Ekonomista z UW Zbigniew Hockuba będzie nadzorować kluczowy departament analiz w NBP. Do zarządu banku centralnego trafił też dawny współpracownik Lecha Kaczyńskiego z warszawskiego ratusza.
Nowych członków zarządu prezydent Kaczyński powołał w środę na wniosek prezesa NBP Sławomira Skrzypka.
Pierwszy z powołanych Zbigniew Hockuba ma nadzorować prace departamentu analiz makroekonomiczno-strukturalnych (DAMS). Z NBP odszedł dotychczasowy szef tego departamentu Adam Czyżewski, bliski współpracownik poprzedniego prezesa banku centralnego Leszka Balcerowicza.
DAMS to strategiczny departament. Opracowuje projekcje inflacji i PKB, które są ważnymi przesłankami dla Rady Polityki Pieniężnej przy podejmowaniu decyzji o stopach procentowych. Model ekonometryczny używany w obliczeniach uwzględnia obok twardych danych duży wkład wiedzy eksperckiej. Przebieg pewnych procesów w przyszłości, który wynika z modelu, może być korygowany na podstawie - jak to napisano w ostatniej projekcji - "intuicji ekonomicznej ekspertów NBP". Przykład: sezonowe zmiany cen żywności i obecny ich poziom sugerują, że w przyszłości będą one umiarkowanie rosły, eksperci uznają jednak, że zmiany cen będą gwałtowniejsze i korygują wyliczenia.
Jak ważny to departament, pokazuje dawny spór między Balcerowiczem a jego zastępcą Krzysztofem Rybińskim. Gdy się poróżnili (o "szeroko rozumianą politykę pieniężną" - relacjonował na swoim blogu Rybiński), Balcerowicz odebrał mu nadzór nad departamentami analitycznymi.
Zbigniew Hockuba jest profesorem UW, gdzie szefuje katedrze historii myśli ekonomicznej, i członkiem rady naukowej Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. W PAN pod jego kierownictwem opracowywane są raporty makroekonomiczne o stanie polskiej gospodarki. W ostatnim z nich prognozuje się, że wzrost gospodarczy w tym roku wyniesie 6,8 proc., a RPP nie podniesie w tym roku już stóp, gdyż nie ma zagrożenia dla celu inflacyjnego. Tymczasem większość analityków bankowych spodziewa się podwyżki stóp w przyszłym miesiącu.
Hockuba ostatnio pełnił funkcję doradcy prezesa NBP Sławomira Skrzypka. Jego nazwisko pojawiało się na giełdzie potencjalnych kandydatów na szefa NBP po odejściu Leszka Balcerowicza. Wcześniej mówiono też, że zostanie doradcą ekonomicznym prezydenta.
Drugim nowym członkiem zarządu jest Jakub Skiba, który przechodzi do NBP z kancelarii premiera, gdzie był dyrektorem generalnym. To absolwent Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, karierę urzędniczą rozpoczął w 1993 r. jako doradca ekonomiczny w NIK za czasów Lecha Kaczyńskiego. Potem współpracował z nim w ratuszu, gdy Kaczyński był prezydentem Warszawy (wówczas w ratuszu pracował też obecny szef NBP Sławomir Skrzypek).
Jest jednym z pomysłodawców wydziałów obsługi mieszkańców, które umożliwiają załatwienie sprawy w jednym miejscu, bez biegania po piętrach. Udało mu się usprawnić obsługę zmotoryzowanych warszawiaków - kolejki były mniejsze niż w innych miastach Polski.
- Jestem urzędnikiem, proszę nie robić ze mnie polityka. Wygrałem konkurs na dyrektora generalnego w kancelarii premiera - zastrzega w rozmowie z "Gazetą". - W NBP będę odpowiadał za sprawy administracyjne. To potężna instytucja, ma swój budżet, swoje kadry, budynki, informatykę - dodaje.
To nie koniec roszad. Z funkcją członka zarządu pożegnał się Józef Sobota szefujący departamentowi statystyki. To wieloletni współpracownik Leszka Balcerowicza. - Byłem członkiem zarządu pełne sześć lat, nadal będę zajmował się statystyką w NBP - powiedział Sobota "Gazecie".
To ostatni członek zarządu NBP, który objął swoje stanowisko jeszcze przed wejściem w życie ustawy ustalającej sześcioletnie kadencje dla członków zarządu banku centralnego. Nie musiał więc być odwołany. Jednak ustawa określa, że oprócz prezesa w zarządzie może być sześciu-ośmiu członków. Do wczoraj było ich siedmiu. Bez odwołania Soboty nie byłoby możliwe powołanie dwóch nowych członków.
Pierwszy z powołanych Zbigniew Hockuba ma nadzorować prace departamentu analiz makroekonomiczno-strukturalnych (DAMS). Z NBP odszedł dotychczasowy szef tego departamentu Adam Czyżewski, bliski współpracownik poprzedniego prezesa banku centralnego Leszka Balcerowicza.
DAMS to strategiczny departament. Opracowuje projekcje inflacji i PKB, które są ważnymi przesłankami dla Rady Polityki Pieniężnej przy podejmowaniu decyzji o stopach procentowych. Model ekonometryczny używany w obliczeniach uwzględnia obok twardych danych duży wkład wiedzy eksperckiej. Przebieg pewnych procesów w przyszłości, który wynika z modelu, może być korygowany na podstawie - jak to napisano w ostatniej projekcji - "intuicji ekonomicznej ekspertów NBP". Przykład: sezonowe zmiany cen żywności i obecny ich poziom sugerują, że w przyszłości będą one umiarkowanie rosły, eksperci uznają jednak, że zmiany cen będą gwałtowniejsze i korygują wyliczenia.
Jak ważny to departament, pokazuje dawny spór między Balcerowiczem a jego zastępcą Krzysztofem Rybińskim. Gdy się poróżnili (o "szeroko rozumianą politykę pieniężną" - relacjonował na swoim blogu Rybiński), Balcerowicz odebrał mu nadzór nad departamentami analitycznymi.
Zbigniew Hockuba jest profesorem UW, gdzie szefuje katedrze historii myśli ekonomicznej, i członkiem rady naukowej Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. W PAN pod jego kierownictwem opracowywane są raporty makroekonomiczne o stanie polskiej gospodarki. W ostatnim z nich prognozuje się, że wzrost gospodarczy w tym roku wyniesie 6,8 proc., a RPP nie podniesie w tym roku już stóp, gdyż nie ma zagrożenia dla celu inflacyjnego. Tymczasem większość analityków bankowych spodziewa się podwyżki stóp w przyszłym miesiącu.
Hockuba ostatnio pełnił funkcję doradcy prezesa NBP Sławomira Skrzypka. Jego nazwisko pojawiało się na giełdzie potencjalnych kandydatów na szefa NBP po odejściu Leszka Balcerowicza. Wcześniej mówiono też, że zostanie doradcą ekonomicznym prezydenta.
Drugim nowym członkiem zarządu jest Jakub Skiba, który przechodzi do NBP z kancelarii premiera, gdzie był dyrektorem generalnym. To absolwent Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, karierę urzędniczą rozpoczął w 1993 r. jako doradca ekonomiczny w NIK za czasów Lecha Kaczyńskiego. Potem współpracował z nim w ratuszu, gdy Kaczyński był prezydentem Warszawy (wówczas w ratuszu pracował też obecny szef NBP Sławomir Skrzypek).
Jest jednym z pomysłodawców wydziałów obsługi mieszkańców, które umożliwiają załatwienie sprawy w jednym miejscu, bez biegania po piętrach. Udało mu się usprawnić obsługę zmotoryzowanych warszawiaków - kolejki były mniejsze niż w innych miastach Polski.
- Jestem urzędnikiem, proszę nie robić ze mnie polityka. Wygrałem konkurs na dyrektora generalnego w kancelarii premiera - zastrzega w rozmowie z "Gazetą". - W NBP będę odpowiadał za sprawy administracyjne. To potężna instytucja, ma swój budżet, swoje kadry, budynki, informatykę - dodaje.
To nie koniec roszad. Z funkcją członka zarządu pożegnał się Józef Sobota szefujący departamentowi statystyki. To wieloletni współpracownik Leszka Balcerowicza. - Byłem członkiem zarządu pełne sześć lat, nadal będę zajmował się statystyką w NBP - powiedział Sobota "Gazecie".
To ostatni członek zarządu NBP, który objął swoje stanowisko jeszcze przed wejściem w życie ustawy ustalającej sześcioletnie kadencje dla członków zarządu banku centralnego. Nie musiał więc być odwołany. Jednak ustawa określa, że oprócz prezesa w zarządzie może być sześciu-ośmiu członków. Do wczoraj było ich siedmiu. Bez odwołania Soboty nie byłoby możliwe powołanie dwóch nowych członków.
Źródło: Gazeta Wyborcza



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz