środa, 5 marca 2008

Ulga na dzieci nie dla rodzin zastępczych

Agnieszka Drabikowska, Kielce, Piotr Skwirowski
2008-03-05, ostatnia aktualizacja 2008-03-05 02:04

Rodzice zastępczy, rozliczając się z PIT, dowiadują się właśnie w urzędach skarbowych, że nie przysługuje im ulga podatkowa na dzieci

ZOBACZ TAKŻE
Pani Helena od pięciu lat wychowuje z mężem wnuczkę. Mieszkają pod Kielcami, Kasia uczy się w kieleckim liceum. Dziadkowie są dla niej rodziną zastępczą, bo oboje rodzice zginęli w wypadku.

W rozliczeniu z fiskusem pani Helena chciała skorzystać z nowej, dużej ulgi na dziecko - 1145 zł. Urząd odmówił, bo z ulgi mogą korzystać tylko podatnicy wychowujący dzieci własne lub adoptowane.

- Są dzieci równe i równiejsze - komentuje pani Helena.

Dziadkowie Kasi są tzw. spokrewnioną rodziną zastępczą. Jest ich w Polsce ok. 36 tys., wychowują w sumie 47 tys. dzieci.

Kolejne 6 tys. to rodziny niespokrewnione, które stworzyły dom dla 9,5 tys. dzieci.

W języku przepisów rodzina zastępcza to tylko "czasowa forma opieki nad dzieckiem", która nie powoduje więzi rodzinno-prawnej. Dlatego ulgi nie ma.

- Po prostu ustawodawca pominął rodziców zastępczych - rozkłada ręce Dariusz Nowak, zastępca naczelnika I Urzędu Skarbowego w Kielcach.

Biorąc dzieci, rodziny zastępcze przejmują je z domów dziecka, kosztownych instytucji, które nie mogą zapewnić dziecku normalnej socjalizacji. Ich wychowankowie są często okaleczeni psychicznie, nieprzystosowani do normalnego życia. W domach dziecka jest jeszcze 25 tys. dzieci, i ta liczba nie spada.

W zamian za opiekę rodzice zastępczy otrzymują od państwa • 990 zł co miesiąc na dziecko do siedmiu lat i • 659 zł na starsze, ale tylko jeśli dzieci nie dostają renty czy alimentów.

Ponadto niespokrewniona rodzina zastępcza - o ile uzyska status zawodowej - ma prawo do dodatku 164 zł na dziecko i pensji dla jednego z małżonków od 1976 zł do 2635 zł.

- Moja wnuczka codziennie dojeżdża do szkoły, trzeba ją ubrać, wyżywić, kupić leki, a emeryturę mam niedużą. Ale nie z chciwości upomniałam się o ulgę. Przepisy są niesprawiedliwe - mówi pani Helena.

- Rodziny zastępcze ponoszą koszty wychowania dzieci. Ulga powinna je obejmować - mówi "Gazecie" Marek Jurek, szef Prawicy RP, w poprzedniej kadencji marszałek Sejmu. I twierdzi, że "życzliwą" interpretację przepisów mogłoby wydać Ministerstwo Finansów.

Spece od podatków są sceptyczni. - Przepisy są jasne, nie pozostawiają pola do interpretacji - mówi była wiceminister finansów Irena Ożóg. Jedynym wyjściem byłaby zmiana ustawy.

- Państwa nie stać na dawanie rodzicom zastępczym tak znacznej pomocy finansowej i dorzucanie jeszcze ulg - mówi Bożena Diaby, rzeczniczka ministra pracy i polityki społecznej.

W resorcie finansów usłyszeliśmy nawet, że rodziny zastępcze są uprzywilejowane, bo przecież pomoc dla nich jest zwolniona z podatku dochodowego.

Ireneusz Kopania prowadzący tzw. rodzinny dom dziecka (forma opieki zastępczej) wolałby, żeby państwo zamiast dawać ulgę, naprawdę finansowało opiekę. - Bo zarobków do odliczenia mogłoby nam wystarczyć może na dwójkę dzieci, lecz my z żoną mamy pod opieką dziesięcioro. Utrzymujemy je tylko dlatego, że dokładam ze swojej firmy.

- Ulga dla rodziców zastępczych, nawet tych zawodowych, nie wyrąbałaby wielkiej dziury w budżecie - uważa Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy i polityki społecznej w rządzie Kaczyńskiego, a dziś posłanka PiS. - Zachęcałaby za to do zostania rodziną zastępczą.

Do zmiany przepisów zamierza przekonywać Sejm świętokrzyski poseł LiD Henryk Milcarz. - Ustawę podatkową trzeba poprawić.



Komentarz Piotra Pacewicza:

Brak ulg dla "zastępczych" to kolejny policzek ze strony państwa dla ludzi, którzy w naszym imieniu podejmują się niewdzięcznej i trudnej roboty. Ratują przecież dzieci skrzywdzone przez los, po ostrych przejściach w domu rodzinnym i zwykle w domu dziecka. Gdy dzieci te poczują się bezpiecznie, dają nowym rodzicom ostro popalić, muszą odreagować, mijają lata, zanim okażą wdzięczność. Za to wszystko "zastępczy" dostają grosze w porównaniu z tym, ile kosztuje pobyt dziecka w placówce.

Jako społeczeństwo wciąż nie rozumiemy, jakie zagrożenie wychowawcze niesie dom dziecka. Nie umiemy docenić, że "zastępczy" przywracają dzieci do normalnego życia, że wyrywają je z kolein dalszej patologii. Ba, zdarza się nawet, że z obrzydliwą polską zawiścią patrzymy na kasę, jaką dostają za swoją pracę, i pada idiotyczny argument: przecież inni rodzice nie dostają niczego.

***

Brak komentarzy: