Iwona Szpala, Bogdan Wróblewski, Jacek Brzuszkiewicz, wz
2007-09-19, ostatnia aktualizacja 2007-09-20 08:47
Komenda policji przy Wilczej w Warszawie: - To ci z PO - policjant wskazuje grupę młodych ludzi. Inny zabiera ich z poczekalni na przesłuchania. Odpytywanie trwa w czterech pokojach. Codziennie po kilka, kilkanaście osób. - Sprawa jest na cito - słyszymy
Pod koniec sierpnia dostaliśmy polecenie z okręgówki [prokuratury okręgowej]: w trybie pilny przesłuchać, zdaje się, 217 osób. Ludzie z całej Polski, głównie z Warszawy. Dostaliśmy listę ludzi i pytań. I termin: do końca września. Więc pytamy, protokoły odsyłamy prokuraturze - opowiada policjant.
Zapowiedź akcji prokuratury wobec opozycji przyszła 1 września. Minister Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej po ujawnieniu części dowodów w sprawie Janusza Kaczmarka mówił: - Przyjdzie czas na ujawnienie kolejnych faktów i dowodów mówiących o panu Tusku, Olejniczaku, Giertychu i Lepperze.
Opozycja odebrała to jednoznacznie - to groźba szukania haków w kampanii wyborczej.
Potem we "Wprost" anonimowa wypowiedź "wysokiego urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości": - Kierownictwo resortu poleciło zintensyfikować wszystkie śledztwa dotyczące polityków. Zarówno tych z PO, jak i z PiS.
Resort Ziobry nie komentował.
- Mam sygnały z całej Polski - mówi Mirosław Drzewiecki, skarbnik Platformy. - Policjanci w mundurach pukają do drzwi młodych ludzi, którzy byli wolontariuszami w naszych kampaniach wyborczych. Szósta, siódma rano, policjant wzywa na przesłuchanie. To wygląda na próbę zastraszania.
Do innych dzwonią. Do Karola (zawodowo retuszuje zdjęcia; z PO nic go nie łączy) wezwanie na komendę przy Wilczej w Warszawie przyszło pocztą w końcu sierpnia. Zadzwonił: - O co chodzi?
Odebrał starszy aspirant: - Masz internet? Zgoogluj sobie "Dojenie Platformy".
W czerwcu 2006 r. "Newsweek" napisał, że najbliżsi współpracownicy liderów PO - Marcin Rosół i Piotr Wawrzynowicz - przez kilka lat wyprowadzali kilkadziesiąt tysięcy złotych z partyjnej kasy.
Rosół był wtedy asystentem sekretarza generalnego partii Grzegorza Schetyny, pełnomocnikiem finansowym PO w kampanii 2005 r., a po wyborach szefem biura parlamentarnego PO. Wawrzynowicz był asystentem Drzewieckiego.
Według "Newsweeka" Rosół i Wawrzynowicz w kampanii do europarlamentu w 2004 r., w parlamentarnej i prezydenckiej 2005 r. mieli podpisywać z wolontariuszami lub pracownikami sztabów wyborczych umowy na usługi. Ale wpisywali zawyżone kwoty, a większość tych sum "słupy" im zwracały.
"Newsweek" konkretów nie podał. Pokazał tylko dwa bankowe przelewy - z komitetu wyborczego dla Iksa (pracownik klubu PO) i od Iksa do Rosoła. Ale ten drugi przelew dotyczył prywatnej pożyczki.
Dziś na przesłuchaniach młodzi współpracownicy PO zarzucani są pytaniami: - Czy jest pan członkiem PO? Czy brał pan udział w kampaniach partii? Kto pana zwerbował? Czy przyjmował pan korzyści majątkowe?
Rafał Grupiński, poseł PO: - Przesłuchuje się w całej Polsce, łącznie z Kaliszem, gdzie kandyduję. Nawet człowieka, od którego kupiliśmy zszywki i ołówki za kilkanaście złotych. Zaangażowali cały aparat, by znaleźć dziurę w całym.
W Lublinie od kilku dni policja prześwietla kampanię 2005 r. biznesmena Janusza Palikota, dziś nr 1 na tamtejszej liście PO. - W zeszłym tygodniu otrzymaliśmy sygnał o nieprawidłowościach - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej komendy.
- Do mojej firmy przyszło dwóch panów po cywilnemu. Pytali, czy Janusz nie przekazywał pieniędzy podstawionym ludziom. Błagali, bym im coś na Palikota powiedział. Kazałem się wynosić - opowiada działacz lubelskiej PO.
Zapowiedź akcji prokuratury wobec opozycji przyszła 1 września. Minister Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej po ujawnieniu części dowodów w sprawie Janusza Kaczmarka mówił: - Przyjdzie czas na ujawnienie kolejnych faktów i dowodów mówiących o panu Tusku, Olejniczaku, Giertychu i Lepperze.
Opozycja odebrała to jednoznacznie - to groźba szukania haków w kampanii wyborczej.
Potem we "Wprost" anonimowa wypowiedź "wysokiego urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości": - Kierownictwo resortu poleciło zintensyfikować wszystkie śledztwa dotyczące polityków. Zarówno tych z PO, jak i z PiS.
Resort Ziobry nie komentował.
- Mam sygnały z całej Polski - mówi Mirosław Drzewiecki, skarbnik Platformy. - Policjanci w mundurach pukają do drzwi młodych ludzi, którzy byli wolontariuszami w naszych kampaniach wyborczych. Szósta, siódma rano, policjant wzywa na przesłuchanie. To wygląda na próbę zastraszania.
Do innych dzwonią. Do Karola (zawodowo retuszuje zdjęcia; z PO nic go nie łączy) wezwanie na komendę przy Wilczej w Warszawie przyszło pocztą w końcu sierpnia. Zadzwonił: - O co chodzi?
Odebrał starszy aspirant: - Masz internet? Zgoogluj sobie "Dojenie Platformy".
W czerwcu 2006 r. "Newsweek" napisał, że najbliżsi współpracownicy liderów PO - Marcin Rosół i Piotr Wawrzynowicz - przez kilka lat wyprowadzali kilkadziesiąt tysięcy złotych z partyjnej kasy.
Rosół był wtedy asystentem sekretarza generalnego partii Grzegorza Schetyny, pełnomocnikiem finansowym PO w kampanii 2005 r., a po wyborach szefem biura parlamentarnego PO. Wawrzynowicz był asystentem Drzewieckiego.
Według "Newsweeka" Rosół i Wawrzynowicz w kampanii do europarlamentu w 2004 r., w parlamentarnej i prezydenckiej 2005 r. mieli podpisywać z wolontariuszami lub pracownikami sztabów wyborczych umowy na usługi. Ale wpisywali zawyżone kwoty, a większość tych sum "słupy" im zwracały.
"Newsweek" konkretów nie podał. Pokazał tylko dwa bankowe przelewy - z komitetu wyborczego dla Iksa (pracownik klubu PO) i od Iksa do Rosoła. Ale ten drugi przelew dotyczył prywatnej pożyczki.
Dziś na przesłuchaniach młodzi współpracownicy PO zarzucani są pytaniami: - Czy jest pan członkiem PO? Czy brał pan udział w kampaniach partii? Kto pana zwerbował? Czy przyjmował pan korzyści majątkowe?
Rafał Grupiński, poseł PO: - Przesłuchuje się w całej Polsce, łącznie z Kaliszem, gdzie kandyduję. Nawet człowieka, od którego kupiliśmy zszywki i ołówki za kilkanaście złotych. Zaangażowali cały aparat, by znaleźć dziurę w całym.
W Lublinie od kilku dni policja prześwietla kampanię 2005 r. biznesmena Janusza Palikota, dziś nr 1 na tamtejszej liście PO. - W zeszłym tygodniu otrzymaliśmy sygnał o nieprawidłowościach - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej komendy.
- Do mojej firmy przyszło dwóch panów po cywilnemu. Pytali, czy Janusz nie przekazywał pieniędzy podstawionym ludziom. Błagali, bym im coś na Palikota powiedział. Kazałem się wynosić - opowiada działacz lubelskiej PO.
Źródło: Gazeta Wyborcza






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz