wtorek, 30 września 2008

MON nie może nad Polską zestrzelić porwanego samolotu z pasażerami

awe, PAP, alx ,rik
2008-09-30, ostatnia aktualizacja 2008-09-30 18:50
Zobacz powiększenie
Fot. MAX ROSSI REUTERS

Trybunał Konstytucyjny uchylił przepis pozwalający na zestrzelenie porwanego samolotu, który może być użyty do ataku terrorystycznego. Według TK, zapis jest nie do pogodzenia z konstytucyjnymi zasadami ochrony życia oraz godności człowieka, które uznano za priorytetowe. Lech Kaczyński uważa, że teoretycznie decyzja dotycząca zgody na zestrzelenie samolotu porwanego przez terrorystów powinna należeć do prezydenta, a nie do ministra obrony narodowej.

Zobacz powiekszenie
Fot. CZAREK SOKOLOWSKI ASSOCIATED PRESS
Trybunał Konstytucyjny
Pięcioosobowy skład TK uwzględnił skargę I prezesa Sądu Najwyższego prof. Lecha Gardockiego na zapis prawa lotniczego, który zezwala władzom na zniszczenie samolotu pasażerskiego, np. gdy porwali go terroryści i może stanowić zagrożenie - jak w przypadku ataków z 11 września 2001 roku w USA.

Wcześniej przedstawiciel Sejmu Wojciech Szarama (PiS) porównał taką sytuację do istniejących od dawna w prawie instytucji obrony koniecznej lub stanu wyższej konieczności. Dodał, że osoby podejmujące tak trudny wybór muszą mieć pewność, że działają zgodnie z prawem i że nie będą odpowiadać karnie.

"Na ziemi bezbronni jak w powietrzu'

Reprezentujący prokuratora generalnego Igor Dzialuk mówił, że uregulowania w takiej sprawie muszą być szczególnie wymagające, a liczba zestrzeleń samolotów cywilnych na świecie "wcale nie była znikoma". Adam Dymerski z MON podkreślał, że chodzi o akt samoobrony społeczeństwa przed bezprawnym atakiem. Zwrócił uwagę, że pasażerowie porwanego samolotu "i tak są poddani woli terrorystów". - Ci ludzie są skazani na śmierć przez sam fakt zawładnięcia statkiem. Ludzie na ziemi są tak samo bezbronni jak ci w powietrzu, ale wobec nich możemy jeszcze podjąć akcję ocalającą - powiedział.

Marcin Wereszczyński z MSWiA powiedział z kolei, że resort podziela tezy I prezesa SN.

"Nigdy nie wiemy, co się stanie"

Reprezentujący przed TK I prezesa SN Włodzimierz Wróbel zwrócił uwagę, że obrona konieczna pozwala na atak na agresora, ale nie na jego ofiarę, a w stanie wyższej konieczności można poświęcić tylko dobro niższe niż ratowane. Według niego, ratowanie większej liczby osób przy poświęceniu mniejszej liczby osób jest niedopuszczalne.

- Stwierdzenie, że pasażerowie porwanego samolotu za chwilę zginą jest o tyle niezasadne, że nigdy nie wiemy co się dzieje w takim samolocie - podkreślił. Dodał, że nie kwestionuje zestrzelenia samolotu bezzałogowego lub takiego, w którym są tylko terroryści.

Sędzia Teresa Liszcz powiedziała w ustnym uzasadnieniu wyroku, że możliwość uchronienia się od ataku przy użyciu porwanego samolotu jest w praktyce nierealna. Powołała się na mały obszar Polski, duże prędkości przelotowe i krótki czas dolotu do obiektów - celów ewentualnego zamachu. Podkreśliła, że właściwym sposobem uniknięcia takiego zamachu jest skuteczna ochrona lotnisk.

Werdykt jest ostateczny; wejdzie w życie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

L. Kaczyński: Decyzja o zestrzeleniu porwanego samolotu powinna należeć do prezydenta

Lech Kaczyński uważa, że teoretycznie decyzja dotycząca zgody na zestrzelenie samolotu porwanego przez terrorystów powinna należeć do prezydenta a nie do ministra obrony narodowej. - Teoretycznie tego rodzaju uprawnienie powinno być uprawnieniem jednak prezydenta RP - powiedział Lech Kaczyński na konferencji prasowej w Elblągu. Jak zaznaczył prezydent należy "pamiętać, że jest to uprawnienie do wydania wyroku śmierci i to nie na winnych".

L. Kaczyński podkreślił, że popiera karę śmierci. "Ja byłem, jestem i pozostanę zwolennikiem kary śmierci za zabójstwo" - mówił Lech Kaczyński. - Natomiast nigdy w życiu bym nie podjął decyzji o tym, żeby życie tracili kompletnie niewinni ludzie, którzy nie są od tego, żeby walczyć - zaznaczył prezydent.

Podkreślił, że na całym świecie istnieją siły zbrojne i inne służby, których obowiązkiem jest narażać swoje życie. Ludzie, którzy przystępują do tej służby - mówił Lech Kaczyński - "wiedzą, a przynajmniej powinni o tym wiedzieć, że taki jest ich wybór, który trzeba przyjmować z najwyższym szacunkiem i estymą".

- Jeżeli chodzi o obecnego ministra obrony narodowej - kłaniając mu się głęboko - to nie sądzę, aby takie uprawnienie było potrzebne, bo na razie raczej, powiedzmy sobie, jest pewna ostrożność w naszej armii nagradzana i pod tym względem to na pewno jest precedens w skali dziejów - powiedział prezydent.

Brak komentarzy: