wtorek, 18 marca 2008

Prezydencki projekt ustawy ratyfikacyjnej - czym różni się od rządowego?

mm, mar, PAP
2008-03-18, ostatnia aktualizacja 2008-03-18 13:06

Jakiekolwiek odstąpienie od zapisów Traktatu Lizbońskiego dotyczących kompromisu z Joaniny oraz protokołu brytyjskiego do Karty Praw Podstawowych będzie wymagało zgody prezydenta, rządu i parlamentu - takie rozwiązanie wprowadza prezydencki projekt ustawy ratyfikacyjnej. - To projekt wadliwy i źle pomyślany - mówi prof. Zbigniew Maciąg.

Zobacz powiekszenie
Fot. TVP
Prezydent Lech Kaczyńki podczas wygłaszania orędzia
Projekt wpłynął już do Sejmu. Pełna treść prezydenckiego projektu ustawy ratyfikacyjnej

W myśl art. 1 projektu ustawy, "wyraża się zgodę" na dokonanie przez prezydenta ratyfikacji Traktatu z Lizbony. Przepis ten jest tożsamy z art. 1 propozycji autorstwa PiS, złożonym w Sejmie w formie poprawki do rządowego projektu ustawy ratyfikacyjnej.

Zgodnie z art. 2, przedstawiciele Polski w Radzie Europejskiej oraz w Radzie Unii Europejskiej będą mogli wyrazić zgodę na uchylenie, bądź zmianę decyzji dotyczącej kompromisu z Joaniny wyłącznie po uzyskaniu zgody prezydenta, Sejmu, Senatu i rządu. W myśl projektu, jeżeli nie byłoby uprzedniej zgody tych czterech organów, przedstawiciel Polski byłby zobowiązany do przeciwstawienia się propozycjom jakichkolwiek zmian. Taki sam zapis jest w propozycji PiS.

Według artykułu 3. projektu, zgody tych czterech organów będzie także wymagało złożenie oświadczenia przez Polskę wyrażającego zgodę na zmianę treści lub skutków Traktatu z Lizbony, wraz z dołączonymi do niego protokołami, w tym Protokołu w sprawie stosowania Karty Praw Podstawowych do Polski i Wielkiej Brytanii albo wycofującego którąkolwiek z deklaracji dołączonych przez Polskę do Traktatu lub zmieniającego skutki tej deklaracji.

W artykule tym zaznaczono, że zapisy takie nie uchybiają wymaganiom konstytucji RP co do trybu wyrażania zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej, na podstawie której RP przekazuje organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach.

Art.4 propozycji prezydenta zakłada, że ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Prezydencki projekt nie ma preambuły, którą posiada projekt autorstwa PiS.

Konstytucjonalista: To projekt wadliwy i źle pomyślany

- Działanie, które obserwujemy ze strony PiS i prezydenta, jest niepokojące. To tak, jakbyśmy funkcjonowali w innym państwie, gdzie jest inny system prawny i w ogóle nie liczymy się z konstytucją. Przejawem tego jest inicjatywa prezydenta - mówi konstytucjonalista Zbigniew Maciąg po przejrzeniu projektu.

- To projekt konstytucyjnie tak wadliwy i źle pomyślany, że może budzić wątpliwości do tego, jakie kwalifikacje mają osoby piszące to i czy chcą być traktowane poważnie - mówi. Jak podkreśla, żądanie, by zmiana ustawy ratyfikującej wymagała więcej głosów (2/3) niż zmiana konstytucji w Senacie, jest "niezrozumiałe na gruncie konstytucjonalizmu europejskiego", bo ustawa ratyfikująca to cięgle tylko zwykła ustawa, nie równająca się pod względem rangi z konstytucją.

- To przekracza granice: burzenie państwa jest łatwe, natomiast odbudowanie trudne. Dajemy innym państwom dowód nieobliczalności i nieodpowiedzialności - podkreśla Maciąg.

Prezydent: Tylko specjalna ustawa nas zabezpiecza

Lech Kaczyński zapowiedział w poniedziałek, że wystąpi z własnym projektem ustawy ratyfikacyjnej, "gwarantującej nienaruszalność dobrych dla kraju zapisów Traktatu z Lizbony".

W wystąpieniu wyemitowanym w TVP, prezydent zaznaczył, że ustawa, jaką zamierza zaproponować, będzie wymagać "zgody narodowej dla jakiejkolwiek zmiany w jej zapisach".

- W polskim systemie prawnym taką gwarancję daje tylko specjalna ustawa przewidziana w konstytucji - dodał. Lech Kaczyński powiedział, że "są takie chwile w życiu narodu, kiedy trzeba zapomnieć o partyjnych szyldach i interesach i myśleć tylko o jednym, o Polsce".

Brak komentarzy: