z Kanady. - Wszyscy stajemy się ofiarami nasyconego teatru, bo jeśli coś co nie ocieka krwią nie znajduje uwagi w mediach - stwierdził.
Tusk nie wykluczył, że "jego rząd czasem nie umie przekazać tego co robi", choć stwierdził, że jego rząd raczej zbiera pochwały za politykę informacyjną.
- Kiepscy to dobry serial - przyznał premier pytany producenta orędzia. Firma producencka, która przygotowywała wystąpienie szefa rządu produkuje również serial komediowy "Świat według Kiepskich". - Dla mnie jest ważne, żeby orędzie było przygotowane tanio i sprawnie - powiedział. Według niego koszt podobnej produkcji w telewizji publicznej zostałby pokryty z kieszeni podatnika. Premier przekonywał, że oszczędził w ten sposób ok. 10 tys. zł. Pytany w jaki sposób został wybrany wykonawca stwierdził, że "mieliśmy do tej firmy zaufanie".
Słowa premiera potwierdziła także rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka. Poinformowała, że całkowity koszt produkcji orędzia wyniósł 11 tysięcy 36 złotych. - Było bardzo mało czasu na przygotowanie i zorganizowanie orędzia przed długim weekendem. Zależało nam na tym, żeby orędzie było sprawnie nagrane przez ekipę do której mamy stuprocentowe zaufanie. W związku z tym zdecydowaliśmy się na zamówienie pracy u firmy zewnętrznej - wyjaśniła Liszka. Jak dodała, firma nie została wybrana w przetargu, ponieważ kwota zamówienia była bardzo niska.
"W 2011 chcemy być gotowi do wejścia do strefy Euro"
- Chcielibyśmy tworzyć budżet nie na podstawie tego, co resorty chciałyby mieć, ale skłoniliśmy z ministrem finansów do przyjęcia zasady: zaczynamy od zera i każdy wydatek musi być uzasadniony - powiedział Tusk pytany o oszczędności w budżecie. Zapewnił, że dzięki temu ministrowie znajdują pieniądze wydawane nie zgodnie z przeznaczeniem. Przypomniał, że
od 1 stycznia wchodzi w życie nowa ustawa podatkowa. Do budżetu wpłynie przez to od 7 do 8 mld mniej. - Musimy zaoszczędzić i mniej tych pieniędzy wydać - powiedział. Pytany o planowane podwyżki dla nauczycieli stwierdził, że nie ukrywa, że pewne zapisy w Karcie nauczyciela trzeba zmienić, a najlepiej ograniczyć do minimum. Wówczas jego zdaniem takie podwyżki będą możliwe. Podkreślił, że zależy to od decyzji nauczycieli, a zwłaszcza nauczycielskich związków zawodowych.
- Chciałbym żeby w roku 2011 Polska była gotowa do wejścia do strefy Euro - przyznał premier. -Zrobimy wszystko, żeby być gotowymi, ciekawe czy będzie wola polityczna do przyjęcia Euro - dodał.
"Wiem, z kim rozmawiałem w Juracie"
- Treść ustawy kompetencyjnej nie była przedmiotem, ustaleń w Juracie - przyznał Tusk Marcowe spotkanie na Helu miało służyć wypracowaniu kompromisu w sprawie ratyfikacji Traktatu z Lizbony. Prezydent i szef rządu ustalili m.in., że nastąpi nowelizacja ustawy o współpracy rządu z parlamentem w sprawie członkostwa Polski w UE, czyli tzw. ustawy kompetencyjnej z 2004 r.
- Treść ustawy kompetencyjnej nie była przedmiotem ustaleń; bo nikt tego nie ukrywał, przecież także prezydent i wszyscy byli tego świadomi, że tak naprawdę w Juracie prezydent szukał wyjścia z tego zaułka, w który został wpędzony trochę własnym orędziem, a trochę działalnością swojego brata i jego partii"- powiedział Tusk.
Premier podkreślił, że dzień po spotkaniu na Helu bardzo szczegółowo zreferował na konferencji prasowej ustalenia spotkania z prezydentem i - jak zaznaczył - mimo że minęło wiele tygodni, "nikt tego nie kwestionował".
W zeszłym tygodniu własny projekt ustawy kompetencyjnej przedstawił klub PiS. Przedstawiciele tej partii przekonywali, że projekt został skonsultowany z Kancelarią Prezydenta; zakłada on m.in., że przedstawiciele Polski na forum UE będą musieli dysponować zgodą prezydenta, Sejmu, Senatu i Rady Ministrów w sprawach dotyczących zmiany sposobu podejmowania decyzji przez instytucje UE (np. zmiany zasad głosowania).
Tusk przyznał, że "PiS ma prawo złożyć własny projekt", ale - jak stwierdził - zawartość tego projektu "nie ma nic wspólnego" z jego ustaleniami z prezydentem. - Niezależnie od tego, że prezydent i były premier są do siebie bardzo podobni, dokładnie wiem z kim rozmawiałem w Juracie i to był z całą pewnością prezydent - dodał premier.
Tusk poinformował, że rząd przesłał założenia dotyczące zmian ustawy kompetencyjnej do Prezydium Sejmu. "Przekazałem do Prezydium Sejmu, zgodnie z moim zobowiązaniem, założenia, taki projekt ustawy, który z punktu widzenia rządu i prawników rządu byłby optymalny" - podkreślił. Pytany co jest w przesłanym projekcie, powiedział: "w założeniach szanujemy konstytucyjne uprawnienia poszczególnych organów władzy". Tłumaczył, że rząd podejmując jakiekolwiek decyzje dotyczące kluczowych spraw - Polska w UE" odpowiadałby przed całym Sejmem, a nie tylko przed jego komisjami. "Ale to jest tak naprawdę drobna korekta - ocenił szef rządu.
"Podoba mi się bycie premierem"
Tusk przypomniał w tym kontekście, że w czasie zeszłorocznego szczytu UE, na którym negocjowany był Traktat Lizboński, Lech Kaczyński samodzielnie podejmował decyzje dotyczące zmiany polskiego stanowiska w sprawie sposobu podejmowania decyzji w UE. - Chciałbym jeszcze raz zwrócić państwa uwagę, że wtedy, kiedy prezydent Lech Kaczyński zmieniał ustalenia, które zapadły w kraju, dotyczące np. sposobu ważenia głosów w przyszłym Traktacie Lizbońskim, to nikt w PiS - mimo uchwały sejmowej - nie podnosił krzyku i alarmu, że Lech Kaczyński prowadzi zbyt samodzielną politykę, mimo że odstąpiono na tym spotkaniu od korzystnego zapisu dla Polski - dodał Tusk.
- Nie wiem, czy będę kandydował na prezydenta - tak Tusk ocenił opublikowany przez dzisiejszy "Dziennik" sondaż prezydencki, w którym znalazł się czołowej pozycji. - Podoba mi się bycie premierem. Rząd jest miejscem, gdzie zapada więcej decyzji - przyznał.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz