Platforma Obywatelska zdecydowanie wygrała wybory. W naszym województwie jej przewaga nad PiS-em jest jeszcze większa. Platforma zdobyła 53 proc. głosów, gdy PiS tylko 28
ZOBACZ TAKŻE
- Głosowałem, bo kocham Polskę (21-10-07, 22:06)
Prawie trzy godziny czekali działacze śląskiej PO na ogłoszenie nieoficjalnych wyników wyborów. Gdy okazało się, że cisza wyborcza została przedłużona do godz. 22.55, część polityków zaczęła wychodzić z sali w wieżowcu przy ul. Mickiewicza w Katowicach. W kącie stał coraz cieplejszy szampan i czekał na swoją chwilę. Ze stołów zniknęło jedzenie, skończyły się czyste szklanki na napoje. Wreszcie o godz. 22 Adam Matusiewicz, szef sztabu wyborczego PO, zamówił kilka ogromnych pizz, które zniknęły w parę minut.
Im robiło się później, tym radość w sztabie PO była większa. Politycy zdobywali na własną rękę pierwsze wyniki głosowania. Było jasne, że PO wygrywa te wybory. Gdy w telewizji pokazano słupki z procentowym poparciem, na sali zapanowała euforia. - Donald Tusk, Donald Tusk, Platforma, Platforma! - skandowali politycy. Na sali pojawili się także działacze PO, którzy nie kandydowali w tych wyborach. Wśród nich m.in. Damian Mrowiec, starosta powiatu rybnickiego. W nieoficjalnych rozmowach działacze PO przyznawali, że to właśnie on ma największe szanse, by zostać nowym wojewodą śląskim.
Tomasz Tomczykiewicz, szef śląskiej PO, który nie ukrywał radości ze zwycięstwa swojego ugrupowania, przyznał jednak, że PO stoi przed niełatwym zadaniem. - Musimy bardzo uważać na to, jak sprawujemy władzę. Czas skończyć z dzieleniem ludzi - mówił.
Smutek w PiS
W katowickiej siedzibie PiS-u na wyniki wyborów czekało zaledwie kilkanaście osób. Wśród nich nie było żadnego parlamentarzysty - większość pojechała podobno do stolicy. Byli za to kierujący Polskim Radiem Katowice Wojciech Poczachowski i Aleksander Gaczek oraz wiceprezydent Katowic Michał Luty. Z kandydatów zauważyliśmy tylko Andrzeja Sośnierza i Piotra Pietrasza. Nadrabiali miną. - No to teraz będziemy w opozycji. Nic się nie stało, życie się nie kończy, jesteśmy przyzwyczajeni do trudności - mówili.
Gdy okazało się, że na podanie sondażowych wyników trzeba będzie czekać o trzy godziny dłużej, prawie wszyscy wyszli. Ostatnich przegnały przecieki o niekorzystnych dla PiS-u wynikach.
PO cieszyła się w Bielsku
Bielska Platforma Obywatelska zorganizowała swój wieczór wyborczy w drewnianej karczmie w Straconce. W zarezerwowanej sali ustawiono wielki ekran, na stołach leżały deski z serami i wędlinami, stało czerwone wino. Przybyli lokalni działacze partii, samorządowcy i kandydaci do parlamentu, m.in. senator Mirosława Nykiel, teraz startująca do Sejmu, oraz kandydujący do Sejmu Adam Wykręt.
Nastrój na sali od początku był wesoły. - Szampan już się mrozi - mówił Jan Kanik, szef PO w Bielsku. Emocje kilka razy rosły, by opaść, gdy okazywało się, że cisza wyborcza jest kolejny raz przedłużana. Działacze przekazywali sobie za to nieoficjalne informacje nadchodzące z Warszawy i poszczególnych bielskich komisji obwodowych. - Wygramy. Nie wiemy tylko, jak duża będzie przewaga - mówili działacze.
Gdy o godz. 22.55 nad słupkami poszczególnych partii ukazały się liczby, z gardeł wszystkich zebranych rozległ się potężny krzyk: - Jeeeeest! Wystrzelił korek szampana, wręczano kwiaty, zaczęły się gratulacje. Zebrani zaczęli skandować: "Donald! Donald!".
- Jeszcze nigdy szampan nie smakował mi tak jak dzisiaj. Jest wyjątkowo i fantastycznie - radowała się Nykiel.
- Ogromnie się cieszę! Przewidywałem, że wygramy, ale nie wiedziałem, że przewaga będzie tak druzgocąca. Cieszę się, że tylu młodych ludzi poszło głosować. Czekam teraz na konkretne wyniki z naszego okręgu - mówił uśmiechnięty Adam Wykręt.
Jęk zawodu w bielskim PiS
Jacek Falfus, szef PiS-u w powiecie bielskim, spędzał wieczór wyborczy razem ze swoimi najbliższymi współpracownikami, młodymi działaczami partii. Potem dołączył do nich także Janusz Gałkowski. Wraz z napływającymi z Polski informacjami o bardzo wysokiej frekwencji w dużych miastach, działacze partii byli coraz bardziej pewni, że jednak przegrają wybory z PO. Gdy w końcu na ekranie telewizora pojawiły się pierwsze sondażowe wyniki, w sali rozległ się jęk zawodu. Rozczarowani byli zwłaszcza młodzi działacze. - Jednak przegraliśmy, ale tak wysoko?
Falfus przyjął wynik wyborów bardzo spokojnie. - Patrząc na ostatnie 10 dni kampanii, można było przypuszczać, że wygra PO. Jak sądzę, to efekt gorszego prowadzenia kampanii przez PiS, a także kilku trudnych decyzji i zdarzeń, w tym choroby premiera. Według sondaży różnica między PO i PiS jest bardzo duża, myślę jednak, że się to jeszcze zmieni i przegramy ostatecznie różnicą 3-4 punktów. PO nie musi zawierać koalicji z PiS-em, ale nie musi także z LiD-em, co jest dobre dla Polski. Nie pozwoli to postkomunistom na powrót do władzy.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz