Z kancelarii premiera miały być wywiezione do prokuratury i tam dostać zarzuty. Akcję odwołano w ostatniej chwili.
ZOBACZ TAKŻE
- Oto pismo, którym premier Kaczyński kazał zagłuszać telefony pielęgniarek (27-02-08, 00:00)
- Kaczyński o zagłuszaniu pielęgniarek i mediach niemieckich (12-02-08, 00:00)
"Gazeta" ustaliła to w dwóch niezależnych źródłach. A było tak: pielęgniarki weszły do kancelarii premiera 19 czerwca ub.r. Chciały się zobaczyć z premierem, ale ten nie przyszedł. Cztery panie czekały na niego w kancelarii przez tydzień, aż w końcu Jarosław Kaczyński się ugiął. Wcześniej, by utrudnić pielęgniarkom kontakt ze światem, nakazał BOR zagłuszać ich telefony komórkowe.
W tym samym czasie pojawił się pomysł "rozwiązania siłowego". Nasz informator z Prokuratury Krajowej relacjonuje: - Dwaj prokuratorzy okręgowi jednego dnia zostali w pracy do późna w nocy. Mieli czekać, aż policja przywiezie te cztery pielęgniarki. Był ustalony zarzut, który mieli im postawić: naruszenie miru domowego (art. 193 kk, kto wdziera się do cudzego domu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie albo karze do roku więzienia).
Według drugiego naszego informatora naciskali na to szef policji Konrad Kornatowski i szef MSWiA Janusz Kaczmarek. A minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro "miał się wahać". "Rozwiązanie siłowe" zaplanowano na 23 czerwca.
Dlaczego akcja nie wypaliła? Nasz informator: - Postawiła się Marzena Kowalska, szefowa prokuratury apelacyjnej. Zagroziła, że nie pozwoli mieszać w to prokuratorów.
Wtedy Ziobro miał nabrać wątpliwości i też nie chciał być zamieszany w "rozwiązanie siłowe". Agata Tatara, bliska współpracownica posła Ziobry, zapewniła, że przekazała mu nasze pytania. Miał do nas zadzwonić. Nie zadzwonił.
Gdy Kowalska się zbuntowała, pojawił się pomysł, by postawić pielęgniarkom zarzuty bez udziału prokuratury i tylko z kodeksu wykroczeń. Jednak i ten pomysł upadł, a prokuratorzy, którzy mieli zająć się akcją, zostali po godz. 22 odesłani do domu.
Kilka dni później prok. Kowalska poszła na zwolnienie. Teraz nie chce o tym rozmawiać. - Bez komentarza - rzuciła krótko.
Janusz Kaczmarek twierdzi, że był przeciwny "rozwiązaniu siłowemu". Wskazuje jako autora planu Przemysława Gosiewskiego. - Mój zastępca Zbigniew Rau przynosił takie pomysły ze specjalnego zebrania z Gosiewskim - twierdzi Kaczmarek.
Podobnie Kornatowski: - To Gosiewski był za zarzutami dla pielęgniarek. Ja powiedziałem "nie".
Gosiewski był wtedy szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów i kierował specgrupą, która miała znaleźć rozwiązanie tej sytuacji.
Gosiewski dziś zaprzecza: - Premier, a ja za nim, byliśmy przeciwko rozwiązaniom siłowym.
W tym samym czasie pojawił się pomysł "rozwiązania siłowego". Nasz informator z Prokuratury Krajowej relacjonuje: - Dwaj prokuratorzy okręgowi jednego dnia zostali w pracy do późna w nocy. Mieli czekać, aż policja przywiezie te cztery pielęgniarki. Był ustalony zarzut, który mieli im postawić: naruszenie miru domowego (art. 193 kk, kto wdziera się do cudzego domu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie albo karze do roku więzienia).
Według drugiego naszego informatora naciskali na to szef policji Konrad Kornatowski i szef MSWiA Janusz Kaczmarek. A minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro "miał się wahać". "Rozwiązanie siłowe" zaplanowano na 23 czerwca.
Dlaczego akcja nie wypaliła? Nasz informator: - Postawiła się Marzena Kowalska, szefowa prokuratury apelacyjnej. Zagroziła, że nie pozwoli mieszać w to prokuratorów.
Wtedy Ziobro miał nabrać wątpliwości i też nie chciał być zamieszany w "rozwiązanie siłowe". Agata Tatara, bliska współpracownica posła Ziobry, zapewniła, że przekazała mu nasze pytania. Miał do nas zadzwonić. Nie zadzwonił.
Gdy Kowalska się zbuntowała, pojawił się pomysł, by postawić pielęgniarkom zarzuty bez udziału prokuratury i tylko z kodeksu wykroczeń. Jednak i ten pomysł upadł, a prokuratorzy, którzy mieli zająć się akcją, zostali po godz. 22 odesłani do domu.
Kilka dni później prok. Kowalska poszła na zwolnienie. Teraz nie chce o tym rozmawiać. - Bez komentarza - rzuciła krótko.
Janusz Kaczmarek twierdzi, że był przeciwny "rozwiązaniu siłowemu". Wskazuje jako autora planu Przemysława Gosiewskiego. - Mój zastępca Zbigniew Rau przynosił takie pomysły ze specjalnego zebrania z Gosiewskim - twierdzi Kaczmarek.
Podobnie Kornatowski: - To Gosiewski był za zarzutami dla pielęgniarek. Ja powiedziałem "nie".
Gosiewski był wtedy szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów i kierował specgrupą, która miała znaleźć rozwiązanie tej sytuacji.
Gosiewski dziś zaprzecza: - Premier, a ja za nim, byliśmy przeciwko rozwiązaniom siłowym.
Źródło: Gazeta Wyborcza








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz