Wyznaczony przez Kreml następca Putina rozpoczął kampanię wyborczą od zaskakująco liberalnego wystąpienia. Czy to tylko liturgia pustego słowa obliczona na zmylenie międzynarodowej opinii publicznej?
ZOBACZ TAKŻE
- Rosja ogranicza liczbę obserwatorów w trakcie wyborów (29-01-08, 18:53)
- Michaił Kasjanow został wykluczony z wyborów prezydenckich w Rosji (28-01-08, 00:00)
SERWISY
"Carewicz", który bez wątpienia wygra i to już w pierwszej turze zapowiedziane na 2 marca wybory prezydenckie, za dekorację do pierwszej prezentacji swoich poglądów wybrał Forum Obywatelskie, czyli spotkanie około 1,3 tys. przedstawicieli organizacji społecznych z całej Rosji.
Debiut w kiepskich dekoracjach
Spontaniczności w zebraniu społeczników nie było za kopiejkę, bo i skąd miała się wziąć. Ze wszystkich zakątków kraju zwiozła ich do Moskwy Izba Społeczna, zrzeszający twórców i działaczy arcylojalnych wobec Kremla twór odgrywający rolę ni to rady prezydenckiej, ni to surogatu parlamentu.
Dmitrij Miedwiediew występował przed drugim już Forum Obywatelskim. Gospodynią pierwszego w 2001 r. była Ludmiła Aleksiejewa, sławna dysydentka, szefowa krytycznej wobec władzy Moskiewskiej Grupy Helsińskiej. Wtedy przedstawiciele organizacji pozarządowych gorąco spierali się z reprezentantami władzy. Najostrzej starli się sławny obrońca praw człowieka Siergiej Kowaliow z odpowiadającym za propagandową osłonę wojny czeczeńskiej urzędnikiem kremlowskim Siergiejem Jastrzembskim.
Teraz Aleksiejewej ani Kowaliowa na Forum nawet nie zaproszono. O takich, jak oni, oficjalnie mówi się w Rosji, że "szakalują w obcych ambasadach" w poszukiwaniu grantów płaconych im przez obce potęgi za zdradę ojczyzny. Zamiast nich pojawili się, jak zauważyły moskiewskie gazety, choćby przedstawiciele Stowarzyszenia Młodych Agentów Wywiadu.
Scenariusz spotkania był ułożony według sprawdzonych wzorców radzieckich. Zanim na trybunie pojawił się Miedwiediew, młoda nauczycielka z zachwytem mówiła o rozkwicie oświaty, potem oficer podwodnik domagał się mieszkań dla żołnierzy i zapewniał, że "armia doskonali się tylko na polu prawdziwej bitwy", a znana aktorka Czułpan Chamatowa wstrząsała sumieniami, apelując o dobroczynność na rzecz chorych dzieci.
Słowem dekoracje okazały się dosyć tandetne. Ale gest jest gestem. Główny kandydat na prezydenta debiutował nie przed zjazdem kremlowskiej Jednej Rosji, mundurowymi czy wspierającą władzę młodzieżówką, lecz koncesjonowanymi wprawdzie, ale przedstawicielami opinii publicznej.
Kiepski był też drugi plan debiutu następcy. Kiedy Miedwiediew występował ze swoim credo, Centralna Komisja Wyborcza rozprawiała się z Michaiłem Kasjanowem, jedynym jako tako niezależnym kandydatem na prezydenta. Komisja uznała, że część z 2 mln podpisów popierających go obywateli jest podrobiona lub wątpliwa i już na starcie można by skreślić byłego premiera z walki o prezydenturę.
Rosja powinna tłumaczyć, dokąd zmierza
A Miedwiediew mówił rzeczy niepasujące do tego marnego tła.
Ostatnio Moskwa, co przyznają sami obserwatorzy rosyjscy, w rozmowach z sąsiadami i Zachodem często sięga po "język ultimatum" i pogróżek. Gen. Jurij Bałujewski ostrzega przed możliwością prewencyjnego użycia atomowego, Putin straszy zerwaniem umów rozbrojeniowych, przywołując widmo zimnej wojny. Ton Miedwiediewa był inny, pojednawczy, bez pogróżek i potrząsania głowicami.
- "W czym najważniejszy problem państw, które tak uważnie obserwują nasz rozwój? Dlaczego wciąż się nas obawiają?" - pytał i tłumaczył: - "Odpowiedź jest, według mnie, banalna. Często po prostu nie jest dla nich jasne, dokąd zmierza Rosja i co zamierzamy robić w przyszłości. Zgodzicie się ze mną, że przez ostatnie trzy wieki świat widzi nas jako wielkich, upartych i nie do końca zrozumiałych. Że niby chcemy się rozwijać zgodnie z prawami rozwoju Europy, cywilizacji europejskiej, ale, kto wie, dokąd rzeczywiście nas poniesie. Wszystkie te obawy są żywe i dziś" - przypomniał Miedwiediew, proponując dialog: - "Powinniśmy więc otwarcie i wyraźnie tłumaczyć nasze działania i plany dotyczące gospodarki, sfery socjalnej i polityki. Powinniśmy znajdować w świecie wciąż więcej i więcej sojuszników dla wspólnego rozwiązywania aktualnych problemów międzynarodowych".
Społeczeństwo obywatelskie, samorząd i wolne media
- "Rola społeczeństwa obywatelskiego w rozwoju państwa rosyjskiego jest fundamentalna i określa wszystko pozostałe. Jest absolutnie ważna dla osiągnięcia celów ekonomicznych i socjalnych" - tłumaczył "carewicz" dodając: - "Samorząd lokalny powinien otwierać przed obywatelami możliwości samodzielnego decydowania o lokalnych problemach, tak jak to się dzieje na całym świecie - bez wskazówek i nakazów z góry. Powinniśmy starać się stworzyć model kierowania krajem oparty na kontrakcie między władzą a społeczeństwem, kontrakcie określającym wzajemne zobowiązania obu stron i zakładającym pełną odpowiedzialność władzy przed narodem".
A w budowaniu takiego modelu "wiodącą rolę powinna odgrywać kontrola, którą odgrywają organizacje pozarządowe". - "Państwo powinno okazywać im wszelką pomoc. I, rzecz oczywista, współczesne i rozkwitające państwo może dziś istnieć tylko w wolnej przestrzeni informacyjnej, której zasadniczym składnikiem są wpływowe i niezależne media - przy tym i na poziomie federalnym, i regionalnym, gdzie mamy bardzo wiele problemów, i drukowane i elektroniczne" - wyliczał Miedwiediew.
Samorząd, kontrakt społeczny, wolne media to tematy, których w putinowskiej Rosji, jak tematu sznura w domu powieszonego, poruszać się raczej nie powinno. Za ustępującego prezydenta zlikwidowano zasadę wyboru gubernatorów. Wyznaczani teraz przez Kreml, sami wyznaczają gospodarzy miast i rejonów (powiatów). W Rosji nazywa się to dziś "pionem władzy", chlubą i symbolem porządku, który zaprowadził Władimir Putin. Swobodą słowa zaś skutecznie zajęli się skrytobójcy z pistoletami i truciznami dopadający krytyków władzy nawet w zamorskich krajach. A także oficjalni propagandziści namiętnie opluwający instytucje i ludzi, którzy ośmielają się jeszcze afiszować ze swą niezależnością.
Korupcja na wielką skalę
Dzisiejsi przywódcy Rosji przy każdej okazji chlubią się tym, że państwo odzyskuje swą dawną „wielkość”, „przodującą rolę”. Miedwiediew też wskazał dziedzinę, w której kraj przoduje przynajmniej w Europie: - „Rosja to, bez przesady, kraj prawnego nihilizmu. Taką pogardą dla prawa nie może «się pochwalić » żadne inne państwo europejskie. Dziś duch pogardy dla prawa jest wszechobecny. I w codziennym życiu zwykłego obywatela, który bez wahania kupuje pirackie dyski. I w biznesie - kiedy wielomilionowy kontrakt pisze się na świstku papieru zapełnionym trzema punktami, a rozliczeń dokonuje się «pod stołem » walizkami gotówki. I w końcu przejawia się on w znacznie bardziej poważnych przestępstwach, których popełnia się, niestety, ogromnie dużo. Chodzi choćby o korupcję w organach władzy, korupcję na wielką skalę. Walka z nią powinna stać się programem narodowym”.
Putin w swoich pierwszych orędziach do narodu też mówił o groźbie, jaką dla kraju stanowi korupcja. Nigdy jednak aż tak kategorycznie. Tymczasem, jak ostrzegają niezależni eksperci, za jego rządów korupcja wzrosła wielokrotnie. Nawet prokuratura generalna ostrzega, że pochłania ona mniej więcej tyle pieniędzy, ile wynosi cały budżet państwa.
Rytualna hosanna
Kiedy osiem lat temu Jelcyn uczynił swym następcą dzisiejszego prezydenta, świat próbując zrozumieć, "who's Mr Putin", łamał sobie głowę nad każdym jego słowem czy gestem. Tymczasem pierwsze programowe wystąpienie nowego "kremlowskiego dziedzica" przeszło właściwie bez echa.
Oczywiście, w lojalnych mediach nie odbyło się bez niezbyt głośnej rytualnej hosanny na cześć kandydata na nowego przywódcę. "Komsomolska Prawda" na przykład poprosiła o komentarz nadwornych politologów, a ci dostarczyli jej stosowną porcję wazeliny. - "Tezy, które usłyszeliśmy, są bardzo wyraźne, zrozumiałe i głębokie. Miedwiediew spełnił liczne oczekiwania. Poruszył wszelkie problemy związane z polityką, sferą humanistyczną. Szczególnie ciekawe okazały się wskazane przez niego priorytety. I jeszcze absolutnie zgadzam się z jego zasadami konstruowania idei narodowej" - zachwycił się wystąpieniem carewicza politolog Wiaczesław Nikonow.
Na co mu to?
Niezależni komentatorzy publikujący na witrynach internetowych i w niedobitych jeszcze niskonakładowych gazetach zignorowali programowe wystąpienie następcy. Twierdzą, że na tle tego, co się dzieje w kraju, obietnice demokratyzacji, wolności słowa, budowy społeczeństwa obywatelskiego to "bezczelny cynizm" i "księżycowa egzotyka".
Czemu Miedwiediew sięga akurat po demokratyczną, liberalną retorykę? Dla podniesienia swej popularności w społeczeństwie? I tak, jeśli wierzyć sondażom, popiera go już ponad 80 proc. rodaków. Gdyby jednak chciał jeszcze więcej, powinien raczej mówić o tym, jak Rosja rozliczy się z wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, czyli demokratami właśnie.
Czyżby próbował zamydlić oczy międzynarodowej opinii publicznej i przedstawić się jej jako demokrata i liberał? Zadanie beznadziejne. Świat już kiedyś dał się nabrać na podobne hasła rzucane przez Putina, jak prezydent George Bush "patrzył mu w oczy", widząc w nich duszę uczciwą i bezpośrednią. A Hillary Clinton całkiem niedawno powiedziała, że "Putin w ogóle nie ma duszy", jak wszyscy KGB-iści.
A może on po prostu szczerze mówi o tym, jakim chciałby widzieć swój kraj. Taka retoryka pasuje do jego biografii, środowiska, w którym dojrzewał. Jest o 13 lat młodszy od Putina. W dorosłe życie wchodził u boku mera Sankt Petersburga Anatolija Sobczaka uznawanego za jednego z najbardziej demokratycznych polityków Rosji. Putin też pracował u Sobczaka, ale przyszedł do niego jako rozbitek z rozpadającego się KGB. Miedwiediew jako szef prezydenckiej administracji przeciwstawiał się rozprawie z Jukosem.
Z hasłami o wolności, demokracji, społeczeństwie obywatelskim nie jest mu więc nie do twarzy.
Jeśli jednak na starcie swej kampanii wyborczej mówił szczerze, nie jest pewne, czy jako prezydentowi uda mu się realizować swoje plany. Przecież pozostanie pod kontrolą Putina, który po odejściu z Kremla pozostanie u władzy jako premier.





więcej zdjęć

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz