sobota 9 sierpnia 2008 19:48
2 tysiące cywilów - to najnowszy tragiczny bilans wojny rosyjsko-gruzińskiej. Takie dane - na razie nieoficjalne - podał rosyjski ambasador akredytowany w Gruzji. Tymczasem walki rozszerzają się. Rosjanie zbombardowali kontrolowane przez Gruzinów rejony Abchazji. Gruzja walczy na dwóch frontach.
Parlament gruziński zaakceptował decyzję prezydenta o wprowadzeniu stanu wojennego. Sytuacja jest coraz poważniejsza, bo Rosjanie zbombardowali kontrolowane przez nich rejony w Abchazji. Bilans zabitych: 30 żołnierzy gruzińskich, 15 rosyjskich i - jak twierdzi rosyjski dyplomata, cytowany przez Interfax - nawet 2 tysiące cywilów.
"Rosyjskie siły pokojowe zupełnie wyzwoliły Cchinwali z rąk Gruzinów" - ogłosił generał Władimir Bołdyrew. Dowódca użył tych słów nie przypadkowo - o wyzwoleniu stolicy z rąk osetyjskich separatystów mówił jeszcze wczoraj prezydent Saakaszwili. Rosjanie podkreślają, że Cchinwali należy do nich i zapowiadają wyparcie Gruzinów z całego regionu.
Walczą żołnierze, ale giną cywile. Rosyjski MSZ podaje porażającą liczbę zabitych - około 1500 ludzi. Choć już wczoraj Gruzja umożliwiła cywilom opuszczenie zapalnego regionu, część rodzin pozostała w domach bojąc się o dobytek. Wielu zapłaciło za to życiem.
Według rosyjskich danych, w toku trwających od nocy z czwartku na piątek walk, tereny Osetii Południowej opuściło w sumie ponad 30 tysięcy mieszkańców.
Prezydent Gruzji dementuje doniesienia strony rosyjskiej na temat liczby zabitych cywilów. "To bezczelne kłamstwo! Nie ma praktycznie żadnych ofiar wśród ludności cywilnej" - przekonuje. "Za to Cchinwali jest zrujnowane w wyniku rosyjskiego bombardowania" - dodaje.
Bronią Rosjan czy interesów?
"Zgodnie z konstytucją i prawem Federacji, muszę bronić życia i godności rosyjskich obywateli" - mówił wczoraj prezydent Miedwiediew. Po tych słowach, regularna armia rosyjska najechała terytorium Gruzji i otworzyła ogień przeciw niepodległemu państwu. Prawda - blisko 90 procent mieszkańców Osetii Południowej ma rosyjskie paszporty. Problem w tym, że na atakowaniu Osetii Południowej Rosjanie nie poprzestali.


Kolejne rosyjskie naloty zdewastował lotnisko i węzeł kolejowy w miejscowości Senaki a także wojskowy port lotniczy w Marneuli. Wczoraj Rosjanie zrzucili bomby na największą bazę militarną Vaziani. Pojawiły się również doniesienia, że bomby spadły na rurociągi, którymi do Europy Zachodniej - z pominięciem Rosji - płynie ropa naftowa.
Jak podaje agencja AFP, Rosjanie przeprowadzili dzisiaj już pięć nalotów na miasto Gori. Jedna z bomb miała spaść na pięciopiętrowy budynek mieszkalny. Świadkowie widzieli, jak wynoszono potem z niego zwłoki dwojga ludzi.
Nie zmienia się sposób raportowania wydarzeń z Gruzji przez rosyjskich polityków i wojskowych. "Nasze siły pokojowe i podległe im oddziały prowadzą operację która przywróci pokój w Gruzji" - powiedział prezydent Dmitrij Miedwiediew.
Gruzja się broni
Wczoraj Gruzja zgłosiła zestrzelenie dwóch rosyjskich samolotów szturmowych Su-25, dziś liczba wzrosła do sześciu. Moskwa potwierdza stratę dwóch maszyn i zaledwie piętnastu żołnierzy. Doniesienia o ewakuacji rządowych budynków w Tibilisi nie potwierdziły się.
Prezydent Gruzji długo zwlekał z wprowadzeniem stanu wojennego. Prezydent Saakaszwili wzywa świat na pomoc, która na razie ogranicza się do kategorycznych wypowiedzi dyplomatów. ONZ, NATO, OBWE, Unia Europejska i Stany Zjednoczone mówią już wspólnym głosem i wzywają obie strony do wstrzymania walki, na razie jednak bezskutecznie.
Filip Jurzyk







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz