![]() |
| AFP |
W poniedziałek po południu powróciła do kraju pierwsza grupa polskich olimpijczyków, którzy zakończyli już swoje starty. Na pokładzie czarterowego samolotu PLL Lot przylecieli do Warszawy m.in. złoci i srebrni medaliści igrzysk - wioślarze i szermierze.
Zawodnicy, którym udało się sięgnąć po medale, wychodzili z lotniska uradowani i roześmiani, z cennymi trofeami zawieszonymi na piersi. Smutniejsze były siatkarki, które wróciły z Pekinu z jednym tylko zwycięstwem, a także zawodniczki szermierki, którym nie udało się awansować do strefy medalowej.Na stołecznym lotnisku Okęcie na olimpijczyków czekała liczna grupa przedstawicieli mediów, a przed dworcem lotniczym kibice, koleżanki i koledzy z klubów sportowych i przedstawiciele związków sportowych. Liczna grupa sportowców wracających z Pekinu długo nie zbliżała się do oczekujących niecierpliwie reporterów. Odnosiło się wrażenie, że ci, którym się powiodło chcą zamanifestować solidarność z koleżankami i kolegami wracającymi bez medali i sukcesów. Na medalistów czekały kamery i mikrofony, przegrani - ociągali się z wyjściem jakby obawiając się kłopotliwych pytań.
W końcu na zaimprowizowanym podium stanęła dwunastka medalistów - dwie wioślarskie czwórki i drużyna szpadzistów. Chętnie opowiadali o wrażeniach z udanych startów. Najstarszy z wioślarskiej czwórki podwójnej Adam Korol pytany o plany na przyszłość żartował, że przecież w Londynie nie będzie miał jeszcze pięćdziesiątki... Jego koledzy z osady nie kryli satysfakcji podkreślając, że złoty medal jest upragnionym ukoronowaniem kilku ostatnich lat.
Przegranym nie udało się także przemknąć chyłkiem do wyjścia. Oczekujący na bagaże zawodnicy cierpliwie odpowiadali na pytanie, tłumacząc przyczyny swych niepowodzeń. Z trudem tłumiła łzy Otylia Jędrzejczak, smutne miny miały siatkarki, który rozeszły się po wielkiej sali przylotów, pozostawiając trenera Marco Bonittę stojącego samotnie pod ścianą...
Kolejny raz powróciła sprawa sytuacji w Polskim Związku Szermierczym. Cała reprezentacyjna ekipa zgodnie wyszła do dziennikarzy powtarzając raz jeszcze gorzkie i ostre słowa o braku profesjonalizmu działaczy, lekceważeniu potrzeb zawodników, anachronicznych metodach szkoleniowych i niesportowym, delikatnie mówiąc, prowadzeniu się niektórych funkcjonariuszy związku, także podczas wielkich imprez sportowych.
Rolę rzecznika zawodników wziął tym razem na siebie florecista Sławomir Mocek, podkreślając, że w sporcie szermierczym pracuje cały szereg zaangażowanych trenerów i instruktorów, a zarzuty dotyczą nielicznych, choć mających największy wpływ na sytuację w związku. Szermierze mówili wprost, że odpowiedzialność za sytuację ponosi prezes Adam Lisewski i jego w głównej mierze dotyczą zarzuty. Słowa Mocka, szablistek i florecistek potwierdzili w całej rozciągłości również członkowie srebrnej drużyny szpadzistów, których trudno posądzać o frustrację spowodowaną porażkami...
W poczekalni sali przylotów cierpliwie czekały na bohaterów i przegranych rodziny, przyjaciele, koledzy-sportowcy i kibice, wśród których była grupa młodych wioślarzy wyróżniająca się w tłumie trzymanymi nad głowami wiosłami. Były kwiaty, łzy, gratulacje i słowa pocieszenia, były okolicznościowe powitalne transparenty. Żegnając się z koleżankami i kolegami z reprezentacji olimpijczycy życzyli sobie wzajemnie miłych, choć nieco spóźnionych wakacji....



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz