piątek, 17 października 2008

Kiedy wszystkie giełdy świata lecą na łeb, jedna świętuje niespotykane wzrosty

Kiedy wszystkie giełdy świata lecą na łeb, Iracka Giełda Papierów Wartościowych świętuje niespotykane wzrosty. W ostatnim miesiącu indeks wzrósł o 40 proc.

Zobacz powiekszenie
Fot. Krzysztof Miller / AG
Ulica Bagdadu
- W Bagdadzie jesteśmy wciąż bardzo odlegli od tego, co dzieje się na świecie, dlatego globalny kryzys do nas nie dotarł - tak dyrektor giełdy Taha Abdul Salam wyjaśnia fenomen jej wzrostu.

Parkiet w Bagdadzie, jakby przeniesiony żywcem z początku ubiegłego wieku, jest potwierdzeniem jego słów. Komputery nie weszły tu jeszcze do użytku. Maklerzy flamastrami wypisują nowe ceny akcji na dużych białych tablicach, równocześnie ścierając stare, a inwestorzy i spekulanci, spoceni i kłębiący się na dużej sali, o decyzjach kupna czy sprzedaży informują za pomocą rąk.

Na giełdzie, której kapitalizacja wynosi 2 mld dol., nie ma jeszcze stu spółek, a największym zainteresowaniem cieszą się akcje banków i hoteli.

- Te papiery są niedowartościowane, wszyscy spodziewamy się, że w przemyśle turystycznym i budowlanym pojawi się wielu inwestorów z zagranicy - mówi Saad Dżalil, jeden z graczy stawiających na hotelarstwo.

Giełdę oficjalnie otwarto w 2004 r., czyli już rok po obaleniu Saddama, ale przez pierwsze lata obroty były śladowe, a akcje spadały tak systematycznie, jak systematycznie na ulicach Bagdadu rosła liczba zamachów i zabójstw.

Handel był utrudniony również ze względów praktycznych - inwestorzy bali się przyjeżdżać do budynku giełdy, kiedy na ulicach czyhały na ich najróżniejsze gangi i milicje religijne. A tylko stawiając się osobiście w budynku giełdy, można kupić lub sprzedać papiery.

Od kilku miesięcy jednak poziom przemocy w Iraku wyraźnie spadł i na giełdzie zaczął się boom. Nie zakłóciły go nawet spadające tego lata ceny ropy, na razie jedynego towaru, jaki Irak ma do zaoferowania światu (ze 140 do 80 dol. za baryłkę). Ani wysokie stopy procentowe irackiego banku centralnego (16 proc., które sprawiają, że depozyty są atrakcyjną alternatywą dla giełdy).

Co najciekawsze, wzrost na giełdzie w Bagdadzie nie jest - jak to bywa gdzie indziej - wypadkową rozwoju gospodarki. Inwestorzy żywią się jedynie nadzieją, że gospodarka Iraku niedługo zacznie się rozwijać. Że - ponieważ kraj sięgnął dna - może już zmieniać się tylko na lepsze.

Rząd dysponuje ogromną nadwyżką 79 mld dol., a ponieważ praktycznie cały Irak jest zrujnowany, boom budowlany jest nieunikniony. Trzeba budować szkoły, drogi, kanalizację, nową sieć elektryczną (obecnie w Bagdadzie prąd dociera do domów tylko przez kilka godzin na dobę). W planach jest nowy port w Basrze (13 mld dol.) i modernizacja lotniska w Bagdadzie (17 mld dol.).

- Dużo hałasu, ale w rzeczywistości jeszcze nic się nie dzieje - podsumowuje wszystkie te plany Raas Omar z Iracko-Amerykańskiej Rady Biznesu i Przemysłu. Budowlańcy, którzy mieli już do czynienia z rządem, również są bardzo sceptyczni. Jak Nadhim Faisal, który na zlecenie ministerstwa oświaty buduje trzy szkoły. Miał je ukończyć rok temu, ale budowa wciąż trwa, ponieważ urzędnicy nie chcą mu wypłacać pieniędzy za kolejne ukończone etapy inwestycji i budowa stoi. Płacą w zasadzie tylko wtedy, kiedy Faisal zachęci ich do tego łapówkami.

Podobne historie nie zniechęcają jednak giełdowych graczy w Bagdadzie. Dla nich pozytywną okolicznością jest nawet... światowa recesja. - Mamy nadzieję, że w obliczu kryzysu globalnego inwestorzy z Europy czy Ameryki dostrzegą naszą świetnie prosperującą giełdę - mówi jeden z graczy. Tu też potencjał rozwoju jest ogromny - dzienne obroty na giełdzie w Bagdadzie rzadko przekraczają 2 mln dol., z czego inwestycje z zagranicy to tylko kilka procent.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: