Wydarzenia sprzed 40 lat są nieobecne w świadomości młodych Polaków - 87 proc. nie wie, co się wtedy działo. A jak już budzą skojarzenia, to głównie ulgę, że dziś nie ma powodów do protestu (59 proc.) bądź obojętność (26 proc.)

Fot. ZAGOŹDZIŃSKI PAP/CAF
8 marca 1968 r. milicja i tajniacy zaatakowali studentów,dopiero gdy ci wyszli z dziedzińca Uniwersytetu Warszawskiego już po negocjacjach z rektorem i po decyzji o pokojowym rozwiązaniu wiecu. Dopiero ta brutalna interwencja,pobicia i zatrzymania dziesiątków studentów sprowokowały protesty na innych uczelniach Warszawy i całego kraju. Tak zaczął się Marzec '68
ZOBACZ TAKŻE
- Wojewodowie mają potwierdzać obywatelstwa dla marcowych emigrantów (05-03-08, 00:00)
- 49 proc. ankietowanych sądzi, że człowiek powinien się w młodości buntować, aby się w pełni rozwinąć. (05-03-08, 00:00)
- Burzliwy marzec 1968 na zdjęciach (03-03-08, 22:30)
- Niewygodna rocznica (03-03-08, 12:33)
Do wiedzy o tym, co działo się w Polsce 1968 r., przyznało się w sondażu "Gazety" 13 proc. gimnazjalistów, licealistów i studentów. Niektórzy trochę na wyrost: zapytani o to, co konkretnie, potrafili odpowiedzieć, że był to wybuch II wojny światowej lub wybór Karola Wojtyły na papieża. Tylko nieco ponad połowa z tych 13 proc. wiedziała, że chodzi o demonstracje studenckie lub represje antysemickie.
Podobnie było w dużym badaniu z 2004 r. przeprowadzonym przez Pentor. W otwartym pytaniu o wydarzenia, których można się wstydzić w historii Polski, Marzec wymieniły trzy osoby spośród tysiąca badanych.
8 marca 1968 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego wiecowali studenci. Żądali przywrócenia na studia Adama Michnika i Henryka Szlajfera, domagali się też swobód obywatelskich. Gdy opuścili teren UW, zaatakowała ich brutalnie milicja i tzw. aktyw robotniczy, czyli zwiezieni tam przez władze i uzbrojeni w pałki członkowie partii z fabryk i urzędów.
To był dalszy ciąg represji po zdjęciu z afisza przedstawienia "Dziadów" w reżyserii Kazimierza Dejmka za rzekomą antyradzieckość i wstęp do antysemickiej kampanii, która zmusiła do emigracji kilkanaście tysięcy ludzi.
"Gazeta" zapytała nie tylko o wiedzę historyczną, lecz także o to, czy warto się buntować, przeciwko czemu i co mogłoby młodych do protestu skłonić.
Młodzi Polacy z 2008 r. nie zazdroszczą młodym z 1968 r. ich buntu - to uczucie żywi tylko 9 proc. I nie chcą, by ich pokolenie takiego buntu doświadczyło.
60 proc. ankietowanych nie spodziewa się w Polsce studenckich protestów; 39 proc. jest przeciwnego zdania.
Pytani jednak o konkretne - mniej lub bardziej realne - wydarzenia, nie wykluczają, że wyprowadziłyby one młodych na ulicę.
Dla Gazety prof. Barbara Fatyga, socjolog z Ośrodka Badań Młodzieży UW
Jak widać z wyników tej sondy, dla młodego pokolenia marzec 1968 r. to odległa i na ogół nieznana historia. Coś mu się jednak w głowach kołacze; np., że były jakieś protesty.
Około 10 proc. młodych ludzi tęskniących za podobnym doświadczeniem lub mających już za sobą udział w demonstracjach, to z drugiej strony całkiem sporo. Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, iż rewolucje potrzebują kadry.
Ciekawe w tym kontekście jest przekonanie, że protest studencki we współczesnej Polsce w ogóle jest możliwy. Jednak ośmielam się podejrzewać, iż de facto chodzi tu o sytuację "tak, ale zróbcie to za nas".
Same deklaracje buntu nie wydają mi się dobrze przemyślane przez zbadanych młodych ludzi. "Zły minister" - jak to niedawno mieliśmy okazję obserwować - jako żywo nie wyprowadził na ulice 81 proc. młodzieży. To samo było ze sprawą lustracji: moi magistranci zaniepokoili się dopiero wtedy, gdy uświadomiłam im, że może będą musieli zmieniać promotora, bo "nie podpiszę".
Mówiąc poważniej, bunt młodzieżowy dzisiaj przybiera formę ewolucyjnej, a nie rewolucyjnej zmiany obyczajowej. Naprawdę poważne powody, jak te, o które pytano w sondzie niespecjalnie młodzież ruszają. Ale młodzież je wymienia, bo wie, że tego starsi po niej oczekują.
***
Szukamy niepublikowanych relacji i świadectw marca '68. Prosimy o zdjęcia, zapiski, notatki z 1968 roku. Na Państwa dzisiejsze wspomnienia tamtych dni czeka red. Tomasz Urzykowski. Zdjęcia i dokumenty przekażemy Ośrodkowi Karta: marzec.68@gazeta.pl
Podobnie było w dużym badaniu z 2004 r. przeprowadzonym przez Pentor. W otwartym pytaniu o wydarzenia, których można się wstydzić w historii Polski, Marzec wymieniły trzy osoby spośród tysiąca badanych.
8 marca 1968 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego wiecowali studenci. Żądali przywrócenia na studia Adama Michnika i Henryka Szlajfera, domagali się też swobód obywatelskich. Gdy opuścili teren UW, zaatakowała ich brutalnie milicja i tzw. aktyw robotniczy, czyli zwiezieni tam przez władze i uzbrojeni w pałki członkowie partii z fabryk i urzędów.
To był dalszy ciąg represji po zdjęciu z afisza przedstawienia "Dziadów" w reżyserii Kazimierza Dejmka za rzekomą antyradzieckość i wstęp do antysemickiej kampanii, która zmusiła do emigracji kilkanaście tysięcy ludzi.
"Gazeta" zapytała nie tylko o wiedzę historyczną, lecz także o to, czy warto się buntować, przeciwko czemu i co mogłoby młodych do protestu skłonić.
Młodzi Polacy z 2008 r. nie zazdroszczą młodym z 1968 r. ich buntu - to uczucie żywi tylko 9 proc. I nie chcą, by ich pokolenie takiego buntu doświadczyło.
60 proc. ankietowanych nie spodziewa się w Polsce studenckich protestów; 39 proc. jest przeciwnego zdania.
Pytani jednak o konkretne - mniej lub bardziej realne - wydarzenia, nie wykluczają, że wyprowadziłyby one młodych na ulicę.
Dla Gazety prof. Barbara Fatyga, socjolog z Ośrodka Badań Młodzieży UW
Jak widać z wyników tej sondy, dla młodego pokolenia marzec 1968 r. to odległa i na ogół nieznana historia. Coś mu się jednak w głowach kołacze; np., że były jakieś protesty.
Około 10 proc. młodych ludzi tęskniących za podobnym doświadczeniem lub mających już za sobą udział w demonstracjach, to z drugiej strony całkiem sporo. Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, iż rewolucje potrzebują kadry.
Ciekawe w tym kontekście jest przekonanie, że protest studencki we współczesnej Polsce w ogóle jest możliwy. Jednak ośmielam się podejrzewać, iż de facto chodzi tu o sytuację "tak, ale zróbcie to za nas".
Same deklaracje buntu nie wydają mi się dobrze przemyślane przez zbadanych młodych ludzi. "Zły minister" - jak to niedawno mieliśmy okazję obserwować - jako żywo nie wyprowadził na ulice 81 proc. młodzieży. To samo było ze sprawą lustracji: moi magistranci zaniepokoili się dopiero wtedy, gdy uświadomiłam im, że może będą musieli zmieniać promotora, bo "nie podpiszę".
Mówiąc poważniej, bunt młodzieżowy dzisiaj przybiera formę ewolucyjnej, a nie rewolucyjnej zmiany obyczajowej. Naprawdę poważne powody, jak te, o które pytano w sondzie niespecjalnie młodzież ruszają. Ale młodzież je wymienia, bo wie, że tego starsi po niej oczekują.
***
Szukamy niepublikowanych relacji i świadectw marca '68. Prosimy o zdjęcia, zapiski, notatki z 1968 roku. Na Państwa dzisiejsze wspomnienia tamtych dni czeka red. Tomasz Urzykowski. Zdjęcia i dokumenty przekażemy Ośrodkowi Karta: marzec.68@gazeta.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz