Po trzech golach Smolarka z Kazachami i remisie Serbów w Armenii piłkarska reprezentacja Polski jest o trzy punkty od pierwszego w histoirii awansu do finałów mistrzostw Europy. Wystarczy 17 listopada pokonać Belgię w Chorzowie, by mecz z Serbami w Belgradzie był bez znaczenia. Niewiarygodne!
ZOBACZ TAKŻE
- Bąk: Światło? To była taktyka! (14-10-07, 00:30)
- Zemsta Smolarka. - Przypomniałem się Pijpersowi - mówi Ebi (13-10-07, 23:58)
- Trzy punkty do awansu na Euro 2008 (13-10-07, 23:13)
- Jak zgasł stadion Legii. Winne piecyki? (13-10-07, 22:14)
- Hat-trick Ebiego. Polska pokonała Kazachstan 3:1
SERWISY
Sobotnie zwycięstwo nad przedostatnim zespołem w grupie wydawało się oczywiste. Nie było. Dopiero ciemność, która zapadła na stadionie Legii w drugiej połowie olśniła Polaków. Wystarczyło dziesięć minut po naprawieniu jupiterów, by Smolarek zdobył trzy gole i koszmar się skończył. Koszmar na których zanosiło się przez 55 minut.
Polacy, którym do gry na Euro 2008 brakowało zaledwie sześciu punktów w trzech meczach, przegrywali z Kazachami 0:1. To było niewiarygodne. Przecież różnica między zespołami przekracza 140 miejsc w rankingu FIFA. Rywal grał tylko o honor, Polacy o awans. Ale lidera grypy 1, który potrafił zdobyć 4 pkt w dwumeczu z czwartą drużyną świata Portugalią, ogarnął wtórny analfabetyzm. A już strzał rozpaczy Dariusza Dudki z 35 metrów w 52. min pokazywał jaki chaos panował w głowach polskich piłkarzy. Na szczęście do czasu.
W przerwie Beenhakker wpuścił Macieja Żurawskiego za potykającego się o własne nogi Marka Saganowskiego. Kapitan obiecał przed meczem: "Niby wszystko można spieprzyć, ale my tej szansy już nie zaprzepaścimy". Słowa dotrzymał. Pokierował drużyną, przetrzymał piłkę z przodu, wprowadził zbawczy spokój. Obok Smolarka był bohaterem wieczoru.
Aale w drugiej połowie właściwie wszyscy grali dobrze. Ocknął się Jacek Krzynówek, który wypracował pierwszego gola, Jacek Bąk wyporacował drugiego, a Żurawski trzeciego. Dziś jest jasne dlaczego Beenhakker uważa kapitana za fundamentalną postać w drużynie. W Celticu może nie grać, ale dla kadry jest bezcenny.
A Ebi? Paradoksalnie być może strzelił w sobotę najważniejsze bramki dla reprezentacji Polski, bo bez nich awansu na Euro 2008 raczej by nie było. A tak? Został jeszcze tylko malutki krok.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz