wtorek, 30 września 2008

Planu nie ma, giełda w panice

Marcin Bosacki, Waszyngton
2008-09-29, ostatnia aktualizacja 2008-09-29 21:25

Pomysł republikańskiej administracji na ratowanie systemy finansowego pogrzebali sami Republikanie.

Zobacz powiekszenie
Fot. NICHOLAS ROBERTS AFP
Ponad połowa Amerykanów nie chce pomagać bankom,które mogą upaść w każdej chwili - wynika z badań USA Today. Demonstrują w Nowym Jorku z hasłami: "Żadnej kaucji,do więzienia!", "Oddłużenie = bzdura". Tysiące osób podpisują w internecie petycje. Najpopularniejsze zdanie w jednej z nich: "Nie chcę,żeby moje pieniądze szły na ratowanie rekinów z Wall Street"


- Nie mogę uwierzyć, że politycy nie potrafili siąść i znaleźć rozwiązania - łapał się za głowę Stephen Berte z firmy ubezpieczeniowej Standard Life z Bostonu. - Przecież w razie nieuchwalenia planu przewidywano kompletną klęskę. Nie mam pojęcia co się teraz stanie.

A jednak plan przepadł. Przeciw niemu głosowało 228 członków Izby Reprezentantów, za było 205. Pakiet ustaw autorstwa sekretarza skarbu Henry'ego Paulsona odrzuciła dwie trzecie Republikanów. 60 proc. opozycyjnych Demokratów go poparła.

Jeszcze w weekend wydawało się, że przywódcy Kongresu zawarli kompromis z administracją. Przewidywał on, że rząd dostanie na wykup złych aktywów banków i instytucji finansowych 700 mld dol. - ale w ratach. Od razu - 250 mld, potem na życzenie prezydenta kolejne 100. Drugą połowę, czyli 350 mld dol., ewentualnie później - i będzie musiał przekonać do tego Kongres.

Plan dawał ogromne, nieco tylko zmniejszone kontrolą Kongresu i nowo powołanej Komisji Nadzoru Stabilności Finansowej uprawnienia ministrowi skarbu, którego przeciwnicy nazwali "królem Henrykiem". To Paulson miał decydować, którym bankom pomóc, jakie instytucje zagraniczne mogą wykupywać złe aktywa amerykańskie. To ludzie Paulsona mają renegocjować wykupywane przez rząd złe kredyty hipoteczne, od których rozpoczął się kryzys finansowy USA, tak by uchronić kolejne setki tysięcy Amerykanów przed koniecznością odebrania domów.

To wreszcie Paulson miał - na żądanie kongresmanów - zmniejszać pensje (powyżej 500 tys. dol.) menedżerom firm, którym rząd pomoże ograniczać przebogate pakiety finansowe menedżerów.

Sam Paulson był temu rozwiązaniu przeciwny - bo obawia się, że prezesi będących w tarapatach banków, by zachować warte miliony premie czy akcje, będą wstrzymywać się z wprowadzeniem swych banków do planu. Jednak demokratyczni członkowie Kongresu wymogli na Paulsonie to rozwiązanie.

Wczoraj rano po raz drugi w ciągu pięciu dni przemówienie o konieczności przyjęcia planu wygłosił prezydent George Bush. Wezwał kongresmanów, by głosowali za planem, bo to "uchroni system finansowy USA od katastrofy". Bush uspokajał też wyborców, że "większość, a może całość z użytych w planie pieniędzy podatników się zwróci".

Chodzi o to, że Departament Skarbu po wykupieniu złych aktywów ma je potem, po pewnym okresie naprawczym, sprzedawać. Wielu komentatorów wątpi jednak, by skarbowi udało się odzyskać większość zainwestowanych pieniędzy. Tylko pomoc skarbu w wykupieniu funduszu inwestycyjnego Bear Stearns przez jego rywala JP Morgan Chase kosztowała budżet 29 mld dol.

Podczas debaty w Kongresie szef komisji finansowej Izby Reprezentantów kongresman Barney Frank tak nakłaniał kolegów do głosowania nad planem: "Jeśli nie wprowadzimy go w życie, będzie to czarny dzień naszych rynków finansowych". Przed głosowaniem notowania giełdowe na Wall Street spadły chwilowo nawet o 4 proc. - Jeśli tego nie przegłosujemy, nie jesteśmy godni być w Kongresie - grzmiał senator republikański Judd Greg.

Jednak przegłosowanie planu przez Kongres wcale nie było wczoraj wieczorem pewne. Przeciwnicy planu - głównie z Partii Republikańskiej, ale też niemało demokratów - zarzucali mu, że jest on "śliską ścieżką ku socjalizmowi", jak mówił w debacie Jeb Hensarling, republikanin z Teksasu.

- Popełniono przestępstwa finansowe - grzmiał demokrata z Ohio Marcy Kaptur - a my teraz mamy pomagać winnym?

Obaj kandydaci w wyborach prezydenckich zarówno Republikanin John McCain, jak i faworyt wyborów Demokrata Barack Obama poparli plan, ale z ostrożnością. Mówili, że jest konieczny, ale "trudny do przełknięcia".

- Najgorsze jest to, że używamy 700 mld dol. pieniędzy podatników i niszczymy wolny rynek, ale wcale nie mamy gwarancji, że to coś da, że to ustabilizuje system finansowy - narzekał nieprzekonany kongresman z Florydy Connnie Mack.

Co będzie się działo teraz? Barack Obama stwierdził, że Kongres mimo wczorajszej klęski ostatecznie uchwali plan. - Wierzę, że mimo wszystko się uda. Sprawy w Kongresie nigdy nie idą łatwo - mówił dziennikarzom. W środę nad pakietem będzie głosował Senat.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: