14 września 2007 r. do Warszawy przyleciały na leczenie trzy Afganki ranne w wiosce Nangar Khel ostrzelanej przez Polaków. Na zdjęciu: na noszach jedna z rannych kobiet, z prawej - jej mąż
Polscy żołnierze kłamali - nie bronili się przed talibami i nic im nie groziło. A jednak wycelowali moździerz i karabin w bezbronną wioskę. Zabili sześciu cywilów, w tym dzieci. Potem nagrali ofiary na wideo. O to oskarża ich prokuratura
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Wojna w Afganistanie i Iraku, czyli rzeź niewiniątek (15-11-07, 17:47)
- Sąd zdecydował o aresztowaniu siedmiu żołnierzy (15-11-07, 14:37)
- Areszt tymczasowy dla siedmiu żołnierzy z Afganistanu (15-11-07, 13:01)
- Wciąż nie potrafimy uwierzyć w winę umyślną (15-11-07, 08:46)
- Czy to była pacyfikacja? (15-11-07, 02:00)
- Gen. Tomaszycki: Wierzę w niewinność żołnierzy (15-11-07, 02:00)
- Żołnierze: Tylko współczuć (15-11-07, 02:00)
- Urazy psychiczne polskich żołnierzy w Iraku (20-09-04, 00:00)
O 15.00 prowadzący śledztwo prokurator Karol Frankowski ujawnił zarzuty.
Sześciu żołnierzy odpowie za zabójstwo sześciu cywilów, w tym dwójki dzieci, i za okaleczenie trzech kobiet, którym później amputowano nogi lub ręce. Grozi im dożywocie. To oni mieli strzelać do wioski z moździerza. Siódmemu grozi 25 lat więzienia za atak na obiekt cywilny, bo strzelał z karabinu i nie wiadomo, czy wyrządził komuś krzywdę.
Prok. Frankowski podkreślił, że żołnierze złamali też konwencje haską i genewską - gwarantują one, że podczas działań wojennych cywilom nic nie grozi ze strony wojska.
Przyznali się do kłamstwa
Prokuratura potwierdziła wczorajsze informacje "Gazety", że żołnierze mataczyli w śledztwie. Bo gdy w sierpniu doszło do ostrzelania Nangar Khel, opowiadali inną historię.
Ich wersja była taka: 16 sierpnia pojechali na pomoc polskim żołnierzom, którzy wpadli na minę. Na miejscu zostali ostrzelani przez talibów, którzy uciekli do wioski. Polacy pognali za nimi i chcieli ich z wioski wykurzyć. Stąd strzały. Po powrocie do obozu żołnierze okazywali skruchę.
To, co ustaliła prokuratura, stawia sprawę w zupełnie innym świetle. Żołnierze - owszem - pojechali na pomoc. Ale gdy dojechali na miejsce, nie było tam talibów i nikt ich nie ostrzeliwał. Frankowski podkreślił wyraźnie: Polakom nic wtedy nie groziło. Jednak dowódca oddziału kazał wycelować moździerz i karabin w najbliższą wioskę i otworzyć ogień. Żołnierze nie protestowali i wykonali rozkaz.
Wiadomo, że żołnierze już przyznali się do mataczenia. Wersję o wymianie ognia z talibami wymyślili na potrzeby śledztwa, bo bali się odpowiedzialności.
Makabryczna pamiątka
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że po ostrzale Polacy pojechali do wioski i masakrę nagrali na wideo. Nie wiadomo, czy była to kamera, czy telefon komórkowy: - Tego nie dało się oglądać. Wyglądało na to, że żołnierze chcieli mieć pamiątkę - mówi nasz informator, który zna szczegóły śledztwa.
Dlaczego żołnierze strzelali do wioski, a potem nakręcili ofiary? Prokuratura nie chciała ujawnić, co zeznali.
- O tym, co wydarzyło się 16 sierpnia, rozmawialiśmy zaraz po zdarzeniu - mówi mjr Tomasz Biedziak, były zastępca dowódcy Polaków w Afganistanie. - Ale te chłopaki mówili zupełnie co innego: że zostali zaatakowani i odpowiedzieli ogniem. Teraz podobno zmienili zeznania. Nie wiem, w co mam wierzyć! To były normalne chłopaki, nie żadni wojenni zbrodniarze. Wcześniej i potem normalnie wykonywali swoje zadania.
Część wojskowego środowiska broni oskarżonych żołnierzy. Huczy Niezależne Forum o Wojsku, w którym zdecydowana większość internautów to żołnierze. "Nie było mnie tam, gdy to się stało. Wiem, że to doświadczeni żołnierze i nie użyliby takiej siły bez powodu" - pisze Szturman. Ten sam, który poprosił o odesłanie do kraju ze względu na niedostatecznie opancerzone hummery w Afganistanie.
Cywile giną od początku operacji w Afganistanie, najczęściej po omyłkowych nalotach amerykańskich bombowców. Ale np. wiosną cały amerykański patrol został odesłany do kraju po tragedii pod Jalalabadem. Amerykanie twierdzili, że ich patrol został ostrzelany. Kiedy próbowali się wydostać, musieli przedzierać się przez blokujące im drogę cywilne auta. Strzelali na oślep. Zginęło ok. 30 cywilów.
Incydent z ofiarami wśród ludności cywilnej przydarzył się też w czerwcu holenderskim żołnierzom.
Wydarzenia z 16 sierpnia rozegrały się dwa dni po śmierci pierwszego polskiego żołnierza w Afganistanie. Tamten jednak służył nie w bazie Wazi-Kwa, ale w Gardez i zajmował się szkoleniem afgańskiej armii.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz