Polska w grupie 1 najbliżej Euro 2008
Robert Błoński, Helsinki
Tak słabego, przeraźliwie nudnego widowiska już dawno nie widzieliśmy. Polacy po remisie 0:0 z wiceliderem grupy - Finlandią - są jednak wciąż na pierwszym miejscu, a po remisie Portugalii z Serbią 1:1 także najbliżej awansu do przeszłorocznych mistrzostw Europy
Portugalia - Serbia 1:1. Krewki ScolariTabela grupy A:
| Drużyna | Mecze | Punkty | Bramki |
| 1. Polska | 11 | 21 | 17-9 |
| 2. Finlandia | 11 | 19 | 11-6 |
| 3. Portugalia | 10 | 17 | 19-9 |
| 4. Serbia | 10 | 16 | 13-8 |
| 5. Belgia | 10 | 11 | 10-14 |
| 6. Armenia | 8 | 8 | 4-8 |
| 7. Kazachstan | 10 | 7 | 8-15 |
| 8. Azerbejdżan | 8 | 5 | 4-17 |
Chwilę później wszystko wróciło jednak do normy. Tak słabego, przeraźliwie nudnego widowiska, jak pierwsza połowa spotkania w Helsinkach dawno nie było. Oba zespoły właściwie nie chciały strzelić gola. A jeśli chciały, to nie potrafiły, bo rywal bronił się ośmioma-dziewięcioma zawodnikami. I Polacy i Finowie wyszli z założenia, że zdecydowanie trudniej będzie mecz wygrać niż go zremisować. Dlatego od samego początku obie drużyny cofnęły się do defensywy.
Przed przerwą ani Polacy, ani Finowie nie oddali celnego strzału. Grali w myśl zasady: "nie możesz meczu wygrać, to go zremisuj".
Mecz był wolny i niemrawy. Kiedy Polacy odzyskiwali piłkę, dziesięciu Finów cofało się na swoją połowę i czekało. Piłka, czy leciała dołem czy górą, zawsze trafiała pod nogi, w głowę albo klatkę piersiową Samiego Hyypii. Obrońca Liverpoolu przyciągał ją, jakby był namagnesowany. Nie wygrywał z nim ani Rasiak, ani Krzynówek. Z kolei kiedy piłkę przejmowali gospodarze meczu, to Polacy cofali się na swoją połowę i czekali, co zrobią rywale. A ci nie robili wiele. Pomysłem na grę były prostopadłe podania, ale Jeremienko nie miał szans dogonić piłki ani razu, bo był na spalonym, łapał ją Boruc albo wychodziła za boisko.
W pierwszym składzie - jak w czerwcu w Armenii - znowu zabrakło kapitana zespołu Macieja Żurawskiego. Beenhakker zdecydował się posadzić na ławce kapitana kadry po raz drugi odkąd jest trenerem. Wcześniej 31-letni napastnik zawsze był pewniakiem, a ostatni raz usiadł w rezerwie latem 2004 roku w towarzyskim meczu z Danią (1:5) przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2006. Wtedy wszedł i strzelił gola. W środę zamiast niego wystąpił Grzegorz Rasiak, który miał próbować walczyć o górne piłki ze środkowymi obrońcami Hyypią i Tihinenem.
Mecz toczył się właściwie na przestrzeni 30 metrów gdzieś w okolicy środka boiska. Piłkarze grali na stojąco, nikt nie wychodził na pozycję. Michał Żewłakow parę razy wprowadzał piłkę w okolice linii środkowej, po czym bezradnie rozkładał ręce i zagrywał do tyłu. Niemożliwością było przedostanie się środkiem, nie grały skrzydła. Jakub Błaszczykowski jeszcze próbował, ale wrzutki w pole karne nie kończyły się strzałem. Ebi Smolarek grał głównie odwrócony tyłem do fińskiej bramki i, jeśli podawał, to do tyłu. Oprócz Błaszczykowskiego nie było nikogo, kto wygrałby jakikolwiek pojedynek jeden na jednego. Jeśli zresztą udało się Polakowi, zaraz wyrastał następny Fin i wybijał piłkę. Jeśli Finowi udało się minąć Polaka, zawsze była asekuracja któregoś z kolegów.
Niewidoczny był też bohater ostatnich meczów Jacek Krzynówek. Na połowie rywala, w pobliżu fińskiej bramki tłok był niemiłosierny. Nawet kiedy Finowie tracili piłkę, szans na szybką kontrę nie było. Bo przynajmniej pięciu zawodnikach w białych koszulkach stało blisko swojej bramki i czekało na Polaków. Na mokrym boisku aż prosiło się o uderzenia z daleka, ale dwie próby Polaków były zablokowane, a trzy inne - Lewandowskiego i Smolarka - bardzo niecelne. W 42. min Joonas Kolkka kopnął zza pola karnego, ale - na szczęście - minimalnie niecelnie.
W drugiej połowie rozruszał wszystko Błaszczykowski. Wystarczyły dwa wygrane pojedynki indywidualne na połowie rywala, dobre przyspieszenie i wreszcie coś się działo. Jednak Smolarek strzelił za lekko i w środek bramki. To była idealna okazja Polaków, niestety Smolarek wyraźnie nie jest w najwyższej formie. Chwilę później uderzenie Krzynówka znowu zostało zablokowane.
Mecz stał się szybszy, a zawodnicy wreszcie zaczęli podejmować jakieś ryzyko. Kiedy tylko Polacy przyspieszali, Finom zdarzały się błędy. W 57. min Rasiak zagrał do Smolarka, ale napastnikowi Racingu Santander zabrakło centymetrów, by dogonił piłkę i uprzedził bramkarza.
Polacy grali coraz lepiej, mieli nawet przewagę. Ale ustępowali rywalom pod względem szybkości. Finowie na chwilę oddali inicjatywę i próbowali kontrować. W 69. Jeremienko nie wykorzystał błędów Jopa i Boruca, a Polsce dopisało szczęście. Piłka odbiła się od słupka, wolno potoczyła wzdłuż linii bramkowej i wyszła za boisko. Widać było, że drużyna Beenhakkera opada z sił. Niemal w ogóle nie było akcji lewym skrzydłem. Jeśli Polska stwarzała jakiekolwiek zagrożenie, to tylko z prawej strony. Szybko jednak skończyły się rajdy Błaszczykowskiego. Z lewej strony Dudka właściwie w ogóle nie włączał się do akcji ofensywnych.
Pod koniec meczu bliżej zdobycia gola byli Finowie, ale zespołowi Beenhakkera dopisało szczęście.
Stworzone okazji były efektem raczej przypadku niż przemyślanej gry. Najwięcej w tym meczu było podań do bramkarza. Skoro nie można cieszyć się z trzech punktów, trzeba być zadowolonym z jednego.
Po jedenastu meczach Polska ma 21 punktów, najmniej ze wszystkich liderów grup eliminacyjnych. Oznacza to tyle, że w grupie I każdy mógł odebrać punkty każdemu. I odbierał. Może być i tak, że zwycięzca grupy będzie miał aż trzy porażki w czternastu meczach. Na razie jednak najbliżej wyjazdu do Austrii i Szwajcarii są wciąż Polacy, który w październiku grają z Kazachstanem, a w listopadzie z Belgią i w Belgradzie z Serbią. Finów czekają m.in. wyjazdy do Portugalii i Belgii.
Skandalem zakończył się mecz Portugalia - Serbia w Lizbonie.
Trener Luiz Felipe Scolari nie wytrzymał nerwowo, bo jego drużyna, jak w meczu z Polską, pozwoliła gościom wyrównać w końcówce. I uderzył pięścią w nos serbskiego obrońcę Ivicę Dragutinovicia
Trener Luiz Felipe Scolari nie wytrzymał nerwowo, bo jego drużyna, jak w meczu z Polską, pozwoliła gościom wyrównać w końcówce. I uderzył pięścią w nos serbskiego obrońcę Ivicę Dragutinovicia
Portugalczycy prowadzili od 11. minuty po golu Simao Sabrosy. Goście rozkręcili się dopiero po przerwie, kiedy pomocników Tošicia i Krasicia zmienili napastnicy Nikola Žigić i Marko Pantelić. I w 86. minucie udało się im doprowadzić do wyrównania po błędzie niemieckiego arbitra Markusa Merka, który nie zauważył, że strzelec gola Branislav Ivanović był na spalonym.
Wściekły trener gospodarzy wdał się po meczu w dyskusje i przepychanki z serbskimi piłkarzami. Gdy obrońca FC Sevilla Ivica Dragutinović odepchnął Brazylijczyka, ten wymierzył mu cios. Kilku kolegów z wielkim trudem powstrzymało przed rewanżem wściekłego Serba. Portugalska telewizja wychwyciła, że zwraca się do Scolariego słowami: "Hijo de Puta" (sk....syn).
- Nie rozumiem zachowania Scolariego. Chciałem tylko porozmawiać z Ricardo Quaresmą, a on nagle wyrósł przede mną i mnie uderzył. Wszystko skończyłoby się spokojnie, gdyby nie wybryk tego pana. Jestem gotów wyjaśnić całą sprawę przed trybunałem UEFA i serbską federacją - oświadczył po meczu Dragutinović, który w ostatnich sekundach spotkania dostał czerwoną kartkę za faul właśnie na Quaresmie.
- Scolari stracił zimną krew z powodu wyniku, to oczywiste. Jego zachowanie było żenujące, to przecież trener byłych mistrzów świata. Ale jeśli nie umie przegrywać, powinien zmienić pracę, bo nie nadaje się do futbolu. Oczekuję od UEFA maksymalnej kary za atak na mojego zawodnika - dodał trener reprezentacji Serbii Javier Clemente.
Incydent istotnie zamierza wyjaśnić komitet dyscyplinarny UEFA. Scolariemu grozi dyskwalifikacja na kilka spotkań, co oznacza, że w meczach eliminacji Euro 2008 z Azerbejdżanem i Kazachstanem na wyjeździe oraz Armenią i Finlandią u siebie nie będzie mu wolno kierować drużyną z ławki rezerwowych.
Scolari tłumaczy, że był zdenerwowany tym, iż sędzia uznał gola strzelonego po dwumetrowym spalonym. Zaprzecza jednak, by uderzył Dragutinovicia, choć telewizyjne powtórki nie pozostawiają wątpliwości. - Nie uderzyłem go. Lekko tylko musnąłem mu włosy. Zrobiłem to w obronie Quaresmy, którego Serb uderzyłby, gdybym go nie powstrzymał. Jeśli Dragutinović twierdzi, że oberwał, to kłamie - zapewnia Brazylijczyk.
- Spalony czy nie, nic nie usprawiedliwia beznadziejnej gry w drugiej połowie meczu. Brak szybkości, zespołowości to powinno być prawdziwe zmartwienie Scolariego. On tymczasem wpadł w furię, winił Merka i Dragutinovicia, że ponownie ukarali jego bezradność. Nic nie może przemawiać za niewinnością naszego trenera. To była żenada - komentuje portugalski dziennik "A Bola".


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz