Wall Street przeżyła najgorszy początek stycznia od 1932 r. z powodu danych o bezrobociu, które sygnalizują zbliżającą się recesję
ZOBACZ TAKŻE
- Widmo recesji w USA spędza sen z powiek inwestorów (08-01-08, 19:59)
- Merrill Lynch ogłasza: Recesja w USA jest u bram (08-01-08, 13:35)
- W poniedziałek na GPW duże spadki z powodu danych z USA (07-01-08, 17:10)
- Ameryka boi się recesji. Fed ma problem (03-01-08, 20:12)
- Greenspan: ryzyko recesji w USA wzrasta (14-12-07, 09:12)
- Czy w Stanach będzie recesja? (18-11-07, 19:33)
- Fed obniżył stopy procentowe w obawie przed recesją (18-09-07, 23:45)
SERWISY
Akcje posypały się jak z rękawa, bo Departament Pracy USA opublikował dane za grudzień, które kompletnie rozminęły się z oczekiwaniami analityków. Liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrosła w grudniu o 18 tys., podczas gdy przewidywano wzrost o 70 tys. Gwałtownie skurczyła się liczba miejsc w budownictwie i usługach finansowych - to główne ofiary szalejącego od pół roku kryzysu na rynku kredytów hipotecznych. Stopa bezrobocia podskoczyła z 4,7 do 5 proc., podczas gdy prognoza mówiła o 4,8 proc. Nie pomogły dane z sektora usług, gdzie indeks aktywności PMI stracił mniej, niż prognozowano. Inwestorzy mieli świeżo w pamięci wcześniejsze dane PMI dla przemysłu wskazujące na recesję.
Wiele danych z USA jest najgorszych od lat. Przykładowo wskaźnik aktywności przemysłowej PMI po raz ostatni był tak nisko w kwietniu 2003 r., kiedy trwała wojna w Iraku. Na rynku nieruchomości kryzys trwa w najlepsze - liczba kupujących domy jest najniższa od grubo ponad dziesięciu lat, rośnie liczna bankowych egzekucji, a ceny lecą na łeb na szyję.
Coraz więcej analityków wieści, że wzrost PKB w IV kw. był bardzo słaby. Wszyscy czekają, co teraz zrobi amerykański bank centralny - Fed. Presja, aby w styczniu obciął stopy przynajmniej o 0,25 pkt proc., jest ogromna. Ale Fed jest między młotem a kowadłem, bo obniżając stopy, może wywołać niekontrolowaną inflację. A to właśnie walka z inflacją, a nie dbanie o wzrost gospodarczy jest jego głównym zadaniem. Tłumienie inflacji jest trudniejsze niż kiedykolwiek z powodu bardzo wysokich cen ropy - w zeszłym tygodniu cena baryłki po raz pierwszy w historii przekroczyła 100 dol. za baryłkę. Najbliższe posiedzenie Fed zaplanowano na 29-30 stycznia. Ale jeśli kondycja gospodarki pogarszałaby się szybko, Fed może również dokonać cięcia stóp w tzw. trybie obiegowym, poza posiedzeniami, co byłoby dowodem na powagę sytuacji. Z ogromnym napięciem inwestorzy oczekują na czwartkowe wystąpienie szefa Fed Bena Bernanke'go, który w Waszyngtonie będzie mówić o perspektywach gospodarki i polityce monetarnej. Oczekują, że Bernanke da jakiś sygnał w sprawie stóp.
Kombinacja wysokiej inflacji, stagnacji gospodarczej i bezrobocia grozi stagflacją, czyli bardzo niebezpiecznym zjawiskiem wyniszczającym gospodarkę. Efektem stagflacji byłby generalny spadek poziomu życia w USA i kryzys na giełdach.
Wieści z USA mają ogromne znaczenie dla inwestorów na warszawskiej giełdzie. W zeszłym tygodniu aż dwukrotnie zareagowali oni mocno wyprzedażą akcji na dane o kiepskiej koniunkturze w przemyśle i wzroście bezrobocia. W takich sytuacjach decydującą rolę odgrywają inwestorzy zagraniczni, którzy odpowiadają za blisko 30 proc. obrotów na warszawskiej giełdzie i są obecni przede wszystkim w akcjonariatach największych i najbardziej płynnych spółek z WIG20.
W piątek nasz indeks blue chipów stracił tylko 1 proc., ale najgorsze na giełdach nowojorskich nastąpiło już po zakończeniu handlu w Warszawie. Dlatego można się spodziewać, że parkiety europejskie dopiero dziś zareagują na fatalne wieści z USA.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz