środa, 5 marca 2008

Polihistor Wielki

100 lat temu, 5 marca 1908 r., urodził się Teodor Parnicki

Z WACŁAWEM SADKOWSKIM, krytykiem i eseistą, znawcą twórczości Teodora Parnickiego, rozmawia Krzysztof Lubczyński


Co skłoniło Teodora Parnickiego, autora dość klasycznych, tradycyjnych powieści historycznych, takich jak „Aecjusz, ostatni Rzymianin” (1938) i „Srebrne orły” (1944), do pójścia drogą prozy mówiącej o historii nietradycyjnie?
– Po pierwsze, wiąże się to ze sprawą samoidentyfikacji pisarza. Jako autor z powołaniem artystycznym nie chciał młócić wymłóconego zboża, lecz szukał nowych ziaren. Bawi mnie, kiedy czytam w życiorysach Parnickiego, że wrócił do Polski w latach 20. Otóż on do Polski nie wrócił, bo nigdy w Polsce nie mieszkał. Urodził się w Berlinie, młodość spędził w Rosji, a przez Polskę przejechał pociągiem w drodze do Rosji. Trop do swojej tożsamości znalazł natomiast w Charbinie, czyli w Chinach. Jego lektury młodzieńcze to Sienkiewicz, którego uważał za największego przedstawiciela powieści historycznej typu scottowskiego. Rozczytywał się też w poezji Słowackiego, którego przedkładał nad Mickiewicza jako wspanialszego słowotwórcę. „Króla-Ducha” uważał za największy poemat w dziejach ludzkości. Nie jest przypadkiem, że tyle tytułów powieści Parnickiego jest zaczerpniętych z formuł i słownictwa poetyckiego Słowackiego. Te fascynacje sprawiły, że postanowił przyjechać do Polski, do Lwowa, gdzie na Uniwersytecie Jana Kazimierza pracował Juliusz Kleiner, najwybitniejszy znawca tego poety. Parnicki szukał takiego nurtu polskiej tradycji myślowej i artystycznej, w którym znalazłby miejsce dla siebie jako dla człowieka uformowanego na styku różnych kultur, który przemierzył sporą połać globu. Dlatego nawiązując do pytania o „Srebrne orły” czy „Śmierć Aecjusza” odpowiem, że to były próby sprawdzenia się, czy potrafi napisać powieść typu sienkiewiczowskiego, choć oczywiście te powieści i tak już były bardziej od klasycznego powieściopisarstwa polskiego wychylone w stronę skrótów myślowych, czy poszerzeniem pola widzenia. Niemniej był to ukłon złożony przeszłości i wielkiej tradycji literackiej. Druga przyczyna wiąże się z kłopotami Parnickiego z tożsamością, z określeniem, kim jest. Jego dziadek był synem feldfebla pruskiego, uczestnika wojny prusko-francuskiej 1870 roku, a ojciec był najpierw spruszczonym, a potem zruszczonym wielkopolaninem, który miał polskie nazwisko, ale z kulturą polską związany był luźno. Matka Teodora była kijowską Żydówką i wniosła do jego wyobraźni tamtejszego ducha. Otóż Parnicki wybrał Polskę mimo mgliście tylko zapamiętanych polskich korzeni, ponieważ dokonał świadomego wyboru polskiej kultury i tradycji. W tę tradycję literacką wniósł doświadczenia, których większość pisarzy polskich zebrać nie mogła. Poza wszystkim był jednak wychowany w religii katolickiej, choć do kościoła nie chodził i nie lubił obłudy charakterystycznej dla ludzi tkwiących w dyscyplinie kościelnej. Był też jednak krytyczny w stosunku do ekspansji judaizmu jako religii. Był nawet uznawany za pisarza katolickiego i nieprzypadkowo przez wiele lat publikował w PAX-ie. Co nie zmienia faktu, że arcybiskup Józef Życiński poznał się na „osobności” Parnickiego i skreślił jego książki z planów wydawnictwa diecezjalnego w Tarnowie, kiedy był tam biskupem. Uznał go, jak myślę, za bombę zbyt niebezpieczną. Parnicki był zawieszony między dwoma bardzo zaborczymi monoteizmami, judaizmem i katolicyzmem. Nie godził się z nacjocentryczną, zaściankową, klerofaszystowską, przeciętną polską mentalnością religijną. Marzył o ukonstytuowaniu innego typu polskości, ze świadomego wyboru optującej za najbardziej wartościowymi elementami polskiej tożsamości i tradycji. Raziła go monoetniczność bardzo w tamtym czasie akcentowana. Chciał Polski według modelu uniwersum. Uważał, że mówienie o tzw. czystej polskości, skoro przez polskie ziemie przewalały się przez wieki wszelkie możliwe nacje, to nonsens. (...)

Brak komentarzy: