Plan ratowania amerykańskiego systemu finansowego przybiera coraz bardziej realne kształty. W niedzielę przywódcy obu frakcji partyjnych w Kongresie osiągnęli wstępne porozumienie. Debata prawdopodobnie dziś. Tymczasem kryzys zagląda w oczy bankom w Europie.
ZOBACZ TAKŻE
- Pogrom na GPW, KGHM w dół o ponad 11 proc. (29-09-08, 11:08)
- Warren Buffett: Amerykański rząd może nieźle zarobić (28-09-08, 21:11)
- Green: Kryzys w USA skończy się w przyszłym roku (28-09-08, 21:05)
- Czubajs w radzie JP Morgan (29-09-08, 20:53)
- Paulson: postęp w rozmowach o wyjściu z kryzysu finansowego (28-09-08, 13:30)
- Plan ratowania amerykańskich banków odrzucony (29-09-08, 20:14)
- "Winowajcy" z Wall Street zarobili 3 mld dol. (27-09-08, 20:54)
- Wart ponad 25 mld zł węgierski bank OTP pojawi się na GPW (27-09-08, 11:57)
- Wartości jednostek funduszy inwestycyjnych - 25.09.2008 (27-09-08, 09:11)
SERWISY
Przygotowany przez sekretarza skarbu Henry'ego Paulsona plan polega na wykupieniu od zagrożonych upadkiem banków złych długów hipotecznych (łącznie do 700 mld dol.), co pozwoliłoby na poprawienie płynności całego systemu finansowego. Wiadomo już, że administracja nie otrzyma od razu całej sumy potrzebnej na ustabilizowanie rynku. Kompromisowy plan przewiduje wyasygnowanie z góry "zaledwie" 250 mld dol. Kolejne 100 mld dol. ma leżeć w gestii prezydenta. Druga połowa żądanej przez Paulsona sumy będzie wymagać kolejnej akceptacji ze strony Kongresu.
Aby zwiększyć rolę podatników, którzy będą finansowali zagrożone upadkiem instytucje finansowe, rząd będzie miał prawo przejmować udziały tych instytucji. Firmy biorące udział w planie ratunkowym będą musiały także ograniczyć wynagrodzenia dla swoich szefów. Tych zmian, podobnie jak zwiększenia kontroli władz regulacyjnych nad funkcjonowaniem rynków finansowych (na co także się zgodzono), domagali się Demokraci. Administracja uzyska także dodatkowe uprawnienia, które pozwolą na większą interwencję przy restrukturyzacji najbardziej zagrożonych długów hipotecznych. W ten sposób Kongres chce zachować przynajmniej pozory równowagi, pokazując Amerykanom, że dba nie tylko o interesy Wall Street, ale także "Main Street", czyli zwykłych obywateli.
Obaj kandydaci na prezydenta John McCain i Barack Obama także poparli ostateczny projekt ustawy. Jeszcze dwa dni wcześniej podczas telewizyjnej debaty obydwaj, zwłaszcza Obama, unikali zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.
Plan Paulsona wcale nie gwarantuje sukcesu - ostrzegają ekonomiści i komentatorzy mediów finansowych. Niektórzy ostrzegają wręcz przed kolejnym fiaskiem. Jego wpływ na sytuację całego sektora, a pośrednio całej amerykańskiej gospodarki trudno jednak dokładnie przewidzieć. Przede wszystkim dlatego, że jeszcze nikt do tej pory nie zaaplikował Wall Street podobnej kuracji.
W komentarzach analityków dominuje sceptycyzm. Peter Coy z "Business Week" uważa wręcz, że plan Paulsona jest chybiony z powodów fundamentalnych - nie stwarza bowiem mechanizmów zmuszających spółki finansowe do wewnętrznych reform i zbalansowania ryzyka. "Czy to rzeczywiście najlepszy sposób, aby wydać 700 mld dol.?" - pyta retorycznie. Jego zdaniem wykupienie ryzykownych papierów dłużnych od słabych spółek finansowych może zapewnić im przetrwanie, ale nie daje gwarancji ożywienia gospodarki. Naraża też rząd na falę gniewu ze strony podatników.
Katrina vanden Heuvel i Eric Schlosser na łamach "Wall Street Journal" przypominają, że obecny kryzys ma miejsce niemal dokładnie w 75. rocznicę słynnego Nowego Ładu (New Deal) Franklina D. Roosevelta, który dla USA oznaczał zasadniczą rewolucję w filozofii rządzenia. Analogię posuwają jeszcze dalej - Emergency Banking Act z 1933, który był pierwszą częścią New Deal, był właśnie odpowiedzią na najgorszy (wówczas) kryzys bankowy w historii USA. "To, czego potrzebujemy dziś, to kolejny New Deal - systematyczne nowe podejście do problemów finansowych i ekonomicznych Ameryki" - twierdzą vanden Heuvel i Schlosser, nie negując konieczności działań doraźnych, do jakich zaliczają plan Paulsona.
Suchej nitki na planie Paulsona nie pozostawia Nouriel Roubini, profesor ekonomii szkoły biznesu New York University. Zdaniem ekonomisty rząd powinien przede wszystkim mieć prawo do preferowanych (a nie zwykłych) akcji instytucji biorących udział w planie ratunkowym. "To naprawdę skandal, że z żadnym z profesjonalnych ekonomistów Kongres się nie konsultował ani nawet nie zaprosił na Kapitol na przesłuchania, aby przedstawić swoją opinię na temat planu ratunkowego Departamentu Skarbu" - uważa Roubini.
Paul R. La Monica, komentator telewizji CNN i portalu finansowego CNNMoney.com, uważa jednak, że plan Paulsona trzeba uchwalić: "Nie pozostawiajmy sobie złudzeń. Brak działania nie jest żadnym rozwiązaniem". Plan Paulsona jest daleki od doskonałości, przyznaje La Monica, ale jego brak oznaczałby całkowity paraliż systemu finansowego Ameryki.
Niepewność w Europie
Problemy zaczyna odczuwać także europejski sektor bankowy. W weekend pojawiły się wątpliwości co do kondycji finansowej belgijsko-holenderskiego Fortis Banku, który - jak mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu - jest zadłużony na trzykrotność PKB Belgii. Przedstawiciele władz Belgii i Holandii w weekend prowadzili kryzysowe rozmowy na temat Fortisu. W niedzielę zaś Marianne Thyssen, szefowa belgijskiej chadecji (jednego z rządowych koalicjantów), zapewniła w telewizji, że rząd gwarantuje całość depozytów w Fortis Banku (zgodnie z belgijskim prawem pełne ubezpieczenie obejmuje tylko sumę 20 tys. euro). Belgijskie media i francuski dziennik "Le Figaro" poinformowały w piątek, że przejęciem Fortisu są zainteresowane banki BNP Paribas z Francji oraz ING z Holandii.
Problemy ma też brytyjski bank Bradford & Bingley, dziewiąty co do wielkości bank na Wyspach udzielający kredytów hipotecznych - poinformowały dzienniki "Times" oraz "Daily Telegraph", powołując się na nieoficjalne źródła. Zdaniem mediów w grę wchodzi nacjonalizacja banku i połączenie go z przejętym wcześniej Northern Rock. Minister finansów Alistair Darling ma opublikować komunikat w tej sprawie dziś, przed otwarciem giełd.
Źródło: Gazeta Wyborcza





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz